O losie…

Juniorka wzięła wieczorem ostatnią dawkę antybiotyku. Do przedszkola jednak pójdzie dopiero od poniedziałku. Co gorsze rozchorowała się Babcia, strasznie suchy kaszel ją męczy. Mężu zostanie z Młodą ile się będzie mógł, ale z Babcią niestety też być musi. Poza tym komunikacją miedzy nimi jest taka: Mężu pyta czy zostać z Juniorką – Babcia odpowiada, że nie bo daje radę – więc Mężu idzie do swoich zajęć. Na jutro już Mężowi zapowiedziałam, że ma nie pytać tylko zająć wiecej się dzieckiem.

Ja wróciłam do trybu strajkowego. Nasz Dyro najchętniej by nas zamiótł pod dywan… przykre to, bo są dyrektorzy wręcz wspierający swoje grono. Tymczasem jest kolejna, wprost z kolana, cud nowelizacja według której jak nie rada i nie dyrektor to organ prowadzący czyli samorząd lokalny może dokonać rocznej klasyfikacji maturzystów. Abstrahując już od matur i strajku, bo podobne rzeczy mogą zadziać się w innych dziedzinach – jak łatwo jest nagiąć przepisy prawne by po prostu dopiąć swego…

Reklamy

W tumanach pyłu

W mediach mówią coś o burzach piaskowych, o saharyjskim pyle docierającym aż do Polski. Nie wiem czy to już to, czy to tylko ogromna siła dzisiejszego wiatru podrywa wierzchnią, wysuszoną warstwę ziemi (w naszym regionie w tym roku porządnie jeszcze nie padało, śniegu też nie było – czyli w kwietniu już mamy problem suszy…), ale jest okropnie. Gdy mieszka się w otoczeniu pól to widać jakie tumany są wzbijane z ziemi i jak gwałtownie się to przemieszcza z kierunkiem wiatru. Jadąc samochodem  bywa, że wjeżdża się w szarą chmurę pyłu/piasku/drobnej ziemi. Horyzont też jest dzisiaj szary, a widoczność ograniczona od wysoko unoszących się kłębów. Anomalia? Jeden ze skutków ocieplenia? Czy „sorry, taki mamy klimat”?

Juniorka i religie świata

Nie jesteśmy praktykującymi katolikami, w kościele zaledwie kilka razy w roku. Ale, że jesteśmy wychowani w wierze to nie chcę by dziecku Święta kojarzyły się tylko z prezentami, jedzeniem i ewentualnie spotkaniami rodzinnymi (szczególnie, że i w Boże Narodzenie i teraz zdrowie nie dopisało by można zabrać ją na mszę) więc rozmawiamy sobie o religii. Wczoraj trochę o Wielkanocy w odniesieniu do Bożego Narodzenia, co by dziecię rozumiało, że to ten sam Jezus. I pada pytanie: „a wszyscy znają Jezusa?”. Na co zaczynam krótki wywód na miarę pięciolatki o  Bogach i Prorokach, o islamie, hinduizmie i innych wierzeniach. I wtedy ja zadaję pytanie: „a w jakiego Boga ty wierzysz?”. Odpowiedź: „w Buddę”

Kwiecień plecień… czyli trochę mojej zimy i mojego lata

Dziecko gorączki nie ma, a pogoda piękna (20 stopni C) więc spacerujemy, dotleniamy się i łapiemy witaminę D. Porządki się robią, ale bez szaleństwa… bo jak głosił tekst MEMa: ma przyjść Zajączek, a nie SANEPID… Ale wraz z moim grudnikiem

grud
zdjęcie z przedwczoraj 17.04.

chcę Wam życzyć wiosennego, radosnego, rodzinnego czasu wielkanocnego.

Chore to wszystko

Niby już jestem z boku, ale nie ma we mnie spokoju, wciąż wszystko się kotłuje. To nie jest normalne, żeby trzeba było walczyć o godność dla zawodu nauczyciela. Żeby rodzice dzieci z niepełnosprawnością musieli walczyć o ich godne życie. Żeby ludzie w marszach wyrażali swoje poparcie dla niezawisłości sądów. To nie jest fair, że 15% mojej składki z OFE znowu zostanie „przejedzona” przez rozdawnictwo bo nie sądzę,  że te pieniądze zostaną przez rząd wykorzystane konstruktywnie… Próbuję się odciąć, ale nie mogę… bo co włączę fejsa to coś z obecnej sytuacji przykuwa uwagę i sprawia, że gotuję się w środku. Chciałabym żyć spokojnie, skupić się na dziecku, grać w domino, bawić się zwierzątkami i rysować dżunglę… I nie musieć pisać już więcej takich tekstów, żeby sobie po prostu ulżyć.

Idę się pobawić.

jungle

Nie ma lekko

Wizyta u pediatry wykazała paciorkowcowe zapalenie gardła. Antybiotyk na 10 dni. I tak chyba mamy „szczęście” bo paciorkowce wywołują szkarlatynę… chociaż lekarka uprzedziła, że jeszcze wysypka może wystąpić bo choroba na dzień dzisiejszy mogła być we wczesnym stadium… no ale leczenie wdrożone więc mamy nadzieję, że pogorszenia już jednak nie będzie. Opieka na 5 dni.

A miałam być gdzie indziej. W sali nr 12, wspierać strajkujących, bo wiele dylematów tam codziennie jest dyskutowanych. Nie czuję się łamistrajkiem bo nie moja wina, że dziecko chore, ale też nie czuję się do końca fair wobec kolegów bo obiecałam być. U nas nadal odbywają się egzaminy. I przebiegną bez problemu, bo przecież to nasi wychowankowie i nie można ich tak po prostu zostawić. Strajk przebiega, ale też myślę, że nie o wszystkim się mówi, o tym co może uspokajać opinię publiczną. Dlaczego odbywają się egzaminy? Raczej nie tylko dlatego, że nagle znalazło się tyle osób mogących pracować w komisjach. Część składów to niestrajkujący, ale część to strajkujący, którzy zawieszają strajk na dzień lub dwa bo nie zostawimy swoich uczniów. Przynajmniej u nas tak jest od środy i w sąsiedniej podstawówce dziś robią podobnie. W przebiegu strajku nie jest określona liczba strajkujących, na listę wpisujemy się każdego kolejnego dnia. Dziś już czytałam oświadczenie jednego z krakowskich liceów, że zebrała się Rada i klasyfikacja przeprowadzona, co prawda bez quorum, za co odpowiedzialność bierze dyrektor, ale przystąpienie do matury będzie możliwe (z czym na pewno zgadzają się tamtejsi strajkujący, bo równocześnie w oświadczeniu udzielone zostało poparcie dla dalszego strajku). Niektórzy powiedzą, że sami odbieramy sobie argumenty… może, ale ja tak nie uważam. W realne podwyżki teraz chyba już żaden z nas nie wierzy. Ale co ważne zaczęła się dyskusja na temat edukacji i może przyniesie to wymierne korzyści w przyszłości. Bo chodzi też o to, żeby młodzi ludzie chętniej wybierali ten zawód (dyrektorzy już nie mają teczek pełnych CV…) bo np. matematykę w specjalności nauczycielskiej wybiera 1 student na dwa roczniki… to o czymś świadczy niestety 😦