Długie rękawy i nogawki

Wczoraj media obiegła informacja o ubiorach preferowanych w niektórych szkołach. Śmiać się czy płakać? Brać na poważnie, czy traktować jako fatalną pomyłkę nadgorliwców? Podobno szkoły dementowały… Ale coś musiało być na rzeczy skoro pojawiło się w mediach. Co lepsze, to jak zaczęłam szukać to podobne zalecenia z innych regionów odnośnie noszenia przez dziewczynki długich spodni pojawiały się już w czerwcu… Na dociekania już nie mam ochoty bo boje się, że kiepskie żarty staną się faktem. A mnie wtedy przyjdzie pakować walizki i szukać do życia normalnego miejsca na świecie. A nie takiego, w którym fobie i paranoje nieustannie dzielą społeczeństwo.

Jesień według Marii

"Już jesień
rodzi się w moich oczach.
Króluje
przez kilka miesięcy
i odchodzi.
Jestem jak jesień
złota,
szczera,
ciepła,
zimna.
Kocham jesień.
Kiedyś przysypie mnie
liśćmi.
Jestem jesienią...
Widzę, że przemijam."
"Jesiennego krwotoku nic już nie powstrzyma.
Czerwień kapie z parku na ulicę...
jesień żyły sobie rozcięła
i blednie z zimna,
jak śmiertelnie senna
Eunice..."

Oba wiersze to twórczość Marii Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej. Kocham wiosnę, nie jesień. Ale tak właśnie jesień postrzegam. Tylko wokół naszego domu bardziej złota ta jesień.

Dzień Edukacji

Z okazji dzisiejszego święta życzę koleżankom i kolegom po fachu przede wszystkim spokoju. Ja go we wrześniu nie miałam, wypracowując w 4 tygodnie 32 zastępstwa (bezpłatne oczywiście), październik nie jest lepszy… Żeby ministrem w końcu został w pełni świadomy szkolnej rzeczywistości praktyk, bo obecny to nawet nie teoretyk… By w końcu przeprowadzono prawdziwą reformę programową na miarę XXI wieku. By zawód nauczyciela znowu kojarzył się pozytywnie i cechował się właściwym prestiżem to może uczeń bez skrępowania nie powie do nauczyciela: „sprawia mi satysfakcję denerwowanie Pani”… – to tekst z naszej szkoły do jednej z koleżanek, a takich „cwaniaczków” jest pewnie więcej… – to i młodych, fajnych ludzi w zawodzie przybędzie.

Był sobie wrzesień

Juniorka na zajęciach plastycznych. Mam więc 1,5 godziny czasu, w którym nic nie muszę, poza czekaniem… W zeszłym tygodniu wykorzystałam ten czas na rozmowę telefoniczną. Dziś wrócę pamięcią do września. Oj mało mnie tu było, mało jak chyba nigdy wcześniej, jedynie pięć marnych postów dodanych. Niestety czasu nie ogarniam, gonię swój ogon, ciągle zmęczona natłokiem obowiązków zawodowych i domowych, zapominam niekiedy, że istnieje coś ponad. Jak tylko mogę łapię jednak dobre chwile, by choć trochę podładować swoje akumulatory. W któryś bardzo piękny piątek było więc oliwskie ZOO i peeling pięt na plaży w Brzeźnie. Cudowny rodzinny czas, szkoda tylko, że jednodniowy, ale cóż… życie potrafi zmieniać nasze plany nie zawsze in plus. Był „Bulwar Zachodzącego Słońca”, na który czekałam półtora roku. Było i jest dużo czasu na świeżym powietrzu. Były urodziny mojej Mamy. Czy to wszystko? Nie wiem. Sporo spraw przesypuje mi się jak piasek przez palce. Czekam na grudzień, który przerwą świąteczną może przyniesie chwilowe wytchnienie, wcześniej nie spodziewam się poprawy.

Gdzie jest wirus?

Od dawna nie sprawdzam statystyki zachorowań. Żyję normalnie, w miarę możliwości. Ale też nie ignoruję doniesień o zwiększającej się liczbie chorych. I nadal jednak uważam, noszę maseczkę tam gdzie powinnam. Natomiast obserwując otoczenie odniosłam ostatnio wrażenie, że wirus to chyba faktycznie tylko w sklepach się szerzy, ponieważ tylko tam dość sumiennie maski są noszone. W sobotę byliśmy na musicalu, widownia wypełniona co do miejsca czyli 800 osób, ludzie siedzą łokieć w łokieć, a kolanami opierają się o oparcie siedzenia poprzedzającego rzędu, to w sklepie dystans jest większy. Na wejściu wszyscy w maskach, ale w 95% przypadków zostały one zdjęte w operowej szatni wraz z okryciem wierzchnim…

Moje jedyne dziecko około połowy października będzie miało pasowanie na ucznia. Dyrekcja szkoły zdecydowała, że odbędzie się ono bez udziału rodziców. Ja wiem, że życie w pandemii jest męczące, nużące i frustrujące. Jest mi przykro, że nie wezmę udziału w tak ważnym dla dziecka wydarzeniu. Ale może gdybyśmy nie byli tak samowolni i negujący sytuację to może ilość fal jednak by się udało ograniczyć i szybciej wróciłaby normalność, której wszyscy tak chcemy…

Wyjątki od reguły

Dnia od kawy nie zaczynam. Do śniadania herbata, a kawa dopiero za jakiś czas do obowiązkowej słodyczy. Ale weekend był tak chmurnie ponury, że w niedzielę zaczęłam od nastawienia ekspresu do kawy. A jak kawa to na śniadanie kanapeczki z żółtym serem posmarowanym wiśniowym dżemem domowej roboty. A tak, lubię takie zestawienie 😉 i dopiero potem miałam siłę i chęć na dwugodzinną wyprawę w las w zestawieniu 2+1+1 😉

Po raz kolejny przekonałam się, że moje dziecko znajdzie wspólny język z każdym dorosłym, ale dzieci się boi… 😦

Po perypetiach z zapisami na warsztaty plastyczne ruszamy, tzn. Juniorka rusza dziś na pierwsze spotkanie. I chociaż zwolniło się miejsce w grupie w naszej szkole to mimo to spróbuję w bardzo kameralnej grupie w innym środowisku…

Duży wpis czeka na możliwość powstania… liczę na wyjątek czyli czasową lukę do wykorzystania na pisanie 😉

Niech mi zalśni w pełnym słońcu kolorami całej ziemi

Usłyszałam w środę na akademii i do tej pory po głowie mi chodzi. I dobrze, to fajna piosenka, która zawsze przenosi mnie w inny świat. A za tydzień może uda się całkiem fajnie to życie dokolorawać. Ale o tym, cicho sza 😉 bo znów się nie spełni 😉

Dziękuję za komentarze. Chociaż często nie odpowiadam na nie, czy nie odwiedzam Was to jesteście ważni. Niestety na razie czas na bloga to kradzione chwile. Ale na pewno wrócę do pełniejszej aktywności.