Kupić, nie kupić?

Dla tych z aspiracjami, a pozbawionych talentu jest malowanie po numerach. Dostaje się płótno na blejtramie z konturami do wypełnienia według numerów, farby, pędzle, a nawet mocowanie do ściany. Pozostaje mieć trochę chęci, cierpliwości i czasu. Podobno działa odstresowująco, a na końcu ma się satysfakcję. Ten by mi pasował do dużego pokoju

Ale chciałabym i waham się. Bo jak nie starczy mi cierpliwości, albo jednak nie wyjdzie tak jak myślę? A jak się wciągnę i przepadnę to znowu będą przytyki, że zajmuje się nie tym czym powinnam 😉 Może poczekać do lata? Tylko wzór znika z ofert… A korci bardzo 😉

Grinch 2020

Boże Narodzenie w tym roku na pewno będzie inne od wszystkich poprzednich. Ale nie zraża mnie to. A wręcz przeciwnie już czekam na Święta. Prezenty już w zasadzie opanowane. Co prawda do sprzątania się tak nie spieszę, chociaż akurat w tym roku to właśnie Sanepid przyjść może (taki suchar). Ale już nie mogę się doczekać atmosfery światła, które ten czas generuje. I chociaż nie planujemy zwyczajowych spotkań rodzinnych to myślę, że i tak będzie fajnie i odnajdę w tej naszej małej rodzinnej bombce, to czego teraz potrzebuję. Już od dobrych dwóch tygodni nucę Christmas time…, zaopatrzyłam się w herbaty: winter time i magic moments, a nawet zaszalałam i kupiłam dla siebie sweterek w świąteczno – zimowy wzór 😉

Marzyłam

Pstryk! Obraz, dźwięk, słowo, coś… przenosi mnie w mój alternatywny świat, świat niestety zagubiony w codzienności. Dziś też tak było. Przypomniało o marzeniach, pragnieniach, tęsknotach sprzed lat. Aż zapytałam siebie gdzie się podziały te kolorowe ptaki, te myśli powodujące błysk w oku, nawet te irracjonalne fantazje? Gdzie uleciały? Gdzie przysiadły? Na jakich dachach czy drzewach? Gdzie ich szukać? Dziś tylko żyję. Gdy myślę o sobie za 10 lat to widzę tylko 50 lat w metryce i jest tylko przygnębienie i stagnacja. Nie ma już tego, czego kiedyś chciałam szukać na drugim końcu tęczy. Gdzie te kolorowe ptaki?

Dove sono adesso? Dove?

marzylam
composita/pixabay

Leniwe relacje

Mamy swoje rodzinne grono, z którym spotykamy się z różnych okazji. Wiadomo, że raz się chce, innym razem mniej – ale to funkcjonuje. Przy ostatnim, trochę szerszym, spotkaniu padł cytat z rozmowy, że ktoś także by tak chciał… ale jak przyszło co do czego, to jednak jej nie było. My też moglibyśmy zaprosić kumpla mojego Męża z technikum. Kumpla, który jest moim kuzynem, w którejś tam linii (akurat go nie znam). Co lepsze ten kumpel jest bratem mojego Kogoś sprzed 20 lat. Ktoś nie jest erotyczny, Ktoś mógł wypełnić braki w innych relacjach. Gdy ogarnęłam o co chodzi, nie mogłam uwierzyć jak los zbliża nasze ścieżki. Wystarczyłoby trochę chęci i można stworzyć fajną grupę ludzi na pogaduchy, spotkania itp. Moja aspołeczna natura chciałaby czasami przenieść kultowy już serial FRIENDS do własnej rzeczywistości, by od czasu do czasu móc być częścią bliskiej sobie wspólnoty. Jednak nikomu się nie chce włożyć odrobiny wysiłku w zorganizowanie czegoś większego. I tak czekamy na los, który w końcu zbierze nas w jednym miejscu.

Ukoić przeszłość

Raz na jakiś czas spotykam kogoś, kto dobrze zna kogoś kogo znałam kiedyś. Kiedy to jeszcze o telefonach komórkowych i internetach mowy nie było. Wiem też, że przyjdzie taki dzień, w którym stanę oko w oko z tym moim kimś. Z kolei po każdym spotkaniu takim jak to ostatnio zadaję sobie pytanie. Pytanie, czy kiedyś… w zetknięciu dwóch spojrzeń zobaczę iskrę uśmiechu tamtego wieczoru i utulę trzepot zmysłów urwanej na samym początku znajomości. A w następującej po tym teraźniejszości odzyskam spokój przeszłości?

Potrzebuję

<p style="text-align: …

Potrzebuję: spokoju, zapomnienia, wytchnienia, relaksu, zmiany otoczenia. I mimo, że marcowe weekendy wypełniają spotkania rodzinne to co innego mi się marzy. Marzy mi się: wyjazd w jakiejś przytulne miejsce, gdzie Juniorka będzie miała się czym zająć, a ja bym mogła usiąść na jakiejś ławce i gapić się w niebo. W majówkę na pewno wyjazd zorganizujemy w ramach rekompensaty za ferie, ale to jeszcze tyle czekania…

Coraz lżejsze będą suknie

<img …

Przygotowania do wiosny… tak, już doczekać się nie mogę aby każdy poranek był tak słoneczny jak dzisiejszy, tęsknię za słońcem, za ciepełkiem, nawet pójdę krok dalej… marzą mi się upały i porządne lato, a nie takie udawane jak to ostatnio z porami roku się dzieje (kilka dni z właściwą pogodą, a reszta to takie ni to ni tamto). Wygrzać muszę swoje kostki 😉

Codzienność

<p style="text-align: …

Przeziębienie mnie niestety dopadło. Na szczęście nie w jakiejś nasilonej formie, ale i tak ból gardła daje się we znaki, a napady kichania bywają tragiczne w skutkach. Przypadek ospy w szkole – o rety, żeby nie przenieść nic na Małą. A Mała, mało co nie przyprawiła Babci o zawał gdy stłukła butelkę z antyperspirantem oblewając sobie twarz. Dziś za to ma dzień z Tatą, pojechała z nim rano „pozałatwiać” kilka spraw. Ciekawe jak dali sobie radę… Popołudnia i wieczory to jakiś mikro czas. Jeżeli chodzi o rzeczy do pracy, które powinnam zrobić w domu to mam tyły. Usypiając Juniorkę i ja zasypiam z listą zadań, którą często przekładam na dzień następny. Ale jest OK, mam nadzieję, że wszystko wkrótce się unormuje i nabierze spokojniejszego rytmu.

Z widokiem na południe

<p style="text-align: …

W swojej pierwszej pracy miałam okna od północy. Jak zaczęłam pracę tutaj to okna miałam od wschodu i jedno małe okno dachowe od południa. Ale potem znaleziono mi strategicznie lepsze miejsce, tylko że okna znowu mam od północy. W takie dni jak wczorajszy czy dzisiejszy jest tam przede wszystkim zimno, a także szaro, buro i ponuro. A ja tak bardzo lubię pomieszczenia pełne dziennego światła, ciepłe i przytulne. Pomieszczenie od strony południowej to jest to o czym marzę 😉