Taki sobie wtorek

Pada. Nie ulewnie, ale równomiernie i przeciągle już drugi dzień. Drugi dzień nie wychodzimy. 20 hektarów pszenicy tkwi nietknięte i wcale się już z tego deszczu nie cieszy. Umyłam łazienki, umyłam podłogi w całym domu. I uciekam do swojego świata. Przypomniały mi się wakacje sprzed wielu lat, a sama miałam wtedy naście. Wsiadałam do autobusu u siebie, a wysiadałam na Grudziądzkiej, potem szłam Podgórną do Legionów. Mały blok z balkonem na I piętrze. Z tego mieszkania blisko było do starówki i centrum miasta. Wtedy to tam toczyło się całe życie, galerii handlowych jeszcze nie było. Nic szczególnego tamtego lata się nie wydarzyło, ale został mi po nim jakiś szczególny sentyment, także do wody toaletowej Chanson d’Eau i teledysku (do tego luzu i radości z życia), który często był emitowany w telewizji, gdy miałam wychodzić na autobus

Wypożyczalnia video

videokaseta
źródło: fb demotywatory

Wypożyczalnia kaset video 🙂 tak, też chodziłam z Tatą. Chociaż to na pewno nie był rok 1996, wtedy już byłam w liceum i Tata już nie żył. Dla nas to musiał być początek lat 90 i miałam nieco ponad 10 lat. Chodziliśmy i wybieraliśmy jakąś bajkę lub film familijny, a Tata wybierał coś sensacyjnego dla siebie. A ten domowy seans urządzany z kaset video był prawdziwą celebracją. W domu mieliśmy magnetowid (dla niezaznajomionych z tematem 😉 oprócz odtwarzania można też było nagrywać z telewizora). Co nagrywałam? Beverly Hills 90 210 i Baywatch 😉 To były piękne czasy 😉 Teraz dostęp do filmów nieograniczony, mnóstwo kanałów telewizyjnych i dostęp przez Internet. Ale mam wrażenie, że teraz filmy się ogląda od tak, po prostu… wtedy się je chłonęło 😉

p.s. czy wszyscy dziś mają WordPressa w całości po angielsku czy tylko ja?

Wspomnienia z Jury

Głównym wyjazdem ubiegłych wakacji była Jura. Cudnie było, wróciłam zachwycona regionem. Ale jedynie go opisałam, bez zdjęć. Nie mogłam się zdecydować, które pokazać. Wybrałam 27 zdjęć jakie najbardziej mi się podobały i… nie wiedziałam czy wrzucić je w jeden post (to by się wiązało z przewijaniem bez końca), podzielić na kilka publikacji (ale moja częstotliwość dodawanych postów i tak jest wysoka więc zblokowałabym inne tematy)… i tak zdjęcia zostały w szufladzie. Ale dziś będą 🙂 w formie prezentacji oczywiście 😉 Nowe wakacyjne hobby sobie znalazłam 😉 zeszłe wakacje to była słowiańszczyzna, w te liznę trochę grafiki i trochę montażu 😉

Miłego oglądania i miłego weekendu 🙂

Gdzieś u początków

Ósme klasy dziś zaczęły egzaminy.

Ja też jeszcze z tych co osiem klas kończyli, tylko my potem egzaminy wstępne do szkół pisaliśmy. Z tego co kojarzę to świadectwa odbieraliśmy kilka dni wcześniej niż właściwy rok szkolny się kończył, właśnie ze względu na te wstępne. Akademię końcową mieliśmy na małym boisku tuż przed głównym wejściem do szkoły. Było pięknie i ciepło, czasami powiewał taki sobie wietrzyk. I ten właśnie wietrzyk zawiał jednej z koleżanek rozkloszowaną spódniczkę na „głowę” akurat gdy odbierała swoje świadectwo. Jak ja się cieszyłam, że spódnico-spodnie wtedy miałam 😉

A rozmyślając o tamtych czasach cofnęłam się o jeszcze kilka lat, mniej więcej do klasy IV, V i do swoich pierwszych muzycznych wyborów. Na topie wtedy byli:

Jason Donovan i Kylie Minogue

New Kids On The Block

Sandra

czy Belinda Carlisle

Piosenka zdystansowanego blogera

Wychowałam się na piosenkach Fasolek i im podobnych. Teksty skutecznie zapadły w pamięć ponieważ odkąd jest Juniorka to śpiewam je coraz częściej. I tak się mieszają kolorowe kredki w pudełeczku noszę… mydło wszystko umyje… ogórek zielony ma garniturek… czy ktoś widział dziub dziuba… bo fantazja jest od tego… Eh 🙂 Jest też taka pioseneczka z repertuaru dla dzieci dla zabierających się do pisania tak jak ja 😉 bo „łatwiej mówić, niż pisać, bo liter nie widać” 😉

