Stan odmrażania

Od dziś do pracy chodzę codziennie, jeszcze nie w pełnym wymiarze, ale już. Na dzień dobry stosy procedur do podpisania, ankiet i oświadczeń o stanie zdrowia do wypełnienia, a do odebrania zestaw: dwie maseczki wielorazowe i trzy pary rękawiczek (?!, jakoś naiwnie myślałam, że dostanę chociaż pół pudełka), a na płyn do dezynfekcji muszę przynieść własny dozownik bo zabrakło… Korytarze pozastawiane, zbędnego szwendania się nie ma. Dystans społeczny, różne godziny zaczynania pracy czy konsultacji, różne wejścia do budynku przeznaczone dla poszczególnych grup uczniów i pracowników. Reżim sanitarny: wszystko co fajne dla tych młodszych dzieci jest wyniesione ze względu na utrudnione czyszczenie…

odkazanie
272447/pixabay

Moje odmrażanie to jednoczesne zamrażanie. W pomieszczeniu na parterze, usytuowanym od strony północnej, gdzie dostęp światła słonecznego dodatkowo przysłania równoległe skrzydło budynku, gdzie ogrzewanie zostało wyłączone w połowie marca jest po prostu ZIMNO.

Ale skoro się odmrażamy to w jakimś sensie izolację można podsumować. Ludzie się nabijali, że słowo pandemia to pochodzi od pandy, która je przez 12 godzin. U mnie było odwrotnie. Na wadze 2,5kg mniej. Niby jeść powinno się często, ale mnie to jednak jakoś nie służy. Nawet gdy dopadła mnie cukrzyca ciążowa to zjadanie 6 posiłków z określoną liczbą wymienników węglowodanowych, których diabetolog nie chciała zmniejszyć było traumą bo dosłownie płakałam nad częstotliwością i ilościami, które musiałam w siebie wcisnąć. Tak jakoś jest, że lepiej mi się funkcjonuje na 3 posiłkach z ewentualnie jedną przekąską, a chodzenie do pracy sprawia, że jem częściej. Zatem żołądek utrzymuje w lockdownie 😉

Moje zakupy w pandemii

Przez 2 miesiące nie robiłam żadnych zakupów poza spożywczymi i podstawowymi drogeryjnymi. Nie zamawiałam też nic w paczkach. Kolejna bluzka wcale nie była potrzebna. Z czego na pewno cieszył się mój portfel. Jedyne co, to Juniorkowe kapcie w zeszłym tygodniu niestety były już dziurawe. Dziecięce obuwie to dosyć trudny w kupowaniu temat nawet w normalnych czasach. Zrobiłam więc z patyczka miarkę długości i udałam się do sklepu by zaopatrzyć Młodą w spektrum wiosenno – letniego obuwia. Na miejscu czekało mnie trochę rozczarowań, kapcie w jej rozmiarze były tylko w wersji chłopięcej (całe szczęście nie przeszkadza Jej to, a nawet się cieszy bo nigdy zielonych nie miała), trampek nie było – wzięłam coś na podobę i też będzie git, kupiłam już też sandałki. Jednak patyczek to nie stópka i przy mierzeniu nie wszystko zagrało tak jak powinno. A, że w sklepie była promocja i każda rzecz była powiązana z poprzednią kolejnym rabatem to od razu byłam poinformowana, że w razie reklamacji lub wymiany do sklepu muszę przynieść każdą rzecz z paragonu. W naszym przypadku to: kapcie, slip-ony, crocsy, sandałki i wkładki do butów

ło
ło! 😉

Już mi się nie chciało tam wracać. Inaczej problem rozwiązałam 😉 Co też jest moim wkładem w odmrażanie gospodarki 😉 😉 😉

Wielogłos

Sieć powoli zaczynają zalewać różne opinie na temat wirusa i wszystkiego co z nim związane. Jest skrajnie, od głosów pełnych obaw po wyśmiewanie istnienia pandemii. Skrajnie też jest z podejściem do pracowników służby zdrowia. Były brawa i słowa uznania, ale są też zakazy wejścia do sklepu czy ohydne sąsiedzkie „pozdrowienia”. Mnie o wirusie pisze się dosyć komfortowo z domu otoczonego polami. Próbuje zrozumieć, że w wieżowcu ze wspólnymi węzłami komunikacyjnymi mijać się z lekarzem czy pielęgniarką może być … trudniej(?). Chociaż jak powiedział jeden z lekarzy: „myłem ręce dokładnie dużo wcześniej niż stało się to modne” więc raczej można być pewnym ich rozwagi. Czy pandemii nie ma? Nie wiem. Ja wiem tylko, że mieszkając w domu otoczonym polami, znam 2 osoby zakażone koronawirusem. Czyli on nie jest aż taki abstrakcyjny, jest, pewnie był też na tych zatłoczonych w niedzielę plażach. Nawet na swoim fb widziałam roześmiane zdjęcia znajomych w Sopocie, Stegnie (przecież od nas do bramek autostradowych w Rusocinie to tylko 140km). Każdy ma swój rozum i niech robi jak uważa. Byle nie narażał mnie, bo ja nie wyobrażam sobie, że mogłabym przywlec koronawirusa do domu i zarazić nim moją Mamę, 70letnią i z chorobami współistniejącymi. Ja wiem, że wszyscy jesteśmy już przemęczeni sytuacją i chcielibyśmy wrócić do normalności, ale dopóki są rządowe zalecenia i rekomendacje to może przynajmniej warto wziąć je pod uwagę. Dziś po długiej walce z Covid zmarła pielęgniarka z mojego miasta…

Screenshot_2a
źródło: abc Perth fb

Oddychanie w maseczce

Nie mam objekcji przed noszeniem maseczek. Widziałam grafikę, która pokazywała, że jeżeli zakażony i zdrowy mają maseczkę, to przy spotkaniu ryzyko zakażenia zdrowego spada do 1,5%. Parowanie okularów pominę, chociaż też są sposoby by parowały mniej. W maseczce generalnie mamy wrażenie, że ciężej nam się oddycha i oddychamy ustami a nie nosem. Wydaje się to uciążliwe. A czy może to być wynik naszego błędu, że po po prostu zaczynamy źle oddychać? Jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi to tak, w maseczce możemy źle oddychać. Podobnie, przynajmniej u mnie, było z początkiem noszenia okularów. Patrząc bez przerwy myślałam o tym, że patrzę przez okulary, przeszkadzał kontur oprawek, porównywałam jak widzę nad nimi i w nich… taka mała paranoja skupiająca uwagę nie na tym co trzeba i odwracająca ją od właściwego zachowania. Podobnie okazuje się być z dusznością pod maseczką. Dla zainteresowanych wklejam link do artykuły lekarki, w którym mowa o tym co zrobić by w maseczce lepiej nam się oddychało

Morowe powietrze

Dawno temu gdy świat borykał się zarazami, epidemiami różnych maści mówiło się, że panuje morowe powietrze. Przed morowym powietrzem w średniowieczu nie było większego ratunku poza modlitwą. I chociaż ze mnie mierny katolik to jednak lubię wiedzieć. Patronem w chorobach zakaźnych jest św. Roch, jego hagiografii nie będę tu przytaczać. W wielu miejscach, na przykład w naszej wsi, są kaplice pod wezwaniem właśnie św. Rocha. Nasza niewielka i charakterystyczna ponieważ okrągła kapliczka usytuowana jest w miejscu, w którym prawdopodobnie było grodzisko, gdzie w XIX wieku usypano z kości przesypanych wapnem spore wzniesienie. Wzniesienie to powstało ze szczątków ofiar szalejącej na tych terenach w 1831r. cholery, przywleczonej przez wojska rosyjskie z Azji w czasie powstania listopadowego. I stąd też na pewno właśnie taki, a nie inny patron. Jest też modlitwa do św. Rocha, która brzmi następująco:

„Wszechmogący i wieczny Boże,
Któryś dla zasług Świętego Rocha,
Wyznawcy swego, wszelką na ludziach
Morową zarazę łaskawie powstrzymać raczył,
Daj nam, sługom swoim,
Do Ciebie z ufnością się uciekającym,
Abyśmy od wszelkich chorób wolni byli,
By one nie szkodziły ciałom i duszom naszym.

Święty Rochu, wielki miłośniku Boży,
Wielkie są Twoje przed Bogiem zasługi,
Dla których spodziewamy się,
Że nam karząca sprawiedliwość Boża przepuści
I zdrowego zawsze Bóg użyczy powietrza,
A jak służyłeś bliźnim swoim,
Żyjąc na świecie ciężką chorobą dotknięty,
I jak służysz teraz wszystkim, którzy się do Ciebie
Z ufnością uciekają,
Spraw to swymi u Boga modłami,
Abyśmy na ciele i duszy zdrowi zostali
I śmierci nagłej się ustrzegli.
Amen.”

