Klasyka dla dzieci

Rynek wydawniczy dla najmłodszych pełny jest nowości z pięknymi ilustracjami, ale jest też sporo wznowień tych dawnym książek. Kupując często zastanawiamy się co wybrać. Zdarza się, że dorosłym wydaje się (szczególnie w obecnych czasach, aż naszpikowanych obrazem), że najlepszym wyborem będzie ta z rozbudowanymi i kolorowymi ilustracjami. Ale wybór dzieci bywa też inny, ten przepych wcale nie jest im potrzebny. Na początku zaskakiwała mnie Juniorkowa skłonność do książek wydawanych w połowie ubiegłego wieku. Teraz się cieszę, że skupia się przede wszystkim na słuchaniu tekstu, w którym prosty czarno-biały rysunek jest jego uzupełnieniem, a przedstawiony w nich świat znacznie różni się od obecnego.

ksiazkiklasyka

I tak w ostatnim czasie czytamy książki z serii 8+2 Anne-Cath. Vestly, pierwszą część przeczytałyśmy dwukrotnie. Spotkanie z Astrid Lindgren zaczęłyśmy od Dzieci z ulicy Awanturników (i tylko mnie przeszkadzało, że prawie w każdym rozdziale rodzeństwo mowiło o Lottcie: głupia…), po czym poprosiła o zakup książki o tej silnej dziewczynce z kucykami 😉 A obecnie wieczorami czytamy, moje kochane, Muminki.

W te czytelnicze wybory nie ingeruję. Ale pewnym pozostaje jednak fakt, że rodzic wpływ jednak ma 😉 Nie lubię misia o bardzo małym rozumku… i pewnie tą książkę Juniorka pozna dopiero przy czytaniu jej jako szkolną lekturę 😉

Tekst roku

Jedliśmy kolację. Babcia kończyła ostatnią z rzodkiewek jakie włożyła na swój talerzyk. Gdy zjadła stwierdziła, że ta ostatnia to bardzo szczypiąca była. Na co Juniorka znad swojej bułki z klopsem, pomidorem i szczypiorkiem tak sobie, trochę od niechcenia, rzuca tekstem: „OGNISTY KSIĄŻĘ I JEGO KOŃ CAŁUJĄ TWÓJ JĘZYK”

ognistyksiaze
Nobull/pixabay

Nikt już nic nie powiedział… 😉

Dzień Dziecka

Kiedyś z lubością czesałam te słodkie palemki

Teraz często czeszę takie rogi

To nie powinnam się dziwić, że mam w domu właśnie taką psotniczkę 😉 Trochę niesforną, czasami krnąbrną, małą mądralinę, z milionem pomysłów, przytulaśną istotkę, uwielbiającą: pandy, koale i leniwce, najwspanialszą na świecie bo naszą. Świętującą dziś od otwarcia oczu 😉 Ale i my z nią dziś świętujemy nasze rodzicielstwo. Dodatkowo osładzając chwile ciachem, na które w dużej mierze składa się śmietana kremówka z mascarpone i kajmak. Niebo w gębie, ale na brzuch to lepiej pas wyszczuplający od razu założyć 😉 Nic to, potem pójdziemy wypróbować nowy sprzęt do badmintona 🙂

Chwilowy kompromis

By nie podjąć decyzji pod wpływem chwili, a by była ona odpowiedzialna doszłam z Juniorką do pewnego zwierzęcego kompromisu:

chchilove
Romeo, chowający co trzeba 😉

Chodzi na smyczy, siada na pupie, je psie ciastka, które właścicielka sama mu robi, a zrobioną przez niego k***ę zbiera się do dołączonych woreczków. Ohhhhhhh Chihuahua

Na chwilę będzie spokój. Tymczasem ja wieczorami czytam o małych zwierzątkach, ich pielęgnacji, potrzebach, predyspozycjach, żeby jak już przyjdzie czas wybrać najodpowiedniejsze dla nas. Jasnym przecież jest, że odpowiedzialność za zwierzaka spada na rodzica. Kilkulatek może być za coś tam odpowiedzialny, może pomagać w czynnościach pielęgnacyjnych, ale nie można oczekiwać, że zajmie się wszystkim. Zajęcia on-line wróciły tydzień temu. I już chociażby po tym jak dzieciaki chwalą się, że właśnie mają małego pieska, kotka, żółwia (przez chwilę brałam go pod uwagę, jednak doszłam do wniosku, że mogę nie zapewnić odpowiednich warunków zmiennocieplnemu gadowi), królika… można wywnioskować, że ten wysyp zwierzątek też może być efektem ubocznym pandemii, jako takie wypełnienie pustki, która nagle się w życiu dzieci pojawiła. My póki co nadal dorastamy do decyzji 😉 a na Dzień Dziecka wymyśliłam Juniorce coś innego, też żywego 😉 Juniorka lubi kwiaty. Gdy na chwilę przed lockdown’em była ze mną w ogrodniczym po ziemię do wysiewu pomidorów to kupiła sobie doniczkę z sukulentami do swojego pokoju. Dlatego myślę, że ogród, w którym można posiać dołączoną trawę lub posadzić coś własnego i zaaranżować miejsce zamieszkania wróżce będzie dla Niej sporą frajdą.

fairy-garden
zdjęcie poglądowe ze strony producenta

Zwierzątka domowe

Juniorka: Mamo, czy sklepy zoologiczne są otwarte? To czy możesz mi kupić: rybki, pieska (chihuahua), króliczka, chomika, kotka, papużkę, jaszczurkę albo małego węża? … to ja się jeszcze zastanowię.

Ja: acha.

***

Naleganie na zwierzątko domowe przybiera na sile, już teraz chyba nie ma dnia bez pytania co kupimy i czy już, najlepiej teraz. Dla Juniorki nasze moskiewskie mają jedną wadę, nie mieszkają w domu. Koniec końców pewnie stanie na akwarium z bojownikiem lub neonkami. Ja jeszcze byłabym skłonna przemęczyć się ze szczeniakiem (chociaż może nie koniecznie chihuahuą ;)) i po półtora roku to już by był spokój z gryzieniem i brojeniem, a faktycznie Juniorka by miała towarzysza. Ale Mężu tu stawia spory opór. Jednak prędzej czy później trzeba będzie faktycznie pomyśleć o stosownym dla Niej zwierzątku (tak żeby Juniorka była szczęśliwa i zwierzątko pod jej opieką też).

zesciany
teraz to nasze jedyne zwierzątko domowe

Sześć

28 kwietnia sześć lat temu urodziłam Juniorkę. Urodziłam pod wieczór więc Mężu był z nami te regulaminowe 2 godz. na sali porodowej i kolejne 2 gdy już przewieźli nas do sali, leżałyśmy w jednoosobowej więc świeżo upieczony tata wychodził ze szpitala o godzinie 22. Następnego dnia przyjechał z moją Mamą. Dla mnie, fatalnie znoszącej pobyt w szpitalu, ich obecność była ogromnie ważna. Współczuję teraz rodzącym, które mają podobne charaktery do mojego, to dla nich podwójnie trudne.

Świętowanie 6 było zupełnie inne od poprzednich urodzin. Kinderbal w sali zabaw przepadł, a miał być w sumie takim pożegnaniem z grupą, bo od września inne miejsce. Nawet nie dzwoniłam jeszcze co z zaliczką i ewentualnym przekładaniem, przecież konkretów nie ustalimy, a w wakacje czy we wrześniu to nie wiem czy jeszcze sens to organizować… Może za jakiś czas zdecydujemy. Rodzinne urodziny też tylko w naszym domowym gronie. Na nieokreślone później przełożony zjazd rodzinny i prezenty od pozostałych. Było kilka telefonów do jubilatki z życzeniami, a nawet filmik przesłany Messengerem. Był „tort” choć nie tak piękny jak te cukierniane. W biszkoptach się nie czujemy więc był zwykły murzynek przełożony marmoladą, polany polewą kakaową, ozdabianie lukrem wyszło jak wyszło… i bita śmietana. Świeczki zdmuchnięte, sto lat zaśpiewane. Było na miarę obecnych czasów…

tort6

Pieskie życie

Z braku towarzystwa od kilku dni najlepszego przyjaciela do zabaw Juniorka znalazła w psie. Pies z racji wieku jest już odpowiednio ułożony, suka jeszcze ma za dużo z sowizdrzała do tak bezpośrednich zabaw 😉 pod nadzorem ograniczającym się głównie do patrzenia co ferajna robi. Zwykłe prowadzenie na smyczy to nic… pies jest prawdziwą ostoją cierpliwości więc: chodzi w pelerynach, duży chodzi krok w krok z małym człowiekiem ponieważ tego wymaga zabawa w pójście nad wyimaginowaną rzekę zrobić pranie, ciągnąc przy tym wózek lub sanki… wchodzi do zbudowanego dla niego z prześcieradła domu, w którym sanki są kanapą, a z odwróconej donicy ma stolik… I tak przez 2-3 godziny. Z podziwem patrzę na potulność psa. Czasami jedynie się śmiejąc, że w końcu na widok Juniorki schowa się do budy i za nic nie wyjdzie 😉 Ale nie, on czeka na jej przyjście. Taka to jest ta ludzko – psia przyjaźń 🙂

pieskie

Dobrze, że…

Dobrze, że bal karnawałowy był w przedszkolu w zeszły piątek. Juniorka przebrana za pandę (nawet nie sądziłam, że dla dziewczynek są tak fajne sukienki imitujące pandę) mogła wybawić się ze swoim strażakiem. Dobrze, że Dzień Babci i Dziadka odbył się już w poniedziałek. Juniorka mogła wystąpić przed swoją jedyną Babcią.

Wczorajsze popołudnie przyniosło Juniorce ból głowy i stan podgorączkowy, który utrzymuje się cały czas. Do kaszlu dołączył dziś katar. Wirusy zbierają swoje żniwo, dzwoniąc do przychodni punkt 7 rano do lekarza dostaliśmy się dopiero na 17:00. Miałam ogromny dylemat czy brać opiekę akurat teraz gdy trzeba zakończyć semestr. Ale Babcia też przeziębiona, więc nie zajmie się wnuczką i lepiej gdy jestem w domu. Kuracja rozpoczęta.

dpacjent

Nowy etap

Juniorka zaczęła się skarżyć, że boli ją ząb podczas jedzenia i mycia. Zajrzałam i co? I ROŚNIE jej ząb! Szóstka.

szczeka
2396521/pixabay

Czyli to to powoduje dyskomfort. Żaden co prawda jej jeszcze nie wypadł (wśród dzieci z grupy już jednak szczerbole są), ale to że rośnie stały ząb jednak mnie… zaskoczyło. Wrzuciłam zapytanie w doktora googla i wyszło, że proces wymiany uzębienia zaczyna się wyrastaniem szóstek, a potem zaczynają wypadać mleczaki. Juniorka podekscytowana na maksa, że rośnie ząb na całe życie i że pastę trzeba będzie zmienić na doroślejszą. U mnie za to zapaliła się pomarańczowa lampka obaw. Juniorka ma małą główkę, ledwo 52 cm obwodu, a co za tym idzie szczękę tęż ma drobniutką, a stałe zęby są już dużo większe… A już zdążyłam się nasłuchać wśród znajomych o różnych problemach pojawiających się w trakcie wyrastania dorosłego garnituru zębów. Moje dziecko zaczyna wkraczać na kolejny etap w dorastaniu, a ja coraz częściej wracam pamięcią do tego maleństwa w śpiochach, do możliwości noszenia na rękach, do tej całodniowej bliskości…

Podpucha

Juniorka rano pyta: „Mama, a co to jest mennica?” Dobrałam odpowiednie słowa, zrozumiałe dla 5latka i odpowiedziałam. Na co moje dziecko z szelmowskim uśmiechem oznajmiło: „ja już to wiedziałam 😀 oglądaliśmy taki film, w którym dwa tłoki się spotykają i wybijają monetę.” No tak, zajęcia z „Ekonomii dla malucha” w przedszkolu. Dobrze, że matka testu nie oblała 😉

ekonomia
grafika: Prawny