Z roku na rok i od lata do lata

Majówka powoli dobiega końca. I tak w tym roku była łaskawa względem okoliczności. Jeden dodatkowy dzień i pogoda w zasadzie… taka średnia. Ostatnia nasza wyjazdowa majówka to były Góry Sowie i Zamek Książ (tam był tłum, nigdy nie zapomnę stłoczenia do wyjścia, dosłownie jak szprotki w puszce). Pewien głód wyjazdu w nas w tym roku tkwi, czas feryjnego wyjazdu przechorowany, weekendowe plany już później uniemożliwiła pandemia. Na tą majówkę w normalnych warunkach pewnie byśmy nie wyjeżdżali, ale powoli zaczynam się zastanawiać co w tym roku z wakacjami. Dwa miesiące miną szybko i co dalej? Wakacyjne urlopy to w głównej mierze skupiska, w hotelach, pensjonatach, restauracjach, kawiarniach, a nawet plażach… Czy da się organizować urlopy w reżimie sanitarnym? Ale póki co popodróżowałam sobie muzycznie. Poniosło mnie na Bałkany w poszukiwaniu wspomnień chorwackich wyjazdów. Juniorka jeszcze w Chorwacji nie była, samochodem to ciągle była zbyt długa podróż dla niej. A podobało by jej się na pewno, już widzę te całe dnie spędzone w ciepłej wodzie Adriatyku. Natomiast ja nurkując przez odmęty youtube trafiłam na teledysk serbskiego zespołu i chorwackiej wokalistki, który jest idealną ilustracją do wspomnienia z Riwiery Makarskiej 😉 Tam też codziennie rano zbierał pasażerów wesoły stateczek, z którego wysiadając wieczorem można było z pewnością spaść z trapu, pomylić miejscowości, a zgrzeszyć na nim pewnie nie raz 😉 Jednak widząc i przede wszystkim słysząc tą nadpływającą zabawę to przychodziło mi na myśl, żeby następnego dnia dołączyć i poczuć zupełnie inny świat, świat który nie do końca jest mój… i tu niestety introwertyk brał górę. Może szkoda…

Inny wymiar

triangle-2136288_1280
95C/pixabay

Już luty, a więc blisko rok mojej obecności na WordPress. W miarę przejrzyście, funkcjonalnie, czego chcieć więcej… Ale dziś zatęskniłam za rokiem 2005,6,7… czyli za początkiem. To był „inny świat” i chociaż wiem, że wszystko płynie to jednak czegoś stamtąd brak.

Hawajska… Hornet…

M – pozdrawiam 🙂

Zwykli ludzie w wielkim świecie

Siedzę na plaży nad jeziorem. Ludzi multum, beztroska, zabawa, szum i gwar jest wszechogarniający… Chociaż ja myślami gdzie indziej… 80 lat temu drugi tydzień trwało małżeństwo moich Dziadków. Co z tego, jak od kilku dni Dziadka już nie było, było już po mobilizacji. Garnizon Dziadka nie utrzymał się długo. Dziadek do niewoli trafił jeszcze we wrześniu i całą wojnę spędził na robotach w Rzeszy. Po wojnie na szczęście wrócił. Moi Dziadkowie jako małżeństwo przeżyli w sumie 66 lat, jednak mieli dużo szczęścia. Nie byli z żadnej dużej, strategicznie znaczącej miejscowości. Byli też najzwyklejszymi mieszkańcami Polski. To tylko dowodzi faktu, że II wojna dotknęła wszystkich. Oby nigdy więcej się nic podobnego nie powtórzyło…

Kiedy Słońce było bogiem

Gród Biskupin to zrekonstruowana osada istniejąca tam około 700 lat p.n.e. Była to owalna osada założona na niewielkiej wyspie, otoczona drewniano-ziemnym wałem obronnym o wysokości około 6 m, ponad którym górowała wieża strażnicza z bramą wjazdową. W pobliżu tej bramy mieścił się główny plac – miejsce zebrań i targów. Dalej stały drewniane chaty ustawione w rzędach. Każdy rząd budynków pokrywał wspólny dach, pokryty trzciną. Wnętrze domów dzieliło się na dwie części – izbę główną z paleniskiem i łożem dla całej rodziny oraz przedsionek dla zwierząt. W biskupińskim grodzie żyło około 600-800 mieszkańców, którzy trudnili się głównie uprawą roli, hodowlą zwierząt i rzemiosłem – tkactwem, garncarstwem, odlewami z brązu i żelaza, ale również myślistwem, rybołówstwem czy zbieractwem. Biskupin odwiedziłam kilkakrotnie, pierwszy raz jako uczennica i już wtedy miejsce mi się spodobało. Lubię takie miejsca, gdzie czuć historię. Na przełomie lat 80 i 90 oczywiście było tam bardziej surowo, mniej atrakcyjnie. Teraz w chałupach bywają rzemieślnicy, można zamówić bardzo ciekawe lekcje tematyczne. A jak pojedzie się w czasie Festynu Archeologicznego to już w ogóle jest wypas. Jestem w klimacie bo i też czytelniczo ze współczesnej Prowansji przeniosłam się w X wiek do Słowiańskiego siedliska. A po głowie zaczął chodzić Wolin, by pod stopami poczuć Jomsborg i jego ducha.

biskupin
Biskupin, widok z jeziora

 

Niebieskie lato

W każde wakacje przypomina mi się serial z dzieciństwa. Czołówka kojarzona zawsze z grupką dzieciaków na rowerach, poza tym błękit nieba, błękit wody. Serial emitowany był w latach 80. Taka projekcja idealnego lata towarzysząca mi do dziś: grupa przyjaciół, wspólne przygody, piękne miejsca, wiatr we włosach, słońce na twarzach. W sumie idealne wakacje tak powinny wyglądać.

basen
niewielki basen, niewielki koszt… radość nieograniczona 🙂 (tylko z pogodą różnie)