Jeszcze nic, a u nas już

Jeszcze jesień ze swoimi smarkami i zarazami daleko, a my już zaczęliśmy nowy sezon chorobowy… Juniorka się obudziła i poprosiła o zmierzenie temperatury, no i 37,5 – 37,8 a do tego ból głowy i brak apetytu… Teraz zasnęła (o 14:30!) co też nie jest najlepszym objawem… Pokrzyżowało to Jej plany na jutrzejsze zakończenie wakacji z kuzynami przy pizzy i zabawie 😦 Nad początkiem roku też znak zapytania miga. Kurujemy się i obserwujemy.

Co prawda mnie w niedzielę zaczęło lekko boleć gardło, ale zrzuciłam winę na sobotnie lody popite kawą (takie połączenia mi nie służą), ale może to jednak inna przyczyna była…

Koktajl z emocji

Juniorka wczoraj miała pierwszą wizytę u psychologa. Pani sympatyczna, uśmiechnięta, mama czwórki dzieci, psycholog nie tylko z doświadczeniem w prywatnym gabinecie, ale także tym klinicznym. Juniorka najpierw chciała, potem nie chciała, trochę się denerwowała, potem chciała wejść sama (i tak też było, a że ona w rozmowie z dorosłym nie ma sobie równych to rozmawiała, aż wypieki na twarzy miała – ale to pewni efekt pewnego stresu).

Dla mnie to też była stresująca sytuacja. Swego czasu miałam styczność z psychologami, żadnemu jednak nie potrafiłam zaufać więc żaden nie mógł mi pomóc. Dlatego wiem jakie to ważne by trafić na odpowiednią osobę. Stres, którego wczoraj doświadczyłam sprawił, że po wyjściu z gabinetu szalał we mnie koktajl dopaminy, endorfin i wszystkiego co tylko może wyprodukować własny organizm. Byłam pobudzona. Dopiero koło północy dotarło do mnie, że nie powiedziałam wszystkiego, że skupiając się na jednych sprawach zapomniałam o drugich, drugich które i dla Juniorki też są kwestią zasadniczą. Skupiłam się na braku pewności siebie i trudności w relacjach z rówieśnikami, a o toksycznej relacji koleżeńskiej jedynie wspomniałam w błahych przykładach, zapomniałam o grożeniu uderzeniem i wymuszaniu na moim dziecku udawania, że mnie nie widzi by tylko została chwilę dłużej w świetlicy… – jak to można było zapomnieć, przecież to w pierwszej kolejności miałam powiedzieć, że moje dziecko może czuć się osaczone. Zaczęło narastać przekonanie, że nie naprowadziłam psychologa na wszystko lub rozmowa ze mną była źle przeprowadzona. A w takich sytuacjach wytwarza się we mnie ogromna chęć naprawienia sytuacji natychmiast, tu i teraz i nie ważne, że kolejna wizyta już za 1,5 tygodnia i mogę dopowiedzieć co trzeba. Mnie gnębi myśl, że powinnam to zrobić od razu. Euforia zaczęła opadać. I dziś czuję się wyzuta z energii, opadnięta z sił i mam ochotę zwinąć się w kłębek i unikać świata.

Na ten moment psycholog skupiła się na wzmacnianiu poczucia wartości u Juniorki, co też jest ogromnie potrzebne. Ale przecież nurtuje mnie cały czas fakt czy to wystarczy do asertywnego powrotu do klasy…

Wiktoria

Juniorka lubi kaktusy. Gdy tylko widzi kaktusy w sklepie to prosi o zgodę na zakup. Najczęściej są to rośliny dostępne w pobliżu kas w marketach ogólnospożywczych. Swoim kaktusom Juniorka nadaje imiona. Najczęściej są to imiona jej kuzynów 😉 Czasami opowiada im różne historie. Czasami zapomina, że w ogóle są. Nie wszystkie przetrwały, ale sporo ich cały czas ma na swoim parapecie. Trzy tygodnie temu jeden, o imieniu Wiktoria, bardzo nas zaskoczył. Zakwitł, pięknym i ogromnym kwiatem. Całe szczęście, że już były wakacje bo kwiat otworzył się we wtorkowy poranek więc Juniorka mogła podziwiać go na żywo. Został obfotografowany przez Tatę Juniorki. Ja wtedy byłam jeszcze w pracy więc był telefon od zachwyconego dziecka i przesłane zdjęcia. Nim wróciłam do domu płatki się zamknęły więc nie widziałam go w pełnej okazałości. Przekwitł w zaledwie kilka godzin.

