Przez długie lata sądziłam, że małżeństwo moich rodziców było idealne. Ale co jako dziecko mogłam zaobserwować? Nigdy się nie kłócili – to było dla mnie najważniejszym wyznacznikiem. Dopiero dużo później, a może za późno Mama rzuciła prawdziwe światło na ich związek. I oczywiście nie działo się w ich związku nic złego, nic poza poza brakiem partnerstwa w zwykłej codzienności…
Gdy wychodziłam za Mąż myślałam, że złapałam boga za nogi i że powinnam o Niego DBAĆ na KAŻDYM kroku. I my też się nie kłócimy. Ale po 14 latach małżeństwa dostrzegam ścianę własnej tolerancji na ten Jego egoizm, w tych właśnie codziennych, najzwyklejszych działaniach. Ktoś może powiedzieć, że teraz to wymyślam, bo jak będzie na prawdę o coś chodziło to mogę na Niego liczyć. Mogę. Ale ta codzienność jest tak powtarzalnym szeregiem zaniechań, że już nie sposób ich wszystkich ignorować, a prośby o zmianę są jak grochem o ścianę.




