Domowe menu

Juniorka niejadkiem nie jest. Może je w moim przekonaniu za mało warzyw i za bardzo lubi słodycze i to co mniej zdrowe. Ale generalnie problemu z jedzeniem nie mamy, a przecież jemy to, co w domu przyrządzone więc nie jest źle. Zna i niestety lubi smak fast foodów, ale uwielbia też domowe klopsy i za każdym razem gdy jest na obiad klops to na kolację musi być obowiązkowo hamburger (z klopsem w środku oczywiście)

hamburger

My też lubimy domowe, niezbyt skomplikowane i szybkie w przygotowaniu potrawy. Jak na piątek kupiło mi się za dużo filetów rybnych to w sobotę powstała pyszna kolacja na ciepło z rybą po grecku. Z sobotniego obiadu zostały ziemniaki i warzywa z gotowania pomidorowej więc w niedzielę była tradycyjna sałatka jarzynowa 😉 A w najbliższym czasie wypróbujemy wyszukane ostatnio przepisy na kurczaka ze szpinakiem i sałatkę z czerwoną fasolą. A na deser może być proste ciasto z kefirem i rodzynkami. Wszystko w miarę szybko i bez większego problemu zakupowo – organizacyjnego 😉

O nas, Słowianach

Kilka miesięcy temu słowiańszczyzna wkradła się w krąg moich zainteresowań. Domową biblioteczkę zasiliły książki ze słowiańskimi bóstwami, rusałkami, tym co pradawne i tym, co tkwi gdzieś tam u podstaw naszych korzeni. Internetowe przestrzenie też wypełniły się stronami i blogami traktującymi o tej tematyce. Dziś trafiłam na długi, ale bardzo ciekawy post na blogu opolczykpl o tym co ważne w odniesieniu do „osiągnięć” innych grup etnicznych. Tekst na pewno zapadnie mi w pamięć ze względu na ciekawe wnioski i nowe spojrzenie jakie mi dał na wiele spraw.

https://opolczykpl.wordpress.com/2019/12/07/z-czego-moga-byc-dumni-slowianie/

Warto przeczytać!

Młodzieżowe słówka

Od 4 lat PWN przeprowadza plebiscyt na młodzieżowe słowo roku. Tegoroczna edycja była rekordowa, za pośrednictwem specjalnego formularza wpłynęło 41 tysięcy zgłoszeń. Na podium znalazły się: alternatywka, jesieniara i eluwina. Mimo obracania się wśród nastolatków znane mi było jedynie: jesieniara, którą nawet może bym mogła zostać gdybym miała na to czas 😉 gdyż jest to miłośniczka jesieni, dziewczyna manifestująca sympatię dla tej pory roku, jesiennych ubiorów, nastrojów, napojów. Jesieniara to osoba, która kocha jesień, wieczory spędza pod kocem pijąc herbatę/kakao i czytając książki. Ma zapas zapachowych świeczek i swetrów. Zwycięska alternatywka to również przedstawicielka płci pięknej, z tym że o alternatywnych upodobaniach i zachowaniach. Natomiast eluwina jest nową formą powitania, która powstała w efekcie przekształcenia słowa halo/elo.

O!

Ale, że człowiek uczy się całe życie to dzięki uczennicy poznałam w piątek całkowicie mi nieznane inne młodzieżowe słówko: ship, shippować. Co oznacza mniej więcej tyle, co popieranie idei związku pomiędzy jakąś parą postaci (fikcyjnych, lub prawdziwych).

words
😉 😉 😉

ho ho ho

No to nie obejrzałam Midway w reżyserii Rolanda Emmericha. A recenzja, którą czytałam była (myślę, że) bardzo obiektywna przez co jeszcze bardziej chciałam film zobaczyć. W regularnym repertuarze już nie występuje więc przyjdzie poczekać na hbo. Za to Juniorka mikołajki miała udane. Wstała szybciej i niepostrzeżenie zbiegła na dół, przez co wychowawczy list, który Mikołaj zostawił przy butach został szybko odrzucony jako zbędna kartka, a odczytany przy prezentowej radości został puszczony mimo uszu… I tyle z moich starań by Juniorkę zmotywować do większego utrzymywania porządku w zabawkach i przyborach plastycznych… Mały Mikołaj zaliczony to teraz pora czekać na Dużego (tak sobie Juniorka ich odróżnia). Z okien w Juniorkowym pokoju zniknęły dziś żelowe dynie, które zastąpiły choinki, bałwan, renifer, Mikołaj i śnieżynki. Także pierwszy klimatyczny akcent jest…

nawlosy
Juniorkowa ozdoba na kitek

I tylko przykro się robi jak w tym przedświątecznym czasie docierają takie informacje jak tragedia w Szczyrku czy wypadek najsłynniejszego w województwie strażnika miejskiego.