Kiedyś ogarnę ;)

Minęła północ czyli zaczął się wtorek. Dopiero skończyłam pracowe zamówienia. Ten czas tak nagli… Powinnam iść spać bo nie mam przygotowanych ubrań na dziś 😉 ale stwierdziłam, że jeszcze wstukam parę zdań. Juniorka w sobotę miała pokazy swojej grupy tanecznej. Miała tremę, ale dała radę 🙂 w tym tłumie dzieciaków (chyba 3 grupy na raz występowały). Zdobyła tym samym brązowy medal za pierwszy rok uczestnictwa w zajęciach tanecznych. A ja byłam pod wrażeniem ilości układów, których się przez te kilka miesięcy nauczyli. Było disco, hip-hop i jazz, były koła, pompony i szarfy, w sumie 10 tańców. Potem były rodzinne spotkania przy lodach i kawach. Było też lato, ale się zmyło (dosłownie gradem i deszczem spłynęło). ZUS w dwie minuty potwierdził, że ja to ja (dojazd i powrót trwały za to godzinę). Niestety na faktyczne skorzystanie z platformy PUE dziś już czasu nie starczyło. Szaleństwo trwa i trwać będzie bo właśnie weszło na level: hard. Dobranoc i dobrego dnia.

Uspołecznianie…

Odkąd „przyjaciółka” Juniorki poinformowała ją, że jak nie zrobi za nią zadania to ją pobije to Juniorka jest jeszcze bardziej wycofana. Ostatnio przyznała, że ta koleżanka jej dokucza i nie pozwala na kontakt z innymi dziećmi z klasy. Znając brata tej dziewczynki przypuszczałam, że mogą z nią być problemy, ale nie sądziłam, że tak szybko aż takie. W zerówce gdy zaczęły się razem bawić miałam więc duże obawy i próbowałam uzmysłowić Juniorce, że są też inne dzieci, ale zabronić kontaktu też nie chciałam bo wiem jaką trudność w nawiązywaniu kontaktu ma Juniorka. Jak widać może to był błąd… teraz Juniorka chciałaby do innych, ale obawia się reakcji „koleżanki”. A to, że chciałaby też nie oznacza, że potrafi ten kontakt nawiązać.

Wczoraj na terenie naszej szkoły organizowany był festyn dla dzieci. Gdy Juniorka upewniła się, że zaborczej koleżanki nie będzie to zdecydowała się pojechać, inne dzieci z klasy też się wybierały. Nie lubię takich imprez, ale skoro dziecko chce to pojechałam. Gdy Juniorka zobaczyła ile jest dzieci, których nawet nie zna (impreza była dla dzieci z całej gminy) od razu się zablokowała. Obeszłyśmy teren, kilka dziewczynek z jej klasy było, ale nie reagowała. Zdecydowała się stanąć w kolejce po balon. Wybrała by Pani zawiązała dla nie zielonego dinozaura. Niestety balon nie przetrwał do końca, sam z siebie pękł w jednej części, reszta zaczęła się rozwijać i w dwie minuty było po wszystkim. Wypełniłyśmy kupon na loterię, na której też nie miałyśmy szczęścia. Za to trafił jej się lód truskawkowy, a ten smak bardzo lubi. Namawiałam ją do ozdobienia doniczki do kwiatka. Wystarczyło usiąść przy stoliku i robić swoje. Ale stwierdziła, że boi się tych dzieci. Ruszyłyśmy więc zrobić kolejną rundę po terenie. Dmuchańce, na które się nastawiła całkowicie odpuściła. Może dlatego, że non – stop były przy nich długie kolejki. Chodząc przyglądała się zabawom prowadzonym przez animatorki. W końcu zdecydowała się na grę w klasy (ta nie cieszyła się zainteresowaniem). Podeszliśmy znowu do doniczek. Już teraz chciała. Widać wygrała miłość do kwiatków ponieważ wraz z doniczką dostawało się begonię lub turka. Dumna, z kwiatkiem w ręku, zaprowadziła mnie do kolejki do Bubble Tea. A, że kolejka była spora i przy grach w rozmiarze xxl to Juniorka wróciła do gry w klasy. Tam przez chwilkę pobawiła się z Mają (ale chyba tylko dlatego, że Maja ją zauważyła i zaprosiła do wspólnej gry). Samej trudno jej wyjść z inicjatywą. Pomachała do Kuby i podobno do Mariki. Dopiero łapać bańki mydlane poszła między dzieci. Może jakby impreza trwała jeszcze 2 godziny to może by się rozkręciła, ale niestety to był koniec. Z mojej perspektywy wyjazd wypadł słabo, z perspektywy Juniorki jednak było fajnie i była zadowolona, że pojechała.

Między innymi z tych powodów przyda się Juniorce psycholog.

Rodzicielskie obowiązki

„Najważniejszy obowiązek wobec dzieci, to dać im szczęście.”

