Zamknięte?

drzwiklucz

Dziś po raz drugi w tym roku zamknęłam drzwi na klucz na dłużej. Założyłam bursztynowe kolczyki. Wakacyjna lektura już się do mnie uśmiecha. A budzik wyłączony. Na luzie, ale tak do końca wolnej głowy chyba jednak mieć nie będę, z tyłu coś może pobrzękiwać bo taką już mam namolną naturę. Wrzesień w tym roku jest dla mnie bardzo ważny, ważniejszy niż kiedykolwiek. Juniorka wieczorem mówi, że chce już iść do zerówki i poznać nowe dzieci. A rano mówi, że nie chce bo nie będzie tam jej przedszkolnego przyjaciela. Raz odpowiadam, że wakacje szybko miną, drugi, że do września jeszcze daleko i nie ma co się martwić. A jaki w ogóle ten wrzesień będzie? Mimo przedwyborczych zapewnień, nie jestem pewna czy będzie tak normalnie. Szkoły zapewne wrócą, ale czy w takiej formie w jakiej je znamy, to już inna kwestia. Prace nad platformami do zdalnej nauki trwają równocześnie. Włosi podobno skracają czas trwania lekcji i zakładają osłony z pleksi na ławki… Chociaż bardzo bym chciała by było po staremu, bo trudno jest mi wyobrazić sobie budowanie zespołu i relacji w całkiem nowej grupie w oparciu o reżim sanitarny. No nic, co ma być to będzie i z tym będziemy się mierzyć.

Klasyka dla dzieci

Rynek wydawniczy dla najmłodszych pełny jest nowości z pięknymi ilustracjami, ale jest też sporo wznowień tych dawnym książek. Kupując często zastanawiamy się co wybrać. Zdarza się, że dorosłym wydaje się (szczególnie w obecnych czasach, aż naszpikowanych obrazem), że najlepszym wyborem będzie ta z rozbudowanymi i kolorowymi ilustracjami. Ale wybór dzieci bywa też inny, ten przepych wcale nie jest im potrzebny. Na początku zaskakiwała mnie Juniorkowa skłonność do książek wydawanych w połowie ubiegłego wieku. Teraz się cieszę, że skupia się przede wszystkim na słuchaniu tekstu, w którym prosty czarno-biały rysunek jest jego uzupełnieniem, a przedstawiony w nich świat znacznie różni się od obecnego.

ksiazkiklasyka

I tak w ostatnim czasie czytamy książki z serii 8+2 Anne-Cath. Vestly, pierwszą część przeczytałyśmy dwukrotnie. Spotkanie z Astrid Lindgren zaczęłyśmy od Dzieci z ulicy Awanturników (i tylko mnie przeszkadzało, że prawie w każdym rozdziale rodzeństwo mowiło o Lottcie: głupia…), po czym poprosiła o zakup książki o tej silnej dziewczynce z kucykami 😉 A obecnie wieczorami czytamy, moje kochane, Muminki.

W te czytelnicze wybory nie ingeruję. Ale pewnym pozostaje jednak fakt, że rodzic wpływ jednak ma 😉 Nie lubię misia o bardzo małym rozumku… i pewnie tą książkę Juniorka pozna dopiero przy czytaniu jej jako szkolną lekturę 😉

Siąpi, pada, leje

pada
Adam_D/pixabay

Mieszkamy w jakimś takim zakątku, że deficyty deszczu są u nas większe. Nawet jak zapowiadają deszcz dla naszego regionu, to u nas i tak potrafi nie padać. W ostatnich dniach jednak pada, choć łapie nas zazwyczaj „z ogona chmury” więc ilości są rozsądne. Wczoraj i dziś, według urządzonka do pomiaru ilości opadów, spadło łącznie 15 litrów wody na metr kwadratowy. Rośliny zadowolone i wzrost zauważalny w mgnieniu oka, bo taki deszcz nie ubija gleby i równomiernie w nią wsiąka. Chociaż nie mogłam dwie soboty z rzędu suszyć prania na zewnątrz bo akurat padało (a Babcia mawiała, że jak mąż kocha to pranie zdąży wyschnąć przed deszczem. Czyżbym powinna się nad czym zastanowić…?). Ale to co się zdarzyło na Podkarpaciu to tragedia dla wszystkich i wszystkiego. I to, że spadło dużo wody wcale nie wpłynie znacząco na zmniejszenie suszy. Deszcz nawalny spada, ubija glebę, która nie nadąża wchłaniać wody i spływa w niżej położone tereny. Deszcz nawalny swoją gwałtownością i ilością niszczy uprawy. A tam gdzie spłynie nadmiar wody uprawy zgniją. Można by sądzić, że deszcz to tylko wystarczy, że pada. Ale tak nie jest, ważne jest w jaki sposób pada by ziemia miała z tego korzyść. Spokojnej pogody, ciepła z rozsądną ilością słońca i deszczu (najlepiej nocami).