…wdech…wydech…

Przez 33 lata swojego życia mieszkałam tuż przy drodze. Przy drodze, która przez długi czas była jedną z głównych w kraju, łączącą północ z południem, gdzie wraz z narastającym ruchem, często stojącym w korku, zwiększał się poziom emisji spalin. Jabłka, które rosły przy domu należało myć w płynie do naczyń ponieważ były tłuste od substancji, które na skórce się osadzały. Teraz mieszkam przy drodze lokalnej będącej w zasadzie tylko dojazdówką do posesji. Do drogi głównej w linii prostej będzie pewnie coś koło 2 km. Gdy złożony był wniosek o pozwolenie na wycinkę drzew, które za bardzo wrastają w ogrodzenie pojawił się pewien „problem”. Korę porastał porost potrzebujący do wzrostu dobrej jakości powietrza. W tym momencie zaczęłam się zastanawiać czym oddycham. Coraz częściej też ukazują się badania wykazujące zależność pomiędzy występowaniem chorób układu oddechowego, a bliskością miejsca zamieszkania względem drogi. Chociaż mieszkanie to jedno, miejsce pracy (w której spędzamy czasami większą część dnia) zapewne również ma wpływ na stan naszego zdrowia. Jadąc przez Polskę zaczęłam zwracać uwagę na usytuowanie szkół, przedszkoli, żłobków. I niestety często usytuowane są w fatalnych miejscach, szczególnie w małych miasteczkach, przy dojazdach do rond, w pobliżu skrzyżowań. Nawet u nas, jedno z przedszkoli miejskich po rozbudowie dróg znalazło się tuż pod wiaduktem… A moje miejsce pracy? Niestety też przy drodze, przy przejeździe kolejowym i blisko od dużego skrzyżowania… Może i to ma wpływ, że w ciągu 10 lat 6 pracowników zachorowało na nowotwór… Spaliny, smog… sami sobie to fundujemy. Ale to wszystko nie jest też takie proste. Na przykład na wsiach nie ma gazociągów, do których można podłączyć się z ogrzewaniem. Programy dotacyjne na wymianę pieców działają jak działają, a wymiana pieca to koszt  6-7 tysięcy minimum. Samochody elektryczne – no fajnie, ale coś musi wyprodukować energię, którą go na naładujemy, a ślad węglowy jaki pozostawia produkcja i eksploatacja baterii jest też podobno nie mały, ale ewentualne skutki to dopiero melodia przyszłości. Poruszamy się w błędnym kole interesów, wygody, możliwości. Po głowie chodzą mi kadry z jakiegoś filmu oglądanego dawno, dawno temu. Wtedy fabuła wydawała się futurystycznie absurdalna, miasta otoczone jakimiś kapsułami, poza którymi oddychanie nie było możliwe…

smog

Że grudzień?

Że co? Że grudzień już? Że już znowu ostatnia kartka w kalendarzu ściennym? Ale ja przecież we własnym poczuciu mijającego czasu to jestem góra we wrześniu. Może powiedziałabym, że w lipcu, ale świat za oknem mówi, że jednak dalej, no ale nie w grudniu. Co prawda już cały tydzień ćwiczymy rolę na przedszkolne jasełka, a Legiony to zastąpiło Mędrcy świata, monarchowie… i Jest taki dzień bardzo ciepły choć grudniowy, ale to przecież był listopad i do grudnia daleko, a do końca roku jeszcze dalej. Tymczasem grudzień się zaczął, przez przerwę świąteczną do końca roku zostało 3 tygodnie, które przecież miną jak pstryknięcie palców, a tu huk roboty w pracy i w domu. Nudzić się zatem nie będę, ale potem zasłużony odpoczynek. Jak grudzień to i kalendarz adwentowy w słodkiej odsłonie dla Juniorki, w końcu się doczekała. Ja mierząc w sklepie spodnie pomyślałam, że coś po tej 40 nie halo z wagą, że metabolizm już pewnie nie ten i o jakiejś diecie (a przede wszystkim ograniczeniu słodyczy) trzeba by pomyśleć, i też wreszcie wykorzystać rowerek i wiosła głównie kurzące się w domu. Może pierwsze w życiu postanowienie noworoczne w tym temacie? A może już od adwentowego wyrzeczenia zacząć? Tak, to pewnie korzystniejsze. No i zamówić bilety do teatru na Koncert marzeń póki jeszcze są. I tylko nie szalej tak grudniu, mijaj powoli 😉

dni