***

Teraźniejsze morowe powietrze też daje w kość. Rozumiem konieczność powrotu do pracy i odmrażania gospodarki. Podejrzewam, że dziura budżetowa naszego państwa jest przeogromna i na zasiłki opiekuńcze na dzieci do lat 8 pieniędzy po prostu nie ma. Żłobki, przedszkola i szkolne zerówki mogą zostać otwarte w trybie reżimu sanitarnego. W pierwszej kolejności przyjmowane mają być dzieci pracowników służby zdrowia, służb mundurowych, pracowników handlu i przedsiębiorców realizujących zadania związane z zapobieganiem i zwalczaniem Covid-19. W naszej grupie przedszkolnej trwa rekonesans, większość rodziców nie pośle swoich dzieci… ale są też tacy, którzy prowadząc własne gospodarstwo/plantację chcą się dziecka (nazwę rzecz po imieniu) pozbyć z domu. Juniorka zostaje w domu nawet jakbym miała w normalnym trybie zacząć pracować. Dzieciaki teraz są zdrowe ponieważ nie mają ze sobą kontaktu, a przypomnijmy sobie co się dzieje jak chodzą do przedszkola… Zupełnie inna kwestia to ten reżim sanitarny. Nie wiem jak te maluchy utrzymają dystans… a jak w żłobku przewinąć dziecko(?). A na to, że zapewnienie wszelkich środków dezynfekujących czy ochronnych i zorganizowanie wszystkie znowu zrzucono na samorządy to po prostu spuszczę zasłonę milczenia. Odniosę się tylko do szkół z zerówkami czyli oddziałami przedszkolnymi w mniejszych miejscowościach. Do takich szkół chodzą dzieci z kilku okolicznych wsi i te dzieci objęte są dowozem czyli autobus zabiera je z przystanków i przywozi do szkoły i to też trzeba rozwiązać…

Koronawirusowe menu

W czasie gdy wyjście do sklepu traktuje się jak wyprawę i robi się to raz na kilka dni hasło „zero waste” wyjątkowo dobrze i łatwo się realizuje. Pod względem gotowania i wykorzystania tego, co w lodówce do ostatniego produktu też 😉 Przykładem może być obiad zrobiony z rozmrożonej (bo ugotowanej wcześniej w kilku porcjach) kapusty a’la bigos, sosu od żeberek z dnia poprzedniego i kopytek. Nic się nie zmarnowało i pycha było. Mężu wczoraj za to wrócił usatysfakcjonowany ponieważ udało mu się zdobyć towar ostatnio bardzo deficytowy. W sklepie były

drozdze

jak widać z tej radości wziął od razu 3 kostki. Nie patrząc, że wszystkie trzy termin ważności mają do 9 maja tego roku 😉 Będzie zatem dosyć drożdżowo w najbliższych dniach 😉 będzie domowa pizza, chlebek, rogaliki i co tam jeszcze się uda 😉 No przecież zmarnować się nie mogą 😉

***

Byłam w pracy. Trochę obsługi, trochę kadry. Dziwnie… Do pracy zdalnej dołączy „praca na wynos” dzięki temu więcej będzie zrobione, a częstotliwość pojawiania się na miejscu będzie mniejsza… uf.

Las

las-jplenio
jplenio/pixabay

Od 20 kwietnia znowu można iść do lasu. Dla wielu osób to zapewne możliwość by odetchnąć i poczuć się lepiej, taka ulga w kwarantannie. Dotlenienie organizmu i przebywanie na słońcu syntetyzuje witaminę D, a to wszystko wpływa na naszą odporność. Nie raz pobyt w lesie gdy miałam katar sprawiał, że nos się udrażniał. Korzystajmy więc z odzyskanej możliwości na ruch, ale róbmy to mądrze. Pamiętajmy, że mamy suszę, w związku z czym poszycie jest przesuszone i w lasach jest spore zagrożenie pożarowe. Zaledwie 3 dni temu w jednym z nadleśnictw w moim powiecie paliło się 7 hektarów. W akcji gaśniczej brało udział 14 zastępów straży pożarnej, a samolot gaśniczy wykonał 2 zrzuty wody. Na stronie Instytutu Badawczego Leśnictwa jest zakładka dotycząca zagrożenia pożarowego w lasach. Baza pożarów informuje o stanie zagrożenia aktualizując dane 2 razy w ciągu dnia. Wybierając się na spacer nie zaszkodzi zerknąć. Udanych spacerów 🙂

Screen-bp
stan z 19.04., dane niepełne z godz. 13:00