Sól morska

Pierwszy post z zapowiadanej listy. Chociaż Myszka, chyba będzie trochę zaskoczona 😉

Sól kojarzy mi się głównie z dwoma rzeczami. Przede wszystkim jako przyprawa do wytrawnych potraw. Nawet taka kanapeczka z mozzarellą, pomidorem i szczypiorkiem, która króluje wśród moich letnich śniadań, dobrze smakuje ze szczyptą soli. Druga rzecz to oczywiście sól do kąpieli, dla zmęczonych całodziennych chodzeniem stópek. Na ostatnich zakupach Mężu włożył do koszyka coś innego z dodatkiem soli

i chociaż nie znoszę połączenia słonego czy wytrawnego ze słodkim (żadne schabiki ze śliwką itp. przez gardło mi nie przechodzą) to ten mariaż zaskoczył mnie dość pozytywnie. Grudki soli wyczuwalne, ale nie kłócą się z niezbyt jednak słodką czekoladą w tej zawartości kakao. Polecam. Smacznego 🙂

Rekomendacja

Czas odkurzania domu i potem mycia podłóg doprowadza mnie do szału. Zaczęłam więc przeglądać oferty odkurzaczy z funkcją mopowania. Może nie za każdym razem będzie to idealnym rozwiązaniem, ale może choć w części zaoszczędzi czasu i sił. I czytając opinie trafiłam na jedną, która mnie rozbawiła, a jednocześnie dodała wiarygodności 😉 Pani standardowo opisała zalety i wady produktu, a na koniec na potwierdzenie działania dorzuciła: „mam dwójkę dzieci i męża, który wszędzie kruszy”. Mój co prawda nie kruszy, ale rozlewa kawę idąc z kubkiem do góry… I gdyby nie to, że wolę przewodowy by nie dzielić roboty i nie czekać na naładowanie akumulatora (wystarczy dobry przedłużacz) to po takiej rekomendacji brałabym ten model od ręki 😉

Piesa była dziś na kontroli. Dostała nowy kołnierz, bo ten już się do niczego nie nadawał. Wszystko wygląda dobrze więc może już w piątek będzie miała wyciągane szwy. Uf.

Drogeryjny szał ciał ;)

Ze trzy miesiące nie byłam w drogerii. Rzeczy najpotrzebniejsze zamawiałam przez Internet. Ale w paczkomatach tak zimno, że nie wiem czy to dobrze by niektóre rzeczy aż tak się wychładzały. Pojechałam więc wczoraj do sklepu. Na rachunku zobaczyłam tyle, że aż mi się w głowie zakręciło, ale się obkupiłam 😉 Farba do włosów (na razie dalej złoty brąz, chociaż patrząc na ilość siwych odrostów zaczęłam się zastanawiać nad jakimś popielatym blondem, ale to tak na przyszłość, bo to podobno lepiej u fryzjera zrobić, a nie mam teraz ochoty na wielogodzinne tam nasiadówki), szampon, dwie odżywki i spray nawilżający na końcówki. W zasadzie to pierwszy raz w życiu zaczęłam bardziej dbać o kondycję włosów. Kiedyś ważne, żeby było szybko. Nawet suszarki używałam starej i podróżnej, na imieniny Mama zafundowała mi nową z jonizacją (i faktycznie jest różnica). Zmieniam system mycia, co prawda dalej codziennie, ale wyczytałam, żeby skupić się na skórze głowy i skalpie, a na długości to wystarczy aby szampon spłynął po włosach w trakcie płukania. Kupiłam krem do twarzy z olejem konopnym 😉 (w razie jak będę na haju to ja tylko się nakremowałam), będzie „ładnie” wyglądał na półce obok tego ze śluzem ślimaka 😉 i zrobiłam kolejne podejście w szukaniu idealnego kremu nawilżająco – matującego (tym razem wersja z aloesem i pudrem ryżowym). I inne zwyczajowo kupowane specyfiki dla siebie i dla rodziny. Jedynie mojego ulubionego tuszu do rzęs nie było, wzięłam inny, ale tej samej firmy więc zobaczymy. Tylko najlepszych na świecie chusteczek zapomniałam włożyć do koszyka. Ale jak jest siwizna to i musi być skleroza 😉

Pierwsze zakupy 2021

Kalendarza nadal nie mamy. W tym starym, w wersie trwającego tygodnia dopisałam trzy pierwsze dni nowego roku. Zajrzałam do księgarni internetowej, z której kiedyś często kupowałam. Kalendarz Zen się wyprzedał. Zamówiłam sypki brokat ponieważ Juniorka bez niego nie widzi możliwości przygotowania laurek, a dwie w styczniu ma zrobić. Wzięłam też dla niej książkę i grę wspomagającą naukę czytania metodą sylabową bo jest jakaś niepewna i trzeba ją wspomóc. I nie wiem jakim cudem, ale nic dla siebie 😉

Kalendarzowe wyboje

I w moim i w Męża domu kalendarz ścienny zawsze był wieszany, to i w naszym wspólnym domu w kuchni jest stałe miejsce dla kalendarza. Zawsze był kupowany, ale w zeszłym roku książę KRUS przysłał bardzo ładny kalendarz (że też król ZUS za te horrendalne składki nie może…), ale w tym roku kalendarz nie przyszedł. A ja wcześniej nic nie kupiłam. Jeszcze przed Świętami wpadł mi w oko kalendarz Podróże, niestety już niedostępny. W ogóle dostępne to w większości takie, które mnie nie interesują… Ale następny wybór padł na Zamki i pałace. Udało mi się znaleźć miejsce, gdzie nadal był w sprzedaży. Wrzuciłam do koszyka, a że był dostępny kalendarz Pana Kuleczki to Juniorka zażyczyła go sobie do swojego pokoju, oprócz tego wzięła puzzle z ferajną Pana Kuleczki ;). I okazało się, że do darmowej dostawy brakuje mi 2zł, zaczęłam przeglądać ofertę, ale nic za taką kwotę nie spodobało mi się… dorzuciłam więc powieść Chmielarza za 25 ;). I zamówienie poszło. Wczoraj odebrałam, ale w paczce mojego kalendarza nie było. Po wymianie maili okazało się, że niestety się wyprzedał… I w ten sposób kalendarza póki co nie mamy (chociaż dziecko nawet skłonne by było podzielić się swoim). Przeglądam dostępne oferty i… po tych wszystkich przebojach Zen będzie chyba najlepszym wyborem 😉

(nie)Do pary

No to wczoraj padły dwa ostatnie bezwirusowe bastiony. Co też oczywiście było do przewidzenia. Ale i tak długo się trzymaliśmy. Ale do brzegu, bo nie o wirusie dzisiaj… ileż można. Ostatnio kupiłam kilka par nowych skarpet. W większości jednokolorowe tak żeby były uniwersalne, ale wzięłam też jedną kolorową bo teraz taki trend. A trendy to są takie, że skarpetki mają jakby… motyw przewodni 😉 co oznacza, że para nie koniecznie wygląda jak para 😉 A ja jednak starej daty widać jestem bo niezupełnie do pary się w tych skarpetkach czuję 😉 Trochę mam wrażenie jakbym ubrała się pod akcję otagowaną hasłem #zespółkolorowychskarpetek, która odbywa się w Światowy Dzień Zespołu Downa, który wypada 21 marca. Na razie tak chodzę (znaczy w domu chodzę 😉), ale jak zaraza się skończy to chyba kupię sobie drugą taką parę i skompletuję parę w staromodnym znaczeniu 😉

skarpety
liście, papugi i piórka do pary 😉

Klapka

Od kiedy pojawiły się telefony komórkowe zawsze najbardziej podobały mi się te z klapką. Miałam dwa, motorolę i samsunga. Miałam też slidera, do którego najpierw podchodziłam z rezerwą, ale potem go polubiłam. Wraz z pojawieniem się ekranów dotykowych klapki zaczęły z rynku znikać. Obecnie większość smartfonów ma, jak dla mnie, absurdalnie duży rozmiar. Miesiąc temu podpisując nową umowę zostawiłam sobie stary telefon. Po pierwsze: ponieważ nadal dobrze działa i jego rozmiar mi odpowiada. Po drugie: skoro urządzenie, które mam działa to nie będę niepotrzebnie generować nowego elektrośmiecia. Ale w sprzedaży pojawiają się „cuda”, które bez względu na parametry wzbudzają mój zachwyt 😉

zflip

Na razie coś takiego kosztuje 6 600 zł (czyli moje dwie pensje netto i jeszcze odrobinka trzeciej) więc technologiczną nowinką lansować się nie będę 😉 Ale jak już będzie dostępny dla możliwości finansowych budżetówki to sobie taki, składany sprawię 🙂

 

No to miodzio

Juniorka od jakiegoś czasu prosiła o toster bo ona będzie jadła grzanki z miodem. W końcu Gwiazdor zostawił toster pod choinką. Większy problem to dobry miód. Chciałam kupić prosto od znajomych pszczelarzy. Niestety okazało się, że pierwszy raz zdarzyła im się sytuacja, że miodu już nie mają. Część pszczół im w tym roku padła (choroba, lub pestycydy), a i nektaru też było mało w tym roku. No i klops. Skończyć się musiało na miodzie ze sklepu. Ale tu ktoś inny mnie ostrzegł żebym zerknęła na skład bo nie wszystkie miody są polskie. No to sobie trochę poczytałam, na przykład rady UOKiK dla konsumentów:

  • kupuj miód ze znanego źródła, szukaj na opakowaniu nazwy i adresu producenta
  • koszt wyprodukowania 1kg miodu wynosi od kilkunastu do 20 zł więc jeśli miód jest o wiele tańszy może być importowany lub gorszej jakości
  • naturalny miód krystalizuje się już po kilku miesiącach po zbiorze. Jesienią prawie każdy miód powinien być częściowo skrystalizowany. Jeśli nie jest, możliwe że został podgrzany i ponownie zlany, a jak wiadomo traci on wtedy swoje właściwości
  • gdy na opakowaniu widnieje napis: „mieszanka miodów pochodzących z UE i niepochodzących z UE” oznacza to, że w takim słoiku może być duża ilość miodu z krajów azjatyckich, które często zawierają antybiotyki czy substancje, które są tam dozwolone a w UE zabronione
  • jak odróżnić miód naturalny od sztucznego: miód naturalny w zimnej wodzie osiada na dnie szklanki, a sztuczny od razu się rozpuszcza. Prawdziwy miód lany z łyżeczki na talerz utworzy stożek, sztuczny od razu się rozleje nie tworząc stożka

Miód, który kupiłam w jednej z sieci kosztował prawie 20 zł, nazwa i adres producenta jest i z naklejek wynika, że jest to miód z polskich nektarów, jednak w najmniejszym stopniu nie był skrystalizowany (w sumie to nie wiem czy kiedykolwiek kupiłam w sklepie skrystalizowany w jakimś stopniu miód…). Na razie jemy grzanki z miodem, pijemy go z mlekiem (bo i mnie w końcu krążące po domu wirusy zaczęły rozkładać). Ale chyba jednak poszukam innego pszczelarza w okolicy.

capri23auto
Capri23auto/pixabay

Black Fr(aj)iday(er)

Mieliśmy w środę wybrać się na dosyć duże zakupy. Najpoważniejszy z punktów to odkurzacz (o obecnym powiedziałam w sobotę, że odkurzam nim ostatni raz) i toster bo Juniorka ciągle marudzi o grzanki z miodem na śniadanie. Ale Mężu pokręcił nosem, że nie pasuje, że pojedziemy w piątek. A tu okazuje się, że dziś jest Black Friday w związku z czym pojawiły się u mnie pewne wątpliwości czy dziś dokonywać takich zakupów. I już nawet nie chodzi o tą niby nagonkę do zakupu czegoś zbędnego bo po taniości. Chodzi o inne praktykowane procedery, których ofiarą padł w zeszłym roku kolega mojego Męża. Historia zaczyna się tak: facet chciał sobie kupić kurtkę, no i upatrzył pewien model, ale doszedł do wniosku, że kupi ją w czarny piątek… zrobił jednak zdjęcie kurtki wraz z metką (co okazało się kluczowe w tej historii). W ten cudowny piątek facet już nie patrząc na nic, chwycił wybraną kurtkę i udał się do kasy. Przy kasie okazało się, że kurtka jest droższa niż przed promocją (!?)  Wielkimi oczami popatrzył na metkę i kasjerkę, pokazał zdjęcie sprzed kilku dni. Na co Pani tylko wzruszyła ramionami i powiedziała, że podwyższenie ceny wyjściowej wskutek czego i uwzględniającej rabat jest decyzją managera sklepu… Facet kurtki w promocji nie nabył, a piątek faktycznie okazał się czarny. W związku z powyższym bądźmy dziś rozsądni.

frajer
obrazek z besty.pl

Z czym Mikołaj da radę?

Moje dzieciństwo przypadło na czas gdy w telewizji nie było reklam. Pierwsze reklamy pojawiły się gdy miałam 11 czy 12 lat. Gdy pojawiły się pierwsze reklamy zabawek byłam jeszcze starsza więc nie byłam już ich targetem. W obecnych czasach najgorszy pod względem ilości reklamowanych zabawek jest czas przedświąteczny, a czas ten producenci i sprzedawcy liczą już od początku listopada. I ciężko się dziwić kilkulatkowi, że pod wpływem pięknie zanimowanych filmików zamawia u Mikołaja te wszystkie cuda. Przecież Mikołaj nie kupuje ich pieniędzmi zarobionymi przez rodziców. Mikołaj ma elfy, które produkują zabawki, więc każdą zabawkę mogą dziecku przygotować i jak tylko dziecko jest grzeczne to swój wymarzony prezent dostanie. A co jak Mikołaj nie przyniesie wymarzonego prezentu… znaczy, że się nie zasłużyło? Dlatego uważam, że reklamowane w telewizji zabawki przynajmniej powinny być ograniczone cenowo. Ludzie, których stać na drogie zabawki bez problemu je wyszukają i sprawią dziecku niespodziankę. Ale dzieci, których rodziców nie stać na zabawki po kilkaset złotych nie powinny oglądać ich reklam po każdej bajce.

cubby
interaktywny miś z reklamy, którego cena znacznie przekracza 400 PLN…

Ja tylko się cieszę, że to nie jest panda bo bym miała ogromny orzech do zgryzienia. Inne misie, nawet te najbardziej interaktywne, Juniorki nie interesują. Ale to tylko przykład, są drogie domki dla lalek, zestawy torów samochodowych, na które najlepiej byłoby zbierać przez kilka miesięcy…