Kiedyś ogarnę ;)

Minęła północ czyli zaczął się wtorek. Dopiero skończyłam pracowe zamówienia. Ten czas tak nagli… Powinnam iść spać bo nie mam przygotowanych ubrań na dziś 😉 ale stwierdziłam, że jeszcze wstukam parę zdań. Juniorka w sobotę miała pokazy swojej grupy tanecznej. Miała tremę, ale dała radę 🙂 w tym tłumie dzieciaków (chyba 3 grupy na raz występowały). Zdobyła tym samym brązowy medal za pierwszy rok uczestnictwa w zajęciach tanecznych. A ja byłam pod wrażeniem ilości układów, których się przez te kilka miesięcy nauczyli. Było disco, hip-hop i jazz, były koła, pompony i szarfy, w sumie 10 tańców. Potem były rodzinne spotkania przy lodach i kawach. Było też lato, ale się zmyło (dosłownie gradem i deszczem spłynęło). ZUS w dwie minuty potwierdził, że ja to ja (dojazd i powrót trwały za to godzinę). Niestety na faktyczne skorzystanie z platformy PUE dziś już czasu nie starczyło. Szaleństwo trwa i trwać będzie bo właśnie weszło na level: hard. Dobranoc i dobrego dnia.

Uspołecznianie…

Odkąd „przyjaciółka” Juniorki poinformowała ją, że jak nie zrobi za nią zadania to ją pobije to Juniorka jest jeszcze bardziej wycofana. Ostatnio przyznała, że ta koleżanka jej dokucza i nie pozwala na kontakt z innymi dziećmi z klasy. Znając brata tej dziewczynki przypuszczałam, że mogą z nią być problemy, ale nie sądziłam, że tak szybko aż takie. W zerówce gdy zaczęły się razem bawić miałam więc duże obawy i próbowałam uzmysłowić Juniorce, że są też inne dzieci, ale zabronić kontaktu też nie chciałam bo wiem jaką trudność w nawiązywaniu kontaktu ma Juniorka. Jak widać może to był błąd… teraz Juniorka chciałaby do innych, ale obawia się reakcji „koleżanki”. A to, że chciałaby też nie oznacza, że potrafi ten kontakt nawiązać.

Wczoraj na terenie naszej szkoły organizowany był festyn dla dzieci. Gdy Juniorka upewniła się, że zaborczej koleżanki nie będzie to zdecydowała się pojechać, inne dzieci z klasy też się wybierały. Nie lubię takich imprez, ale skoro dziecko chce to pojechałam. Gdy Juniorka zobaczyła ile jest dzieci, których nawet nie zna (impreza była dla dzieci z całej gminy) od razu się zablokowała. Obeszłyśmy teren, kilka dziewczynek z jej klasy było, ale nie reagowała. Zdecydowała się stanąć w kolejce po balon. Wybrała by Pani zawiązała dla nie zielonego dinozaura. Niestety balon nie przetrwał do końca, sam z siebie pękł w jednej części, reszta zaczęła się rozwijać i w dwie minuty było po wszystkim. Wypełniłyśmy kupon na loterię, na której też nie miałyśmy szczęścia. Za to trafił jej się lód truskawkowy, a ten smak bardzo lubi. Namawiałam ją do ozdobienia doniczki do kwiatka. Wystarczyło usiąść przy stoliku i robić swoje. Ale stwierdziła, że boi się tych dzieci. Ruszyłyśmy więc zrobić kolejną rundę po terenie. Dmuchańce, na które się nastawiła całkowicie odpuściła. Może dlatego, że non – stop były przy nich długie kolejki. Chodząc przyglądała się zabawom prowadzonym przez animatorki. W końcu zdecydowała się na grę w klasy (ta nie cieszyła się zainteresowaniem). Podeszliśmy znowu do doniczek. Już teraz chciała. Widać wygrała miłość do kwiatków ponieważ wraz z doniczką dostawało się begonię lub turka. Dumna, z kwiatkiem w ręku, zaprowadziła mnie do kolejki do Bubble Tea. A, że kolejka była spora i przy grach w rozmiarze xxl to Juniorka wróciła do gry w klasy. Tam przez chwilkę pobawiła się z Mają (ale chyba tylko dlatego, że Maja ją zauważyła i zaprosiła do wspólnej gry). Samej trudno jej wyjść z inicjatywą. Pomachała do Kuby i podobno do Mariki. Dopiero łapać bańki mydlane poszła między dzieci. Może jakby impreza trwała jeszcze 2 godziny to może by się rozkręciła, ale niestety to był koniec. Z mojej perspektywy wyjazd wypadł słabo, z perspektywy Juniorki jednak było fajnie i była zadowolona, że pojechała.

Między innymi z tych powodów przyda się Juniorce psycholog.

Rodzicielskie obowiązki

„Najważniejszy obowiązek wobec dzieci, to dać im szczęście.”

Alen Baxton

Tak. Nie ma nic piękniejszego niż widok dziecięcej radości. Jest taka spontaniczna, szczera, niepohamowana. I nam, dorosłym, już od samego patrzenia jest wtedy weselej. Oprócz szczęścia, lub może inaczej… szerzej pojęte szczęście dopełniają inne składowe takie jak chociażby zapewnienie poczucia bezpieczeństwa, nauczenie asertywności i odpowiedniego wyważania poczucia własnej wartości i jeszcze wiele innych, które teraz wpadły w czarną dziurę mojej świadomości. Bo nie zawsze wszystko jest proste. Bo nie zawsze nasze dobre chęci przekładają się na dobry efekt. Bo nawet z najprostszym sprawieniem radości może wyjść coś nie tak, tak jak dzisiaj stało się u nas. Zgodziłam się na dokupienie 2 rybek do akwarium. Juniorka męczyła Tatę, żeby któregoś dnia odebrał Ją zaraz po lekcjach i żeby pojechali po rybki. No i dziś Małżu miał więcej czasu i odebrał Ją chwilę wcześniej. Jak się Juniorka dowiedziała, że Tata już jedzie to podobno aż skakała z radości w świetlicy. Gdy wróciłam do domu przywitała mnie tuż za progiem. Pełna ekscytacji zaczęła opowiadać, że tamtych rybek nie mieli, ale kupili dwie inne. I tu do pięknej historii wkroczyłam ja i ją zepsułam. Molinezję żaglopłetwą może(?) bym jeszcze jakoś przełknęła (no może nie ja, a akwarium), ale jak zza rośliny wypłynął skalar czarny to ręce opadły mi do ziemi i już nie potrafiłam pohamować swojego rozczarowania pomieszanego ze złością. Juniorka zaczęła przepraszać i płakać. Tata coś tam bąknął, że to jego wina bo się spieszył, że te rybki im się podobały i że Pani powiedziała, że jak są podobnej wielkości to mogą być (błąd Pani, że nie zapytała jakie to akwarium i jakie rybki Juniorka już ma). Tata nie wpadł też na pomysł, żeby zadzwonić do mnie i zapytać co ewentualnie może być w zamian. No ale się chłop spieszył przecież… Stwierdził, że „a może się zaaklimatyzują i będzie dobrze”. Argumenty, że gdy urosną to narobią mi sporo kłopotów z utrzymaniem równowagi i będą czuły się jak w kałuży to tak mimo uszu przechodziły. A informacja, że dorosły skalar może osiągnąć długość 15!cm…”to zrobi selekcję naturalną”. No… i po sprawie. Tak to zrozumiałam. Zostałam z akwarium, które z taką obsadą istnieć nie może i coś z tym fantem trzeba zrobić. Radość poszła w kąt, jej miejsce na scenie zajęło dużo innych słów i odczuć. I tak się zalicza kolejną rodzicielską klapę. Tak się odbiera radość własnemu dziecku. A to tylko wierzchołek góry lodowej u dziecka, którego wychowawczo nie ogarniamy. Psycholog wybrany, teraz tylko się do niej dostać. I może znajdziemy patent na uwolnienie Juniorki z toksycznej przyjaźni szkolnej, na pokonanie lęków, które się pojawiają. Najgorsza jest chyba świadomość, że Ona w swoich deficytach i dysfunkcjach jest tak podobna do mnie, a mimo to, nie potrafię Jej wesprzeć i Jej pomóc, a nawet jest wręcz odwrotnie, moje usta wypełniają się tymi samymi słowami niezrozumienia, które słyszałam przez całe życie… 😦

Juniorka i wiara

Wokół Juniorki ostatnio dużo poważnych tematów. Odchodzenie z tego świata ludzi, w jakiś sposób nam bliskich. Wojna. Śmierć i Zmartwychwstanie. Ośmioletnie dziecko nie we wszystkich bierze czynny udział, część dociera do niej pokątnie/przypadkiem, nie wszystko jest zrozumiałe.

– Babciu, a czy to prawda, że Jezus umarł za nasze grzechy?

– Babciu, a czy Pan Bóg na pewno nam wybaczy jak coś źle pomyślimy? Zapytała i się rozpłakała…

Jako dziecko kościół postrzegałam jako coś fajnego. Z koleżankami biegałam na różaniec, drogę krzyżową, a w szczególności majowe. Ale chyba nie zadawałam takich pytań. Z biegiem lat światopogląd mi się zmienił. Teraz mój stosunek do wiary jest co najmniej ambiwalentny, ale Juniorka na religię uczęszcza. Nie tak dawno czytałam artykuł, w którym była mowa o tym, że nasza wiara od małego wpaja nam poczucie winy. I tak też odebrałam pytania i płacz Juniorki, jako pewien lęk i właśnie poczucie winy, winy której Ona nie rozumie. A tak być przecież nie powinno. Czytając bloga Rivulet jestem pewna, że Jej dzieci w zupełnie inny sposób odbierają doktrynę Wielkiego Tygodnia. Rozmawiamy, ale nie do końca jestem pewna czy Juniorka poczuła się lepiej. Może to też znamię tych czasów, że już małe dzieci bardzo dosłownie rozumieją czy obrazują sobie śmierć na krzyżu za czyjeś grzechy przez co biorą to nazbyt do siebie… Nie wiem w czym rzecz, ale wiem, że nie chcę by Juniorka w taki sposób to odczuwała.

Photo by Pixabay on Pexels.com

Audio

Przyszedł taki czas, że Juniorka zaczęła słuchać muzyki. Najpierw pod prysznicem 😉 Potem przeniosłam do jej pokoju moją starą mini wieżę. Włącza radio, włącza sobie muzykę relaksacyjną, włącza płyty -ale nie takie z muzyką dziecięcą typu piosenki z Akademii Pana Kleksa ;), to czego chce słuchać to ma być muzyka do tańczenia. Chciałam zamówić jej płyty, ale sklep na E mnie zawiódł, wszystko idzie z innego magazynu czy innego podsklepu i za każdym razem doliczane są koszty wysyłki -wrr. No dobra, pojedziemy do sklepu stacjonarnego, może znajdziemy to co chciałam kupić… Oprócz muzyki polubiła słuchanie audiobooków. Dziś dotarły nowe więc przepadła w swoim pokoju 😉 Są też inne dźwięki, które wypełniają dom. Juniorki klasa w ramach edukacji muzycznej będzie uczyła się grać na dzwonkach. Do ćwiczenia melodii do domu też trzeba było cymbałki zakupić więc dzyndza teraz u nas co jakiś czas 😉

Photo by Tirachard Kumtanom on Pexels.com

Pogrzeby, na które ostatnio chodzimy i pojawiające się przez to rozmowy o chorobach i śmierci odbiły się na Juniorce. Wczoraj skacząc musiała źle stanąć i coś zabolało ją nagle w stawie biodrowym. Poczuła ból i pomyślała, że umiera 😦 i się biedna popłakała.

Sekwencja palindromowa

Dzisiejsza data podobno jest magiczna ze względu na swój zapis 20.02.2022. Data – palindrom zdarzy się w tym tysiącleciu podobno tylko 36 razy więc na pewno jest unikatowa. A czy faktycznie magiczna? Może. Nie wiem. Nie zauważyłam. Dzień okazał się raczej… pouczający. Juniorka w konkursie recytatorskim brała udział pierwszy raz. Była bardzo podekscytowana. Na samym występie jednak się troszkę zestresowała i zapomniała w części o gestach i intonacji, które w domu przychodziły jej raczej naturalnie (a nawet czasami w nadmiarze). Wiersz powiedziała pięknie, jury zaśmiało się na jego komediową pointę. Na nagrodę jednak zabrakło, a Juniorka poczuła się rozczarowana. Smuteczek i mnie ogarniał na jej widok, więc wracając do domu zahaczyłyśmy o sklep by mogła sobie wybrać nagrodę za zaangażowanie, odwagę i udany występ. W ramach świętowania jeszcze pizzę zaordynowałam więc humor małej artystki już całkowicie się poprawił i na domowy występ nas zaprosiła.

Dzięki dziewczyny za trzymanie kciuków. Czytanka na 5, matma 5-, a angielski się okaże. Pierwsza szkolna kumulacja zakończona.

Zakuć, zdać i…

Photo by Pixabay on Pexels.com

Wszyscy wiemy, że system edukacji w naszym kraju jest daleki od ideału. Wszyscy też pamiętamy, że co jakiś czas trafiają się w szkole kumulacje w sprawdzaniu wiedzy. Teraz na Juniorkę trafiła taka kumulacja. Jutro ma klasówkę z matematyki i czytankę obowiązkową oraz taką dla chętnych na 6. We wtorek klasówka z angielskiego i konkurs recytatorski. Ciągle więc coś ćwiczymy i kompletujemy rekwizyty. Chociaż może zrezygnujemy z czytanki dla chętnych, bo nie wszystko na raz, a i z chęciami do wytężonej pracy u Juniorki niestety różnie bywa, najbardziej Jej chyba na konkursie zależy. Ale za to w zeszłym tygodniu wszystkie klasy pierwsze pojechały do kina na „Sing 2” więc był większy luz.

Trzymajcie się dobrze bo od jutra powieje Franklin, a za Juniorkę kciuki co by jej dobrze ta kumulacja poszła.

Dzieci

Nie od dziś Juniorka ma problemy z odnajdywaniem się w grupie rówieśniczej. Jej najlepszymi kolegami w szkole są chłopiec z upośledzeniem w stopniu lekkim (bardzo niewyraźnie i niezrozumiale mówi) i dziewczynka, która ma spore kłopoty z zachowaniem, koncentracją i ogólnie edukacją. Na razie nie wnikam zbytnio w te relacje, chociaż konieczne było by Juniorka nie siedziała w ławce z tą koleżanką (teraz siedzi sama i dzięki temu wie co się dzieje na lekcji), ale nie ukrywam, że na przyszłość wolałabym, żeby miała w swoim gronie kogoś kto będzie ją mobilizował do nauki… Momentami już wydaje mi się, że funkcjonuje lepiej, chociażby dlatego, że jak wchodzę czasami do świetlicy to widzę ją z dziewczynkami z 1a. Światełkiem w tunelu była też chęć uczęszczania na warsztaty plastyczne w zupełnie innym miejscu. Niestety kilka dni temu powiedziała, że nie ma już przyjaciół na plastyce (chociaż może trochę za dużo by chciała w tej kwestii w tym miejscu). Całe szczęście zajęcia jej się podobają więc nadal z przyjemnością na nie chodzi i po prostu robi swoje. Problem pojawił się wczoraj kiedy powiedziała, że nie chce wtorku. Okazało się, że jej szkolna koleżanka nie będzie już chodziła na tańce. Na pytanie czy nie może spróbować porozmawiać z kimś innym odpowiada, że nie lubi dzieci (za to z każdym dorosłym pogada na każdy temat). Juniorka poczuła się osamotniona (mimo, że grupa jest naprawdę liczna). Byłam już gotowa pójść do świetlicy tuż przed zajęciami z tańca żeby zobaczyć kto chodzi i ewentualnie poprosić o zaopiekowanie się moim odludkiem. Ale rano Juniorka zdecydowała, że nie muszę przychodzić i że pójdzie „sama” i będzie się dobrze bawić bo lubi te zajęcia. Poszła i było OK i nawet stwierdziła, że podoba jej się jakaś dziewczynka z 2a.

Bardzo mi zależy żeby dawała sobie radę w grupie. Nie musi mieć tabunu kolegów, ale też nie powinna czuć się zależna od wspomnianej wyżej dwójki. Zachodzę w głowę jak rozwiązać ten problem, ale przy moich zdolnościach społecznych to jest trochę tak jakby ślepy prowadził kulawego… Nie wiem jak sprawić by faktycznie uwierzyła, że jest mądrą, fajną i sympatyczną dziewczynką i inni też będą ją lubić jak się trochę na nich otworzy (bo ona stwarza wokół siebie barierę). Tylko jak to zrobić jak ja sama na pozytywne komentarze wobec siebie reaguje myślą: tak, akurat… Kiedy jest Jej źle i płacze to nie powie dlaczego. Czasami się zgadnie, ale zazwyczaj nie udaje mi się ta sztuka. Sama jednak byłam i jestem taka sama, bo po prostu nigdy nie czułam się zrozumiana, mimo że moja Mama nieba by mi przychyliła to jednak… Czy Juniorka jest taka jak ja? Czy ja jestem taka sama jak moja Mama? Pewnie kiedyś trafimy z tych wszystkich powodów do psychologa, a może to już pora…

Pfizerek

…(bo dla młodszych dzieci dawka jest pomniejszona więc tak go pieszczotliwie nazywam 😉 ) przyjęty po raz drugi wczoraj przez Juniorkę. O ile przy pierwszej dawce o bólu ręki wspominała tak druga przeszła gładko. Gdy wróci do szkoły po feriach to praktycznie będzie miała zakończoną „produkcję” przeciwciał. Oczywiście jakieś obawy przed szczepieniem miałam, ale dla mnie zaszczepionej potrójnie bilans mógł być tylko jeden. A pacjentka była bardzo dzielna do tego stopnia, że wczoraj to już się rządziła w gabinecie 😉 drygując wyborem plastra 😉

A chcąc jej zrobić przyjemność ogarnęłam dziś Amazona i złożyłam pierwsze zamówienie na niedostępną u nas rodzinkę piesków, a przy okazji w bardzo przystępnej cenie już na zaś 😉 wzięłam rodzinkę rudych pand z Sylvanian Families.

Gdy w listopadzie będzie padał deszcz

Książki o Skarpetkach do mnie nie przemawiały. Pierwszą część kupiłam bo Juniorka chciała. Czytałam, bo Juniorka chciała, bez własnej przyjemności. Potem Juniorka chciała kolejną część. Kupiłam, no bo co… Ale z każdym rozdziałem dostrzegam w Skarpetkach więcej pozytywów. Czytamy trzecią część, a czwarta czeka już na swoją kolej. I jest naprawdę ciekawie 🙂

„Jest nas w tej chwili tak wiele, że cały świat jest fotografowany i nagrywany co sekundę. Każdy obraz i każde wypowiedziane słowo. My tego wszystkiego pilnujemy. Tylko po co? – zastanowił się Blady Niko. No jak to po co?! Przechowujemy zdjęcia niewykorzystanych szans w chmurze. O, tej, nad naszymi głowami. Raz do roku, a zdarza się to zazwyczaj w listopadzie, z chmury pada deszcz. Wtedy każdy ma szansę w kroplach spływających po szybie zobaczyć obraz szczęścia, które przegapił. A jak już zobaczy, być może zechce je odzyskać. – Smartfon się rozpogodził.” [„Banda Czarnej Frotte dopływa do wysepki zamieszkiwanej przez porzucone smartfony” Justyna Bednarek]

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij