Ta chwila

Gdy jechałam rano do pracy droga była zablokowana przez TIRa stojącego w poprzek. Służby usuwały ślady wypadku. Policja kierowała na objazdy. Potem zadzwonił Mąż, że w tym wypadku zginął mieszkaniec naszej wsi. Podobno wjechał wprost pod tego TIRa. Zginął kilkaset metrów od domu.

„Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą

zostaną po nich buty i telefon głuchy…”

ks. Jan Twardowski

Ciepełko

Chociaż lubię upalne dni to nie lubię się opalać. Nie kładę się więc plackiem i nie czekam, aż skóra zbrązowieje. Za to uwielbiam się w słońcu wygrzewać. Wiosną i jesienią uwielbiam jak słoneczne ciepło rozlewa się po kręgosłupie. Tylko popołudnia po powrocie z pracy (chociaż bardzo późno nie wracam) to jakieś przykrótkie, jak na odpowiednio długie celebrowanie takiej przyjemności i nie każdego dnia pogoda to umożliwia.

Free-Photos/pixabay

I to by było na tyle

Wrzesień powitał nas jesiennie. Cztery pochmurne i deszczowe dni przeniosły życie do zupełnie innego wymiaru nie tylko ze względu na powrót do szkoły. Juniorka mimo pozytywnego nastawienia i chęci poznania nowych przyjaciół pierwszymi dniami w zerówce bardzo się stresowała. Wejście w nową grupę nie jest proste, szczególnie po półrocznej przerwie w chodzeniu do przedszkola. Szła jednak bez słowa i robiła wszystko by przełamać nieśmiałość. I w czwartek i piątek przynosiło to jakieś efekty. Ale w piątek po południu zaczęło lecieć z nosa. Co prawda w przedszkolnych latach Juniorka każdy wrzesień tak zaczynała, ale teraz jakoś to bardziej stresujące. Zamiast weekendowego odpoczynku mieliśmy dobę z 37,8 stopni, cieknący nos i pokasływanie. Dziś już chociaż temperatura bardziej w normie, ale o pójściu do szkoły nie ma mowy. I tu pojawia się dylemat i wyrzut sumienia ponieważ w pracy mam jeszcze za dużo nieogarniętych wątków by starać się o opiekę na chore dziecko, a 70cio letnią Babcię powinnam bardziej chronić przed wirusami niż zostawiać z chorym dzieciakiem… A dla Juniorki to też będzie problem takie oderwanie od grupy na wczesnym etapie spowoduje, że powrót będzie jak pójście pierwszego dnia do dzieci, które zacieśnią więzi między sobą… Ale wyjścia nie ma, Juniorka do szkoły pójść tak nie może.

Teraz kawa i ciasto z jabłkami by zmotywować niewyspany i zmęczony organizm do wysiłku umysłowego. Jutro deadline na oddawanie planów pracy na ten rok, a najważniejszego punktu nadal nie mam. I maseczki trzeba wyprać, siedząc w swojej bańce dużo mniej ich zużywałam. W powiecie jedna szkoła w systemie zdalnym, dwóch zakażonych nauczycieli spowodowało, że cała reszta jest na kwarantannie.

Na to wszystko złożyło się pojawienie nowych domowników. Akwarium „dojrzało” i można było je zarybić. Juniorka szczęśliwa. A i ja zawsze lubiłam patrzeć na akwariowe życie.

1 września 2020

Gdy zaczynał się ten rok ja już myślałam o tym, że za kilka miesięcy czeka nas pójście do szkolnej zerówki. I i tak już wtedy miałam trochę obaw z tym związanych. Ale nawet przez myśl mi nie przeszło, że Juniorka szkolną edukację będzie rozpoczynać w tak nietypowych warunkach. Ruszyliśmy równocześnie z informacją, że w dużym zakładzie zlokalizowanym w na pograniczu z sąsiednią miejscowością przybywa zakażonych, już na pewno jednego dziecka nie było ponieważ matka na kwarantannie. Inna przyszła bo z jej zmiany jeszcze nikt na kwarantannę nie poszedł…

Dobrze, że w domu możemy o czymś innym teraz myśleć. Dobrze, że wczoraj przygotowaliśmy przybory szkolne ponieważ jedna z naszych przesyłek przyszła dzień wcześniej więc jest co robić. I tak do końca tygodnia przygotowania i temat będziemy rozwijać 😉

tak się dziś Juniorce namalowało

Perełka

Któregoś dnia wpadła mi w oko reklama Perełki Mamy. I tak się spodobała, że nie mogłam sobie jej odmówić. Wybrałam styl boho i jest. Jest delikatniejsza niż myślałam, ale mnie to nie przeszkadza, a wręcz pasuje.

Moja Perełka dziś już nie mogła się doczekać i trzeba było okleić imieniem i nazwiskiem wszystkie przybory do zerówki. Myślałam, że zrobimy to jutro… ale już są gotowe. Żel do dezynfekcji i maseczka w razie czego (wymagane przez dyrektora) też już do plecaka zapakowane… Jak zareaguje na nowe miejsce i całkiem nieznane dzieci to, mimo pozytywnego nastawienia, zobaczymy jutro i pojutrze.

Całe szczęście jest jeszcze czekanie na coś miłego, niezwiązanego ze szkołą, co sprawia, że myśli zwracają się w zupełnie innym kierunku.

Nowy wymiar koszmarów

W dalszym ciągu nie sypiam najlepiej. Staram się chodzić spać dosyć późno by zmęczenie powodowało przespanie całej nocy. Ale to nie działa. Wybudzam się po 4 kiedy powoli zaczyna wstawać nowy dzień, na który tak naprawdę wcale nie mam ochoty. Potem kręcę się z zamkniętymi oczami, żeby zasnąć, ja przecież zawsze potrzebuję dużo snu. Ale zapadam co najwyżej w półsny, krótkie drzemki. Ale i podczas nich zdarzają się sny. Tak jak dzisiaj. Śniło mi się, że byłam z Juniorką na kontroli stomatologicznej. Wyznaczone ciągi komunikacyjne, ale była spora kolejka. I stojąc w tej kolejce nagle do mnie dotarło, że obie nie mamy maseczek! Takie znamię czasów…

Małe smutki

Gołąbek Bąbek, o którym była mowa kilka wpisów wstecz, odpoczął i uzupełnił wszelkie inne braki i szczęśliwie sam odleciał. Ale Juniorka niepocieszona.

Chomik szczęśliwie doczekał powrotu właścicielki i pojechał do domu. Ale Juniorka niepocieszona.

Jesień wzięła już nas w swoje objęcia, tym jak w czwartek było 15 stopni. Pola za oknami wypełniają się czernią. Rzepaki już posiane i tylko czekać wiosennego kwitnienia. W tym sezonie rzepak okala dom więc może powstanie prezentacja podobna do pszenicznej, z rzepakiem przez rok… bo to zaskakująca roślina z rodziny kapustowatych (serio).

Poza tym duszą mnie opary absurdów, w których przychodzi się poruszać… teraz, kiedy wszystko powinno być jasne i precyzyjne.

I wylało się to ze mnie rano niecenzuralną strużką łez. Ale tylko w części, reszta nadal przygniata trzewia.