Weekend smaków

Tak się złożyło, że weekend wypełniły smaki nowe i te lubiane tradycyjne, choć już teraz coraz bardziej kontrowersyjne 😉 Były więc: pierogi z cukinią i fetą, jajecznica z kurkami, a także czarnina, do której Mama pokusiła się o zrobienie domowego makaronu i kaczka pieczona z jabłkami. Czarnina, w Panu Tadeuszu, czarna polewka podana kawalerowi ubiegającemu się o rękę panny była odmową. Ale teraz ta zupa jest już tak rzadko gotowana, że ktoś kto ją lubi może odebrać jej podanie jako akt uznania 😉 A na deser domowe gofry z bitą śmietaną i borówkami.

mniam

Z dziennika pogodowego: po dwóch dniach z ładną pogodą znowu mamy ochłodzenie do 20 stopni i deszcz… no nic prognoza na koniec tygodnia zapowiada lato w pełni więc się tego trzymam…

Wieczorami

Co prawda do wieczora jeszcze trochę zostało. I chociaż po Anki to zimne już wieczory i poranki. To jednak wieczorami bywa u nas bardziej gwarno niż za dnia. I takie to koncerty wybrzmiewają

A nawiązując do dzisiejszej daty. Chociaż do Warszawy nam daleko to Pamiętamy. Tak jak pamiętam opowieści Dziadka, który walczył w II wojnie i trafił do niewoli.

Koniec lipca

A jak koniec lipca to połowa lata za nami. W perspektywie jesień więc ciepła trzeba już spodziewać się mniej niż więcej. Jak już po niektórych wpisach można się było zorientować 😉 śledzę na FB kilka australijskich stron. I taką to informację zobaczyłam

zimaPerth
źródło: ABC Perth

23,5 stopnia w ZIMĘ! Tak, wiem, że w swoim oburzeniu nie uwzględniam istotnych różnic w uwarunkowaniach klimatu. Ale, że łatwo się dziś denerwuję to to też mnie wkurza. Co mam dziś za oknem w środku nibyLATA? 20 stopni z przewagą chmur i silnym, chłodnym wiatrem.

Oprócz tego wkurza mnie mulący od 2,3 dni Internet mimo dobrego jak na nasze warunki sygnału. Rozłączający się stary modem… kupiłam nowy, właśnie przyszedł… ale aplikacja go nie widzi, a mnie denerwuje szukanie teraz rozwiązania bo nie mam technicznych spraw w jednym palcu i muszę poszperać i pokombinować i nawet system mnie denerwuje bo nie mogę znaleźć czegoś co w xp raz na jakiś czas wykorzystywałam…

WYLUZOWAĆ…

Myszka i komary

Od czasu zakupu pierwszego laptopa, czyli jakieś 11-12 lat temu całkowicie przerzuciłam się na touchpada. Ale teraz jakoś za myszką zatęskniłam, łatwiej przesuwa mi się ekran rolką i jakoś tak łatwiej operuje obrazami w programach do edycji. W szufladach była taka mini myszka, ale ta w dłoni też nie leży przy dłuższym używaniu. Kupiłam więc nową, najzwyklejszą przewodową mysz optyczną (choć pamiętam jeszcze jak miałam taką z kulką pod „brzuszkiem”). Przy okazji dowiadując się, że mysz teraz może mieć 14 przycisków(?!), pewnie to do gier – nie wiem, nie znam się i nie potrzebuję 😉

myszka

A po 6 latach szukania środka łagodzącego skutki ukąszenia komarów u Juniorki, u której wszystko jeszcze jakby potęgowało odczyn, znalazłam w końcu coś co daje zadowalający efekt i zniknięcie śladu po 2,3 dniach, a nie po 2 tygodniach. Plasterki do naklejenia na 8h z wyciągiem z nagietka lekarskiego. Właśnie zamówiłam 5 opakowań 😉

Siedem żyć?

Ludzie różnie traktują zwierzęta. I to nie tylko te na wsi mają gorzej, bo i te miejskie różnie trafiają (zawsze żal mi widoku psów dużych ras, które siedzą na balkonie na którymś tam piętrze, przez większość dnia w małym mieszkanku). Ale do brzegu bo nie o psach dzisiaj, tylko o kotach. Koty na wsi też mieszkają w domach, są kuwetowe i mało co wychodzą. Jednak większość żyje według własnych ścieżek, jak są w domu (czy wokół niego) to są, jak ich nie ma to kiedyś przyjdą albo i nie. Mnóstwo jest tutaj kotów, które regularnie chodzą na polowania w zboża, w których myszy teraz w bród. Przechodzą drogę, na której obowiązuje ograniczenie do 40km/h, czego niestety nie wszyscy przestrzegają. Całe szczęście do wielkiej tragedii tu nie doszło, ale tych małych trochę jest. I nie wiem jak można potrącić zwierzaka i zostawić go, od tak, na środku asfaltu? I nie to, że w ciemnym zaułku tylko wprost po lampą, na drodze na której w 90% przypadków jedzie jeden samochód w jednym czasie, ale za to właśnie jedzie za szybko szczególnie wieczorem czy nocą… I niestety, taki kot łazik, gdy już leży na asfalcie, staje się bezpańskim zwierzęciem. Ludzie zwalniają, omijają, ale nikt nic nie zrobi. Mężu zakopał wczoraj, nie pierwszego, takiego biedaka… a ładny był, taki trikolor.

Lwia zmarszczka i kozi ser

Czytam powieść, obyczajówkę. Na jednej ze stron bohaterowie prowadzą rozmowę na temat medycyny estetycznej. Rozmawiają między innymi o lwiej zmarszczce. … Zaraz, zaraz, właśnie uświadamiam sobie, że kreska z mojego czoła to właśnie opisywana lwia zmarszczka. Od teraz już mi będzie z nią lepiej, ze świadomością, że moja zmarszczka ma tak dostojne zwierzę w nazwie. Lwia zmarszczka brzmi dużo lepiej niż kurze łapki.

lwiazmarszczka
PublicDomainPictures/pixabay

To teraz przejdźmy do kozy, mojej zodiakalnej patronki według horoskopu chińskiego 😉 A właściwie koziego sera w wersji do smarowania. Smakuje pysznie na kanapce z pomidorem i szczypiorem. Takie dzisiejsze odkrycie śniadaniowe 😉