Ona vs On

Przez długie lata sądziłam, że małżeństwo moich rodziców było idealne. Ale co jako dziecko mogłam zaobserwować? Nigdy się nie kłócili – to było dla mnie najważniejszym wyznacznikiem. Dopiero dużo później, a może za późno Mama rzuciła prawdziwe światło na ich związek. I oczywiście nie działo się w ich związku nic złego, nic poza poza brakiem partnerstwa w zwykłej codzienności…

Gdy wychodziłam za Mąż myślałam, że złapałam boga za nogi i że powinnam o Niego DBAĆ na KAŻDYM kroku. I my też się nie kłócimy. Ale po 14 latach małżeństwa dostrzegam ścianę własnej tolerancji na ten Jego egoizm, w tych właśnie codziennych, najzwyklejszych działaniach. Ktoś może powiedzieć, że teraz to wymyślam, bo jak będzie na prawdę o coś chodziło to mogę na Niego liczyć. Mogę. Ale ta codzienność jest tak powtarzalnym szeregiem zaniechań, że już nie sposób ich wszystkich ignorować, a prośby o zmianę są jak grochem o ścianę.

Wielkanoc 2026

Mam ochotę na jakiś dalszy wypad na początku lipca. Po Krecie i Londynie rozkręciłam się. Wrzuciłam sobie w ulubione oferty na Malcie, Sycylii, w regionie Apulii. I tak się rozmarzam i planuje. Tymczasem Pomarańczowy szaleje i czytam takie rzeczy:

„Trump znów szokuje i wulgarnie grozi, Iran nie odpuszcza, intensywne ataki trwają, tak jak i próby rozpaczliwych działań dyplomatycznych.

„Wtorek będzie w Iranie Dniem Elektrowni i Dniem Mostu, wszystko w jednym. Nic nie będzie w stanie się z tym równać!!! Otwórzcie tę pie*ą Cieśninę, wy rąbniete dranie, inaczej czeka was życie w piekle – zobaczycie! Chwała Allahowi. Prezydent DONALD J. TRUMP”

  • Komentujący i analitycy spierają się, co w tym wpisie szokuje najbardziej: „dyplomatyczny styl”, wulgarność, groźba złamania humanitarnego prawa międzynarodowego, odniesienie do Allaha, czy to, że Trump napisał to w Wielkanoc.”

Jak żyć w świecie, który w moich oczach w coraz szybszym tempie stacza się po równi pochyłej

Jesień

Ciągle pada. Ale deszcz potrzebny to niech pada.

I tak ciągle myślami jestem gdzie indziej. Tam, gdzie dogoniliśmy lato. To prawdziwe, ciepłe (28 stopni) i słoneczne. Raptem tydzień temu wróciliśmy z Krety. Było zwiedzane: Knossos, Rethymno, jedyne na wyspie słodkowodne jezioro z żyjącymi w jego wodach żółwiami (cudnie jest je zobaczyć), Mąż przeszedł wąwóz Samaria, popłynęliśmy na Santorini. Ale był też relaks nad morzem i basenem. Cudne wakacje.

A teraz już się wczuwam 😉 i szukam zimowego okrycia, jakie sobie umyśliłam.

pozdrawiam Panią, która się w kadr załapała 🤣

Bez przekonania

Wrzesień coraz bliżej. Juniorka ma prawie wszystko, oprócz stroju na wf (wf-u nie lubi, a Pani od wf-u jeszcze bardziej). Ja? Kalendarz już mam. Nowy kubek termiczny zamówiony, torebka też (kaprys). Pomysłów na plany pracy: brak. Trochę ciężko mi się myśli o tym roku, a to powoduje obawę czy radość i ubiegłoroczne chęci w tym siw odnajdą. Ale też ciężko myśleć o powrocie do obowiązków jak w zanadrzu wakacje dopiero są, I myślę o garderobie do zabrania, i o pogodzie, co by jeszcze mnie dopiesciła, i marzę by pięknie było… Jednak zanim przyjemności to 4 tygodnie ogromu pracy i szaleństwa.

Kalatea lancetolistna

Co tu dużo pisać, no nie mam ręki (a raczej pamięci) do kwiatów więc w sklepach nie zwracam na nie uwagi. W domu głównie sansewierie, skrzydłokwiaty i Juniorkowe kaktusy (jeden z nich znowu zbiera się do kwitnienia). Ale wczoraj przy kolejnej wizycie w LM (tej ościeżnicy, która w lipcu zamawialiśmy to jednak nie zamówili i kolejne czekanie przed nami) moją uwagę przyciągnęły piękne liście. Przystanęłam i zaczęłam się zastanawiać czy kupując roślinkę nie skażę jej na zatracanie. Sprawdziłam w googlowym ogrodniku, hm… może nie, ale pewna nie jestem. No ale te liście, jak malowane… nie mogłam się oprzeć…

Wakacje 2025

Kto ma możliwość pakuje się na długi weekend. Wakacje znikają znikają w porażającym tempie, są jak mruganie oczami. U mnie statycznie nie jest, a to remont, a to rehabilitacja, a to Juniorce z koleżanką czy kuzynką czas zorganizować. Nawet raz nad morze pojechaliśmy na jeden dzień, ale pogoda za to była w sam raz. Jednak prawdziwego urlopu jeszcze nie było. Do tego fejs wyrzucił wspomnienie, że 2 lata temu właśnie wróciliśmy z Pienin (eh, tamten widok z balkonu…). Za 2 tygodnie będę już w pracy. A tu żniwa dopiero, w końcu, nareszcie się zaczęły bo to już rzepaki proszą się o zasianie. Jest pewien niecny plan bo na końcówkę września… raz, nie zawsze, przecież to jedyna taka okazja „dzięki” tamtemu upadkowi więc warto ją wykorzystać.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij