Mikołajki

I mkną po szynach mikołajowe tramwaje

Od dziś znowu Mikołaj po mieście jeździ. Juniorkę Mikołaj też odwiedził, chociaż jeszcze w połowie tygodnia nie było to takie pewne. Ale jak już się zebrała to wczoraj od popołudnia przy kominku stały wyczyszczone buty, a na krześle na którym na serwetce stały pierniczki i mleko dla Mikołaja, wisiała jeszcze świąteczna skarpeta. Mikołaj do ostatniej chwili zastanawiał się co zrobić, szczególnie, że coroczny plan ograniczenia prezentów zepsuł chrzestny Juniorki, który przywiózł wieczorem dodatkowe niespodzianki… Znowu się średnio wyspaliśmy bo o 1:04 Juniorka wołała tatę bo się bała. Chwilę po 5 przyszła do naszego łóżka i przez godzinę wierciła się i marudziła, że już nie może zasnąć. List od Mikołaja zauważyła i skwitowała, że jeszcze tyci musi się poprawić w kwestii porządku w zabawkach i słuchania bo często robi na przekór (bo to uparciuch jest). Na popołudniu mamy jeszcze w planach obejrzenie on line spektaklu „Elfy trzy” i tak mikołajkowe świętowanie dobiegnie końca. Chociaż nie, bo w zerówce Mikołaj był w piątek więc prezent jeszcze w szkole czeka…

Uf

Tak sobie po cichu, delikatnie odetchnę bo chociaż w sprawach domowych trochę lepiej. Mama zaczyna wracać do formy. Juniorkowe mleczaki usunięte. Nie obyło się bez płaczu i przy znieczulaniu i przy wyrywaniu. Ale i tak była dzielna, w końcu to pierwsze takie drastyczne doświadczenie i od razu dwa ząbki. Pani doktor jednak sympatię Juniorki zdobyła bo gdy wychodziłyśmy to jednak chciała Pani pomachać. Nagrodowe gadżety już zamówione. A ząbki pod poduszką czekają na wróżkę. Co prawda nie chciałam się dać w to wkręcać, ale skoro dentyści dzieciom o Zębuszce mówią to już niech przyjdzie 😉

Mleczaki

Jedna wizyta u stomatologa za Juniorką. Poza rosnącymi dwiema jedynkami i nadal nieruszającymi się mleczakami to ząbki zdrowe i jak to określiła lekarka, zadbane. Jednak podejście Pani Doktor, mimo że stomatologa dziecięcego średnio mi się podobało. Po pierwsze Juniorka musiała zostać sama w poczekalni w nieznanym sobie miejscu ponieważ najpierw chciano porozmawiać ze mną. I tak w zasadzie to nie mogę zrozumieć po co ta rozmowa na osobności skoro nie było w niej nic, czego nie mogło by usłyszeć dziecko, rozmowa głównie dotyczyła dbania o higienę jamy ustnej. A dziecko tylko bardzo zestresowane weszło w końcu do gabinetu. A tam dwie kosmitki w przydużych fartuchach, maseczkach i czepkach. Nie było też żadnej rozmowy z Juniorką, która mogłaby stres zniwelować. Zęby sprawdzone i polakierowane. Te dwa mleczaki, które nie chcą wypaść do usunięcia na następnej wizycie. Mamy też zrobić (w wyznaczonej innej placówce – takie jakby wzajemne napędzanie sobie klientów…) zdjęcie pantomograficzne. W sumie to też nie bardzo widzę to spokojne stanie itd. w czasie robienia rentgena gdy mnie obok być nie może 😦 Mam też namiary na dwój innych stomatologów dziecięcych, polecanych przez koleżanki i chyba jednak spróbujemy jeszcze z innym bo tutaj Juniorka zdecydowanie nie czuła się pewnie i swobodnie.

Mimo, że usuwanych ząbków dziś nie miała to jednak postanowiliśmy nagrodzić dzielność i pojechaliśmy dokupić rybki. Z Juniorkowej miłości do pand kupiliśmy kiryski panda i ślimaka zebrę więc było całe popołudnie radości z obserwowania nowych mieszkańców.

