PIMS

Na początku mówiono, że dzieci to w grupie najmniejszego ryzyka, że covid przejdą bezobjawowo lub bardzo lekko. Mówiono też, że szkoły nie będą transmiterem wirusa… Tymczasem szkoły trzeba było zamknąć. A od dwóch dni ciągle się mówi o PIMS-TS, skrót może śmieszny, ale przebieg pocovidowego pediatrycznego wieloukładowego zespołu zapalnego to już bardzo poważna sprawa. Relacje rodziców, którzy często nawet nie wiedzieli, że ich dziecko przeszło covid, a tu nagle pojawiają się takie problemy przyprawiają o gęsią skórę i przerażenie w oczach. Odliczam tygodnie, dni, godziny do przerwy świątecznej i ferii by nie musieć przywozić Juniorki do zerówki…

Wk…

Psu o dupę to wszystko potłuc. Organizacja pracy zaczyna wchodzić w opary absurdu sięgające kosmosu. I jak przez ten tydzień z chęcią przygotowywałam filmiki, prezentacje by wspomóc koleżanki, ogarniałam nowe aplikacje i programy by to wszystko było jeszcze atrakcyjniejsze. Tak teraz to mam ochotę napisać rezygnację z pracy albo niech mnie wyrzuci za piorun na profilu skoro mają kablować za poglądy.

Plącze się

Sprawy się komplikują. W pracy kolejna koleżanka z pozytywnym wynikiem testu. Dzieci z grupy Juniorki w nadzorze epidemiologicznym do piątku, inne w kwarantannie. Ja nie, bo przecież kontakt z dziewczynami nie przekraczał 15 minut. Co będzie od poniedziałku, nie wiem? Zerówki są oddziałami przedszkolnymi tylko tyle, że w szkole więc powinny pracować stacjonarnie. W stolycy jednak chyba zapomnieli, że organizacja pracy zerówek w szkołach nie jest taka prosta gdy klasy młodsze nie pracują. Dowozy, świetlica po zajęciach (które w zerówce trwają 5h), obiady, godzina religii, godzina angielskiego, ewentualne zastępstwo… Nawet jak ja w poniedziałek będę wracała do pracy to Juniorki chyba na te 2 dni nie puszczę… Mężu właśnie się położył bo boli go głowa (ale od kilku dni od rana do nocy, praktycznie non stop słucha audiobooków przez słuchawki…), pali go w płucach (ale chociaż wiatr był dziś nieprzyjemny to Jemu ciepło, chodził w sweterku i z gołą szyją…) Ręce coraz bardziej opadają na to wszystko. I chociaż mnie izolacja nie przeszkadza to jednak coraz bardziej marzę o powrocie normalności, chociaż ta pewnie nie tak prędko będzie mogła powrócić. Jak będzie wyglądał świat przez najbliższe miesiące? Czy wystarczy powiedzieć: oby do wiosny?

Wszystko inaczej

1 listopada i 10 stopni na plusie. Ciepło. A pamiętam śnieg i mróz, który w ten dzień już zawsze leżał na grobach gdy byłam dzieciakiem.

Pandemia. Cmentarze zamknięte. Co prawda i tak dzisiejszego dnia bym nie szła zapalić świeczkę więc ta decyzja nie budzi we mnie oburzenia. Na grobie mojego Taty w piątek rano była Mama z moim Mężem. Położyli kwiaty, ustawili znicze, ja pójdę innego dnia. Gdy było już wiadomo o zamknięciu cmentarzy jeszcze wieczorem pojechałam z Mężem na grób jego rodziców i dziadków. Pamięć o zmarłych to też nie tylko ten jeden dzień. Pamięć o Nich trzeba mieć w sercu.

Od jutra na cały tydzień moja szkoła w całości przechodzi na tryb pracy zdalnej. Okazało się, że wynik pozytywny ma nauczycielka angielskiego, która uczy w każdej klasie młodszej. Najbezpieczniejsze są jeszcze dzieci z grupy Juniorki bo tylko u nich lekcja przepadła. Inne trafią na kwarantannę. Ja z koleżanką w tygodniu też rozmawiałam, ale w maseczce i nie przez 15 minut więc może kwarantanna mnie ominie. I tak ten październikowy kupon nr 2 został odcięty małym bo naszym wewnętrznym lockdownem.

Przeżuta i wypluta

Liczba chorych już nawet nie budzi zdenerwowania. Jest po prostu tak przytłaczająca, że odbiera słowa. Oburzenie to budzą śmiejące się minki pod komunikatami MZ czy artykułami o zakażeniach. Zastanawiam sie kiedy ci ludzie przestaną śmiać się z czyjejś choroby, a nawet śmierci. U nas wirus już w rodzinie. Szwagierka z wynikiem pozytywnym 😦 Syn kuzyna czeka na wynik testu. A dostanie się na badanie to też na siły zdrowych, a nie chorych, te kilkugodzinne kolejki pod chmurką… Koleżanka z pracy nie może się doprosić skierowania na test mimo, że ma objawy i siostrę z potwierdzonym zakażeniem(!??!). Sprzątaczka na kwarantannie bo jej córka ma wirusa. Rodzice naszych uczniów też już pozytywni… Tak się kończy eksperyment pod hasłem: „w klasie to jak w rodzinie więc jakakolwiek ochrona nie jest konieczna”. Ja w każdym razie w pracy maseczkę zdejmuję już tylko wtedy gdy jestem sama i u siebie. Psychicznie nie jest mi łatwo ogarniać to wszystko. Powtarzam sobie, że nam się uda… ale ja z natury pesymistka więc po nocach spać nie mogę bojąc się o zdrowie Mamy, Męża, Juniorki i swoje… Mamie to już nawet o wszystkich przypadkach jakie znam osobiście nie mówię bo nie chce by się denerwowała, że przyniosę coś do domu. I tylko na wadze znów poniżej 60kg, tylko z drugiej strony cieszyć się to też nie bardzo jest z czego bo to znaczy, że stres dosłownie mnie zżera bo na żadnej diecie nie jestem. Teraz weekend, odetchnę może trochę by nabrać sił na kolejny tydzień.