Alen Baxton

Tak. Nie ma nic piękniejszego niż widok dziecięcej radości. Jest taka spontaniczna, szczera, niepohamowana. I nam, dorosłym, już od samego patrzenia jest wtedy weselej. Oprócz szczęścia, lub może inaczej… szerzej pojęte szczęście dopełniają inne składowe takie jak chociażby zapewnienie poczucia bezpieczeństwa, nauczenie asertywności i odpowiedniego wyważania poczucia własnej wartości i jeszcze wiele innych, które teraz wpadły w czarną dziurę mojej świadomości. Bo nie zawsze wszystko jest proste. Bo nie zawsze nasze dobre chęci przekładają się na dobry efekt. Bo nawet z najprostszym sprawieniem radości może wyjść coś nie tak, tak jak dzisiaj stało się u nas. Zgodziłam się na dokupienie 2 rybek do akwarium. Juniorka męczyła Tatę, żeby któregoś dnia odebrał Ją zaraz po lekcjach i żeby pojechali po rybki. No i dziś Małżu miał więcej czasu i odebrał Ją chwilę wcześniej. Jak się Juniorka dowiedziała, że Tata już jedzie to podobno aż skakała z radości w świetlicy. Gdy wróciłam do domu przywitała mnie tuż za progiem. Pełna ekscytacji zaczęła opowiadać, że tamtych rybek nie mieli, ale kupili dwie inne. I tu do pięknej historii wkroczyłam ja i ją zepsułam. Molinezję żaglopłetwą może(?) bym jeszcze jakoś przełknęła (no może nie ja, a akwarium), ale jak zza rośliny wypłynął skalar czarny to ręce opadły mi do ziemi i już nie potrafiłam pohamować swojego rozczarowania pomieszanego ze złością. Juniorka zaczęła przepraszać i płakać. Tata coś tam bąknął, że to jego wina bo się spieszył, że te rybki im się podobały i że Pani powiedziała, że jak są podobnej wielkości to mogą być (błąd Pani, że nie zapytała jakie to akwarium i jakie rybki Juniorka już ma). Tata nie wpadł też na pomysł, żeby zadzwonić do mnie i zapytać co ewentualnie może być w zamian. No ale się chłop spieszył przecież… Stwierdził, że „a może się zaaklimatyzują i będzie dobrze”. Argumenty, że gdy urosną to narobią mi sporo kłopotów z utrzymaniem równowagi i będą czuły się jak w kałuży to tak mimo uszu przechodziły. A informacja, że dorosły skalar może osiągnąć długość 15!cm…”to zrobi selekcję naturalną”. No… i po sprawie. Tak to zrozumiałam. Zostałam z akwarium, które z taką obsadą istnieć nie może i coś z tym fantem trzeba zrobić. Radość poszła w kąt, jej miejsce na scenie zajęło dużo innych słów i odczuć. I tak się zalicza kolejną rodzicielską klapę. Tak się odbiera radość własnemu dziecku. A to tylko wierzchołek góry lodowej u dziecka, którego wychowawczo nie ogarniamy. Psycholog wybrany, teraz tylko się do niej dostać. I może znajdziemy patent na uwolnienie Juniorki z toksycznej przyjaźni szkolnej, na pokonanie lęków, które się pojawiają. Najgorsza jest chyba świadomość, że Ona w swoich deficytach i dysfunkcjach jest tak podobna do mnie, a mimo to, nie potrafię Jej wesprzeć i Jej pomóc, a nawet jest wręcz odwrotnie, moje usta wypełniają się tymi samymi słowami niezrozumienia, które słyszałam przez całe życie… 😦

Juniorka i wiara

Wokół Juniorki ostatnio dużo poważnych tematów. Odchodzenie z tego świata ludzi, w jakiś sposób nam bliskich. Wojna. Śmierć i Zmartwychwstanie. Ośmioletnie dziecko nie we wszystkich bierze czynny udział, część dociera do niej pokątnie/przypadkiem, nie wszystko jest zrozumiałe.

– Babciu, a czy to prawda, że Jezus umarł za nasze grzechy?