Halo, tu dynia

Nie wiem jak to jest… bo jakby człowiek miał się wgłębiać w takie pierdoły to by sfiksował do reszty… ale w wakacje była jakaś afera z Halloween, że to ma być zakazane czy tak jakoś. Ja tam problemu z tym nie mam i zdroworozsądkowo podchodzę. Juniorka kilka ważnych osób już na cmentarzu odwiedza i od pieluchy jest uczona pamięci, czci i odpowiedniego zachowania. Ale Juniorka lubi dyniowe motywy halloween’owe i tego zabraniać nie mam zamiaru. Już kilka dni temu wyciągnęła żelowe naklejki na okno i trzeba było zakładać. Jako, że mamy własne dynie to w tym roku też się Jej jedną wydrąży i ustawi na parapecie. Halloween, Dziady, Wszystkich Świętych to wszystko tkwi gdzieś tam w naszej tradycji wywodząc się często jedno z drugiego, więc wystarczy zachować odpowiednie proporcje by było jak należy. A tymczasem nawet na ściance akwarium dynia się szczerzy 😉

Byty i niebyty

Mój kochany Eugeniusz wczoraj też postanowił przenieść się w czasowy niebyt, uziemiając mnie na sklepowym parkingu w połowie drogi do domu. Musiałam czekać tam na księcia od koni ukrytych pod srebrną maską. A Eugeniusz ze swoim chorym rozrusznikiem stoi teraz w deszczu na parkingu u mechanika.

Potem okazało się, że Juniorce rośnie ząb. Rośnie, tylko mleczak ani drgnie… Potrzebujemy na cito wizyty u stomatologa i najpewniej usunięcia opornego mleczaka.

Gnębi mnie dziś ból głowy. Ale z przyjemnością obejrzałam sukces Igi Świątek na korcie Philippa Chatriera, popijając pomarańczową herbatę.

10. 10. 2020

Czytanie na głos

Od 2001 roku 29 września, w dzień urodzin Janiny Porazińskiej (autorki książek dla dzieci) obchodzony jest Ogólnopolski Dzień Głośnego Czytania. Juniorka lubi słuchać więc głośno czytamy niemal codziennie, szczególnie przed snem. Pierwszą ulubioną serią były książki o Panu Kuleczce, potem weszło „8+2”, wakacje kończyłyśmy książkami o Pippi Pończoszance (która mocno zaskarbiła sobie Juniorkowe serce). Wczoraj skończyłyśmy „Plastusiowy Pamiętnik” i od razu zaczęłyśmy „Przygody Plastusia”. Po drodze przewinęło się trochę Muminków. Jak też już wiadomo, Juniorka lubi książki pisane dawno temu i czarno białe. Kiedyś w bibliotece wyjęła książkę z półki i stwierdziła „fuj, jaka kolorowa, nie lubię takich”. To też następne czekają w kolejce „Dzieci z Bullerbyn”, które myślę, że też przypadną Juniorce do gustu ze względu na treść i proste rysunki tworzone w zasadzie tylko za pomocą kreski.

Ale nie ważne czy kolorowe czy czarno-białe, po prostu czytajmy dzieciom na głos.

I to by było na tyle

Wrzesień powitał nas jesiennie. Cztery pochmurne i deszczowe dni przeniosły życie do zupełnie innego wymiaru nie tylko ze względu na powrót do szkoły. Juniorka mimo pozytywnego nastawienia i chęci poznania nowych przyjaciół pierwszymi dniami w zerówce bardzo się stresowała. Wejście w nową grupę nie jest proste, szczególnie po półrocznej przerwie w chodzeniu do przedszkola. Szła jednak bez słowa i robiła wszystko by przełamać nieśmiałość. I w czwartek i piątek przynosiło to jakieś efekty. Ale w piątek po południu zaczęło lecieć z nosa. Co prawda w przedszkolnych latach Juniorka każdy wrzesień tak zaczynała, ale teraz jakoś to bardziej stresujące. Zamiast weekendowego odpoczynku mieliśmy dobę z 37,8 stopni, cieknący nos i pokasływanie. Dziś już chociaż temperatura bardziej w normie, ale o pójściu do szkoły nie ma mowy. I tu pojawia się dylemat i wyrzut sumienia ponieważ w pracy mam jeszcze za dużo nieogarniętych wątków by starać się o opiekę na chore dziecko, a 70cio letnią Babcię powinnam bardziej chronić przed wirusami niż zostawiać z chorym dzieciakiem… A dla Juniorki to też będzie problem takie oderwanie od grupy na wczesnym etapie spowoduje, że powrót będzie jak pójście pierwszego dnia do dzieci, które zacieśnią więzi między sobą… Ale wyjścia nie ma, Juniorka do szkoły pójść tak nie może.

Teraz kawa i ciasto z jabłkami by zmotywować niewyspany i zmęczony organizm do wysiłku umysłowego. Jutro deadline na oddawanie planów pracy na ten rok, a najważniejszego punktu nadal nie mam. I maseczki trzeba wyprać, siedząc w swojej bańce dużo mniej ich zużywałam. W powiecie jedna szkoła w systemie zdalnym, dwóch zakażonych nauczycieli spowodowało, że cała reszta jest na kwarantannie.

Na to wszystko złożyło się pojawienie nowych domowników. Akwarium „dojrzało” i można było je zarybić. Juniorka szczęśliwa. A i ja zawsze lubiłam patrzeć na akwariowe życie.

1 września 2020

Gdy zaczynał się ten rok ja już myślałam o tym, że za kilka miesięcy czeka nas pójście do szkolnej zerówki. I i tak już wtedy miałam trochę obaw z tym związanych. Ale nawet przez myśl mi nie przeszło, że Juniorka szkolną edukację będzie rozpoczynać w tak nietypowych warunkach. Ruszyliśmy równocześnie z informacją, że w dużym zakładzie zlokalizowanym w na pograniczu z sąsiednią miejscowością przybywa zakażonych, już na pewno jednego dziecka nie było ponieważ matka na kwarantannie. Inna przyszła bo z jej zmiany jeszcze nikt na kwarantannę nie poszedł…

Dobrze, że w domu możemy o czymś innym teraz myśleć. Dobrze, że wczoraj przygotowaliśmy przybory szkolne ponieważ jedna z naszych przesyłek przyszła dzień wcześniej więc jest co robić. I tak do końca tygodnia przygotowania i temat będziemy rozwijać 😉

tak się dziś Juniorce namalowało

Perełka

Któregoś dnia wpadła mi w oko reklama Perełki Mamy. I tak się spodobała, że nie mogłam sobie jej odmówić. Wybrałam styl boho i jest. Jest delikatniejsza niż myślałam, ale mnie to nie przeszkadza, a wręcz pasuje.

Moja Perełka dziś już nie mogła się doczekać i trzeba było okleić imieniem i nazwiskiem wszystkie przybory do zerówki. Myślałam, że zrobimy to jutro… ale już są gotowe. Żel do dezynfekcji i maseczka w razie czego (wymagane przez dyrektora) też już do plecaka zapakowane… Jak zareaguje na nowe miejsce i całkiem nieznane dzieci to, mimo pozytywnego nastawienia, zobaczymy jutro i pojutrze.

Całe szczęście jest jeszcze czekanie na coś miłego, niezwiązanego ze szkołą, co sprawia, że myśli zwracają się w zupełnie innym kierunku.

Kukuruz

Gdy pierwszy raz zobaczyłam na chorwackiej plaży chłopaka z kukurydzą miałam wrażenie, że woła: „kukurika” 😉

Ta nie jest chorwacka, ta jest nasza, własna

kukurydza

I nie tylko Juniorka uwielbia kukurydzę w kolbach. Dla dzików to też wielki przysmak łiii, na początku gdy roślina wykiełkuje i teraz gdy jest już ziarno w kolbach, więc co jakiś czas wchodzą w szkody.