I jeszcze ten wyrok TK czy tego czym jest, bo na pewno nie Trybunałem Konstytucyjnym. Pamiętam jak zaczęłam oglądać Opowieść Podręcznej, niby wydawało mi się to absurdalne, ale już wtedy miałam wrażenie, że to wcale nie jest tak nierealne w realizacji… Dlatego w pewnym momencie przestałam oglądać. Niestety tu wyłączenie telewizora nie jest rozwiązaniem.

Stały element (wy)stroju

Sklep na I jest takim sklepem, z którego zawsze wyjdzie się z dodatkowymi zakupami. I choć jestem tam raz na kilka lat to i mnie ten proceder nie jest obcy. W zeszłym roku nabyłam dodatkową suszarkę zawieszaną na kaloryfer. Przez rok użyta była może kilka razy gdy na głównej suszarce zabrakło miejsca lub gdy coś miało szybciej wyschnąć. Teraz zagościła na stałe na łazienkowym kaloryferze. Znalazła się dla niej funkcja idealna. Suszę na niej maseczki, które zostaną pewnie z nami dłużej niż przypuszczaliśmy więc nie ma co się na nie obrażać. Mężu używa jednorazowych bo tak mu wygodniej. My mamy wielorazowe. Oczywiście zdarzały się takie, które nie spełniały moich oczekiwań. Ale w końcu znalazłam takie, które są z podwójnej warstwy 100% bawełny, dobrze wyprofilowane, estetycznie uszyte, mają drucik, a te dziecięce są szyte w dwóch rozmiarach co dla małej buźki Juniorki jest ważne. Mam różne wzory: jednobarwne, w kwiaty, we wzory geometryczne, do wyboru do koloru. Po prostu maseczki stały się elementem stylizacji.

Gorzko – słodki dzień

8099 przypadków zakażeń. Aż strach ile będzie jutro. Od soboty znajdę się w czerwonej strefie. Są też nowe wytyczne dla tych stref. Co prawda nie odczuję ich szczególniej bo i tak w imprezach kulturalnych nie uczestniczę, środkami komunikacji publicznej się nie przemieszczam, nie jem „na mieście”, w szkole średniej nie pracuję. Jedynie limit pięciu osób na jedną kasę może być odczuwalny, ale może w czwartkowe popołudnia uda się nie stać w kolejce do wejścia do sklepu. Najważniejsze by zatrzymać tą lawinę.

Na szczęście można sobie rozjaśniać ten mroczny czas. Niespodziewanie dostałam nagrodę. Co prawda nie mam teraz pomysłu na to jak zaszaleć i to uczcić, ale przynajmniej coś z księgarnianego schowka trafi do koszyka, szczególnie że trafiły tam ostatnio: Dziewczyna z Paryża i Zakłamane życie dorosłych, których jestem ciekawa.

Przykro

Tydzień nie zaczyna się najlepiej. Bo od informacji o śmierci nauczycielki z jednej ze szkół z mojego powiatu. Z sąsiedniej gminy. Zmarła z powodu Covid-19. To wiemy na pewno, bo to wiadomość z naszego, lokalnego w zasadzie podwórka. Media donoszą też o śmierci zakażonego koronawirusem nauczyciela polskiego z Zawiercia. Smutno tak na tle środowego Dnia Edukacji.

[*] [*]

Nowy wymiar koszmarów

W dalszym ciągu nie sypiam najlepiej. Staram się chodzić spać dosyć późno by zmęczenie powodowało przespanie całej nocy. Ale to nie działa. Wybudzam się po 4 kiedy powoli zaczyna wstawać nowy dzień, na który tak naprawdę wcale nie mam ochoty. Potem kręcę się z zamkniętymi oczami, żeby zasnąć, ja przecież zawsze potrzebuję dużo snu. Ale zapadam co najwyżej w półsny, krótkie drzemki. Ale i podczas nich zdarzają się sny. Tak jak dzisiaj. Śniło mi się, że byłam z Juniorką na kontroli stomatologicznej. Wyznaczone ciągi komunikacyjne, ale była spora kolejka. I stojąc w tej kolejce nagle do mnie dotarło, że obie nie mamy maseczek! Takie znamię czasów…

Małe smutki

Gołąbek Bąbek, o którym była mowa kilka wpisów wstecz, odpoczął i uzupełnił wszelkie inne braki i szczęśliwie sam odleciał. Ale Juniorka niepocieszona.

Chomik szczęśliwie doczekał powrotu właścicielki i pojechał do domu. Ale Juniorka niepocieszona.

Jesień wzięła już nas w swoje objęcia, tym jak w czwartek było 15 stopni. Pola za oknami wypełniają się czernią. Rzepaki już posiane i tylko czekać wiosennego kwitnienia. W tym sezonie rzepak okala dom więc może powstanie prezentacja podobna do pszenicznej, z rzepakiem przez rok… bo to zaskakująca roślina z rodziny kapustowatych (serio).

Poza tym duszą mnie opary absurdów, w których przychodzi się poruszać… teraz, kiedy wszystko powinno być jasne i precyzyjne.

I wylało się to ze mnie rano niecenzuralną strużką łez. Ale tylko w części, reszta nadal przygniata trzewia.