Opis, tytuł, czy okładka?

ksiazki

Zakupy książkowe bywają silniejsze ode mnie 😉 I tak znowu przyszła paczka z lekturą dla Juniorki, dla Męża i w wakacyjnym stylu 😉 dla mnie. Wydania teraz coraz bardziej dopracowane, okładki coraz piękniejsze i przyciągają wzrok. No właśnie, mówi się, że nie ocenia się książki po okładce, ale to okładka (gdy nie znamy autora) i tytuł przyciągają uwagę w pierwszej kolejności. Oczywiście za tym co wizualne musi iść ciekawa fabuła. Sama mam wiele książek, po które sięgnęłam przez to, że okładka zwróciła moją uwagę. Ostatnio widziałam piękną okładkę do Latawców z nurtu literatury young adult. Są też takie, które skusiły tytułem, jak chociażby Cień burzowych chmur. Tematyka to już przede wszystkim poznawanie opisu. Jeszcze jest wyszukiwanie po ulubionych autorach, czyli w zasadzie trafiony wybór. Mnie właśnie wypadł z listy wyszukiwania jeden autor, zmarły kilka dni temu, Carlos Ruiz Zafón 😦

A to jsem já

Dziś Dzień Ojca, który oczywiście rodzinnie słodkościami świętujemy 😉 Ale nie o ojcu dziś będzie. Tylko o naszym moskiewskim chłopaku (który ojcem co najwyżej kiedyś zostanie, ale jeszcze nie teraz bo póki co zaczynamy psią separację, czyli czekają nas 3 tygodnie słuchania psiego wycia do księżyca – o mamuńciu!). O dziewczynie był cały wpis, a chłopakowe szczenięce zdjęcie przepadło wraz z przeprowadzką z Bloxa i tylko z Juniorką jakieś foto miał. No to dziś chłopakowa morda kochana, w chyba kwietniowym jeszcze anturażu. A taki był malutki jak przyjechał te prawie 2,5 roku temu. Maniak aportowania.

igiA do kompletu moja cienista osoba 😉

Mamo, czy niebo może być na różowo?

Pisząc kilka miesięcy temu ten post o dziecięcym doborze kolorów i o tym jak łatwo wpędzamy wyobraźnię małego człowieka w schematyzm opierałam się nie tylko na własnych spostrzeżeniach, doświadczeniach i wnioskach, ale bazowałam też na treści artykuły, w którym jednym z przykładów był kolor nieba. Małe dzieci rysując nie zawsze używają kolorów, które nam dorosłym nasuwają się na myśl w pierwszej kolejności. Często jest tak, że naszą reakcją na niebo w kolorze różowym jest pytanie: „a dlaczego różowe? przecież niebo jest niebieskie. następnym razem narysuj niebieskie i białe chmurki”. A jakich kolorów używa Matka Natura do kolorowania nieba, szczególnie tego przy zachodzie słońca? Na pewno nie tylko tych z gamy niebieskiego. Moje wczorajsze niebo na zachodzie, o godzinie 21:30. Bez retuszu, tylko to co uchwycił aparat

róż1

róż2

Tak dziecko, niebo może być na różowo i nie tylko 🙂

Koniczyna

Trawnik w naszym ogrodzie bardziej przypomina łąkę niż wypielęgnowaną, co tydzień koszoną uprawę trawy. Nigdy nie brakuje kwitnących mniszków, a teraz kwitną koniczyny. Podobno według Księgi Rekordów Guinnessa znaleziona koniczyna o największej liczbie listków liczyła ich 56. Trudno uwierzyć gdzie one się pomieściły…

koniczyny
koniczyna biała

Koniczyna to roślina z rodziny bobowatych. Obejmuje około 250 gatunków na wszystkich kontynentach poza Australią. Najczęściej trójlistkowe. Szacuje się, że na około 10000 trójlistnych koniczynek przypada jedna czterolistna. Według tradycji każdy listek koniczyny coś symbolizuje. Pierwszy oznacza nadzieję, drugi wiarę, trzeci miłość, a czwarty szczęście. Pięciolistna koniczyna podobnie jak czterolistna ma przynosić szczęście, tylko w większej ilości, lub bogactwo, choć niektórzy twierdzą, że rychłe małżeństwo. Sześciolistny okaz może przynieść sławę, ale także nieszczęście. A jak Juniorka zobaczyła, że fotografuję koniczynę to zaczęła szukać takich, które mają więcej listków i… znalazła.

koniczynka        koniczyna5

Wizyta o świcie

Kury mamy od 5 lat. Hodujemy je tylko po to, żeby mieć zdrowe jajka, więc są u nas do naturalnej śmierci. Teren kurnika i wybiegu jest ogrodzony i jak dotąd bezpieczny. Różne leśne zwierzęta w pobliżu są jednak normą: sarny, zające i lisy. U sąsiadów kury wynoszą od zawsze. Ale do naszych nie udawało im się dostać. Stres obudził mnie dziś o 4 rano. Zupełnie widno już o tej porze. Kury w czasie letnim mają otwarte takie malutkie drzwiczki, przez które mogą swobodnie wychodzić gdy się obudzą. Kilka minut po tej 4 rozległ się dziwny rumor w kurniku. Z okna sypialni widać róg kurzego wybiegu. Niestety w środku był lis, spryciarz znalazł jednak sposób by dostać się przez płoty. Spłoszył go Mężu z psami. Ale lis zdążył zamordować dwie kury. Od dziś kuraki będą mniej szczęśliwe bo będą całkowicie zamykane na noc, bez możliwości wyjścia gdy będą miały ochotę, ale przynajmniej oszczędzą życie.

Roztykało się

Po pierwsze, trzy z pięciu moich zamówień utknęły w realizacji ze względu na braki magazynowe. Wysyłka opóźniona o 2-3 dni robocze od dzisiaj. Żeby wszystko odpowiednio posegregować i przypisać muszę mieć zamówienia u siebie do końca środy. Znowu wszystko w stresie do ostatniego dnia… 😦

Po drugie, w miejscowości w której pracuję (podmiejskiej wsi, a nie żadnej metropolii) rozgaszcza się koronowirus. Jak dziś zobaczyłam jadącą przez wieś karetkę na sygnale, a w niej poubieranych w kombinezony ludzi… to aż mnie zmroziło. Są zarażeni i podobno coraz więcej osób w kwarantannie. A badania przesiewowe dopiero na początku… Za chwilę może się okazać, że i my trafimy pod nadzór epidemiologiczny ze względu na kontakt z wieloma osobami z tego środowiska…

bomba
OpenClipart-Vectors/pixabay