– Babciu, a czy Pan Bóg na pewno nam wybaczy jak coś źle pomyślimy? Zapytała i się rozpłakała…

Jako dziecko kościół postrzegałam jako coś fajnego. Z koleżankami biegałam na różaniec, drogę krzyżową, a w szczególności majowe. Ale chyba nie zadawałam takich pytań. Z biegiem lat światopogląd mi się zmienił. Teraz mój stosunek do wiary jest co najmniej ambiwalentny, ale Juniorka na religię uczęszcza. Nie tak dawno czytałam artykuł, w którym była mowa o tym, że nasza wiara od małego wpaja nam poczucie winy. I tak też odebrałam pytania i płacz Juniorki, jako pewien lęk i właśnie poczucie winy, winy której Ona nie rozumie. A tak być przecież nie powinno. Czytając bloga Rivulet jestem pewna, że Jej dzieci w zupełnie inny sposób odbierają doktrynę Wielkiego Tygodnia. Rozmawiamy, ale nie do końca jestem pewna czy Juniorka poczuła się lepiej. Może to też znamię tych czasów, że już małe dzieci bardzo dosłownie rozumieją czy obrazują sobie śmierć na krzyżu za czyjeś grzechy przez co biorą to nazbyt do siebie… Nie wiem w czym rzecz, ale wiem, że nie chcę by Juniorka w taki sposób to odczuwała.

Photo by Pixabay on Pexels.com

Audio

Przyszedł taki czas, że Juniorka zaczęła słuchać muzyki. Najpierw pod prysznicem 😉 Potem przeniosłam do jej pokoju moją starą mini wieżę. Włącza radio, włącza sobie muzykę relaksacyjną, włącza płyty -ale nie takie z muzyką dziecięcą typu piosenki z Akademii Pana Kleksa ;), to czego chce słuchać to ma być muzyka do tańczenia. Chciałam zamówić jej płyty, ale sklep na E mnie zawiódł, wszystko idzie z innego magazynu czy innego podsklepu i za każdym razem doliczane są koszty wysyłki -wrr. No dobra, pojedziemy do sklepu stacjonarnego, może znajdziemy to co chciałam kupić… Oprócz muzyki polubiła słuchanie audiobooków. Dziś dotarły nowe więc przepadła w swoim pokoju 😉 Są też inne dźwięki, które wypełniają dom. Juniorki klasa w ramach edukacji muzycznej będzie uczyła się grać na dzwonkach. Do ćwiczenia melodii do domu też trzeba było cymbałki zakupić więc dzyndza teraz u nas co jakiś czas 😉

Photo by Tirachard Kumtanom on Pexels.com

Pogrzeby, na które ostatnio chodzimy i pojawiające się przez to rozmowy o chorobach i śmierci odbiły się na Juniorce. Wczoraj skacząc musiała źle stanąć i coś zabolało ją nagle w stawie biodrowym. Poczuła ból i pomyślała, że umiera 😦 i się biedna popłakała.

Sekwencja palindromowa

Dzisiejsza data podobno jest magiczna ze względu na swój zapis 20.02.2022. Data – palindrom zdarzy się w tym tysiącleciu podobno tylko 36 razy więc na pewno jest unikatowa. A czy faktycznie magiczna? Może. Nie wiem. Nie zauważyłam. Dzień okazał się raczej… pouczający. Juniorka w konkursie recytatorskim brała udział pierwszy raz. Była bardzo podekscytowana. Na samym występie jednak się troszkę zestresowała i zapomniała w części o gestach i intonacji, które w domu przychodziły jej raczej naturalnie (a nawet czasami w nadmiarze). Wiersz powiedziała pięknie, jury zaśmiało się na jego komediową pointę. Na nagrodę jednak zabrakło, a Juniorka poczuła się rozczarowana. Smuteczek i mnie ogarniał na jej widok, więc wracając do domu zahaczyłyśmy o sklep by mogła sobie wybrać nagrodę za zaangażowanie, odwagę i udany występ. W ramach świętowania jeszcze pizzę zaordynowałam więc humor małej artystki już całkowicie się poprawił i na domowy występ nas zaprosiła.

Dzięki dziewczyny za trzymanie kciuków. Czytanka na 5, matma 5-, a angielski się okaże. Pierwsza szkolna kumulacja zakończona.

Zakuć, zdać i…

Photo by Pixabay on Pexels.com

Wszyscy wiemy, że system edukacji w naszym kraju jest daleki od ideału. Wszyscy też pamiętamy, że co jakiś czas trafiają się w szkole kumulacje w sprawdzaniu wiedzy. Teraz na Juniorkę trafiła taka kumulacja. Jutro ma klasówkę z matematyki i czytankę obowiązkową oraz taką dla chętnych na 6. We wtorek klasówka z angielskiego i konkurs recytatorski. Ciągle więc coś ćwiczymy i kompletujemy rekwizyty. Chociaż może zrezygnujemy z czytanki dla chętnych, bo nie wszystko na raz, a i z chęciami do wytężonej pracy u Juniorki niestety różnie bywa, najbardziej Jej chyba na konkursie zależy. Ale za to w zeszłym tygodniu wszystkie klasy pierwsze pojechały do kina na „Sing 2” więc był większy luz.

Trzymajcie się dobrze bo od jutra powieje Franklin, a za Juniorkę kciuki co by jej dobrze ta kumulacja poszła.

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij