Dzień Bałtyku

Dziś Dzień Morza Bałtyckiego. Przy przygotowywaniu informacji na szkolną wirtualną tablicę zatęskniło mi się za naszym morzem, za szumem fal, za błękitem po horyzont. Mężu co tydzień morsuje w jeziorze, ale od czasu do czasu wspomina, że chciałby tak prawdziwie, w morzu, nawet w sobotę wspomniał, że można by sobie zrobić spacer po plaży. Co prawda sezon morsowy już na finiszu, ale może ma rację, w końcu te 2 godziny jazdy to znowu nie aż tak dużo… I byłby nowy filmik, z takiej pory roku, w której nad morzem nie byłam. A teraz chociaż posłucham sobie nagrania z lata.

Nocne (nie)życie

Niedzielny wieczór, w zasadzie początek nocy. Film, w sumie słaby, ale pewne jego sceny przeniosły mnie w krainę tęsknot i rozmyślań. Berlin, wiosna a może lato, świat nocnego życia dużego miasta, świat klubowych znajomości i imprez kończących się powrotami w świetle poranka, świat beztroski i szaleństw młodości. Mój introwertyzm nigdy nie pozwolił mnie dwudziestoletniej tak do końca wejść w ten świat tak przynależny temu etapowi życia. Jednak to, że wtedy niezbyt często wybierałam taką formę wieczoru nie przeszkadza by dziś, z perspektywy czasu, nie poczuć, że coś zostało utracone… A teraz, no cóż, teraz to ja się będę mogła na dancing wybrać 😉

Środowe rozmarzenia

Do południa padał śnieg, takie delikatne, małe płatki. Po południu całkiem solidnie padał deszcz. Teraz już ciemno. I tylko mam nadzieję, że ta woda nie zamarznie przez noc, a jutrzejszy poranek nie powita mnie gołoledzią… Tymczasem w domu ciepło i spokojnie, z dala od tego dziwnego świata. I tak sobie dzisiaj myślę i marzę… szkoda, że nie mam jakiegoś takiego zawodu, w którym mogłabym się zamknąć w jakiejś kanciapce, którą dumnie nazywałabym swoją pracownią i tworzyć COŚ. Bez pośpiechu, w swoim rytmie, bez dedlajnów i kontroli. Ta tęsknota to chyba efekt mojego numerkowania, któremu przez ostatnie 3 dni mogłam poświęcić więcej czasu. Tak pandzia do Juniorkowego pokoju wygląda po nałożeniu 14 barw.

Kupić, nie kupić?

Dla tych z aspiracjami, a pozbawionych talentu jest malowanie po numerach. Dostaje się płótno na blejtramie z konturami do wypełnienia według numerów, farby, pędzle, a nawet mocowanie do ściany. Pozostaje mieć trochę chęci, cierpliwości i czasu. Podobno działa odstresowująco, a na końcu ma się satysfakcję. Ten by mi pasował do dużego pokoju

Ale chciałabym i waham się. Bo jak nie starczy mi cierpliwości, albo jednak nie wyjdzie tak jak myślę? A jak się wciągnę i przepadnę to znowu będą przytyki, że zajmuje się nie tym czym powinnam 😉 Może poczekać do lata? Tylko wzór znika z ofert… A korci bardzo 😉

Grinch 2020

Boże Narodzenie w tym roku na pewno będzie inne od wszystkich poprzednich. Ale nie zraża mnie to. A wręcz przeciwnie już czekam na Święta. Prezenty już w zasadzie opanowane. Co prawda do sprzątania się tak nie spieszę, chociaż akurat w tym roku to właśnie Sanepid przyjść może (taki suchar). Ale już nie mogę się doczekać atmosfery światła, które ten czas generuje. I chociaż nie planujemy zwyczajowych spotkań rodzinnych to myślę, że i tak będzie fajnie i odnajdę w tej naszej małej rodzinnej bombce, to czego teraz potrzebuję. Już od dobrych dwóch tygodni nucę Christmas time…, zaopatrzyłam się w herbaty: winter time i magic moments, a nawet zaszalałam i kupiłam dla siebie sweterek w świąteczno – zimowy wzór 😉

Marzyłam

Pstryk! Obraz, dźwięk, słowo, coś… przenosi mnie w mój alternatywny świat, świat niestety zagubiony w codzienności. Dziś też tak było. Przypomniało o marzeniach, pragnieniach, tęsknotach sprzed lat. Aż zapytałam siebie gdzie się podziały te kolorowe ptaki, te myśli powodujące błysk w oku, nawet te irracjonalne fantazje? Gdzie uleciały? Gdzie przysiadły? Na jakich dachach czy drzewach? Gdzie ich szukać? Dziś tylko żyję. Gdy myślę o sobie za 10 lat to widzę tylko 50 lat w metryce i jest tylko przygnębienie i stagnacja. Nie ma już tego, czego kiedyś chciałam szukać na drugim końcu tęczy. Gdzie te kolorowe ptaki?

Dove sono adesso? Dove?

marzylam
composita/pixabay

Leniwe relacje

Mamy swoje rodzinne grono, z którym spotykamy się z różnych okazji. Wiadomo, że raz się chce, innym razem mniej – ale to funkcjonuje. Przy ostatnim, trochę szerszym, spotkaniu padł cytat z rozmowy, że ktoś także by tak chciał… ale jak przyszło co do czego, to jednak jej nie było. My też moglibyśmy zaprosić kumpla mojego Męża z technikum. Kumpla, który jest moim kuzynem, w którejś tam linii (akurat go nie znam). Co lepsze ten kumpel jest bratem mojego Kogoś sprzed 20 lat. Ktoś nie jest erotyczny, Ktoś mógł wypełnić braki w innych relacjach. Gdy ogarnęłam o co chodzi, nie mogłam uwierzyć jak los zbliża nasze ścieżki. Wystarczyłoby trochę chęci i można stworzyć fajną grupę ludzi na pogaduchy, spotkania itp. Moja aspołeczna natura chciałaby czasami przenieść kultowy już serial FRIENDS do własnej rzeczywistości, by od czasu do czasu móc być częścią bliskiej sobie wspólnoty. Jednak nikomu się nie chce włożyć odrobiny wysiłku w zorganizowanie czegoś większego. I tak czekamy na los, który w końcu zbierze nas w jednym miejscu.

Ukoić przeszłość

Raz na jakiś czas spotykam kogoś, kto dobrze zna kogoś kogo znałam kiedyś. Kiedy to jeszcze o telefonach komórkowych i internetach mowy nie było. Wiem też, że przyjdzie taki dzień, w którym stanę oko w oko z tym moim kimś. Z kolei po każdym spotkaniu takim jak to ostatnio zadaję sobie pytanie. Pytanie, czy kiedyś… w zetknięciu dwóch spojrzeń zobaczę iskrę uśmiechu tamtego wieczoru i utulę trzepot zmysłów urwanej na samym początku znajomości. A w następującej po tym teraźniejszości odzyskam spokój przeszłości?

Potrzebuję

<p style="text-align: …

Potrzebuję: spokoju, zapomnienia, wytchnienia, relaksu, zmiany otoczenia. I mimo, że marcowe weekendy wypełniają spotkania rodzinne to co innego mi się marzy. Marzy mi się: wyjazd w jakiejś przytulne miejsce, gdzie Juniorka będzie miała się czym zająć, a ja bym mogła usiąść na jakiejś ławce i gapić się w niebo. W majówkę na pewno wyjazd zorganizujemy w ramach rekompensaty za ferie, ale to jeszcze tyle czekania…