Halo, tu dynia

Nie wiem jak to jest… bo jakby człowiek miał się wgłębiać w takie pierdoły to by sfiksował do reszty… ale w wakacje była jakaś afera z Halloween, że to ma być zakazane czy tak jakoś. Ja tam problemu z tym nie mam i zdroworozsądkowo podchodzę. Juniorka kilka ważnych osób już na cmentarzu odwiedza i od pieluchy jest uczona pamięci, czci i odpowiedniego zachowania. Ale Juniorka lubi dyniowe motywy halloween’owe i tego zabraniać nie mam zamiaru. Już kilka dni temu wyciągnęła żelowe naklejki na okno i trzeba było zakładać. Jako, że mamy własne dynie to w tym roku też się Jej jedną wydrąży i ustawi na parapecie. Halloween, Dziady, Wszystkich Świętych to wszystko tkwi gdzieś tam w naszej tradycji wywodząc się często jedno z drugiego, więc wystarczy zachować odpowiednie proporcje by było jak należy. A tymczasem nawet na ściance akwarium dynia się szczerzy 😉

Pinokio

„Oszukujemy siebie tak często, że gdyby nam za to płacili, moglibyśmy się spokojnie utrzymać”

Stephen King „Ręka mistrza”

Ja na pewno. A gdybym już mogła się utrzymać to mogłabym poszukać sobie innej ścieżki życiowej. Wtedy nie trzeba się przejmować co będzie jak się nie uda. A w razie co, to zawsze można dalej się oszukiwać 😜

„Jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś”

Miało być dziś o czymś innym, ale będzie o psach. A to pod wpływem śmierci chłopca pogryzionego przez amstaffa i wpisu na blogu hakaessite.com, z którą zgadzam się w pełnej rozciągłości. W tytule posłużyłam się cytatem z „Małego Księcia” bo te słowa to czysta prawda. A ta odpowiedzialność to także wychowanie, właściwa opieka, a nawet prawidłowe rozmnażanie by nie potęgować pewnych cech. Psie rasy mają różne predyspozycje. Kupując psa mało kiedy zastanawiamy się czy zdołamy zapanować nad psim charakterem i zostać przywódcą stada. I to wcale nie chodzi o duże rasy, te małe też mają swoje charaktery. Tylko w nielicznych przypadkach zaburzenia psychiczne doprowadzają do sytuacji, w których pies jest tylko i wyłącznie agresywny. Ale i za to często odpowiedzialny jest człowiek chociażby przez błędy przy rozmnażaniu. Oczywiście, że większość wypadków zdarza się z udziałem psów ras agresywnych, ale to człowiek w procesie hodowlanym chciał te cechy wyeksponować po to, żeby pies go bronił. Śmierć tego chłopca i w ogóle tego typu wypadki to straszne tragedie, ale za nimi nie stoi tylko „zły” pies. Gdy kaukazy miały swojego ostatniego szczeniaka przyjechał po niego facet, który skwitował nasze psy w ten sposób: „ale one jakieś mało agresywne”. Szczeniaka nie dostał z wiadomych względów.

Te psy też już tu prezentowałam nie raz. Odbierane zawsze były jako słodziaki. Ale to jest rasa agresywna. To nie jest bernardyn, chociaż prawie tak wygląda. To moskiewskie stróżujące, już sama nazwa rasy podpowiada, że mają silny instynkt terytorialny przez co każdy intruz na ich terenie wywołuje reakcje obronne, są też samodzielne w działaniu i bardzo niezależne, przez co wymagają odpowiedzialnego właściciela i ułożenia. Są zarejestrowanie w Gminie, tego wymaga prawo i należy też mieć pozwolenie na posiadanie psa z rasy agresywnych. Dla nas tymi słodziakami one są, są łase na pieszczoty i mają w sobie ocean cierpliwości do zabaw z Juniorką. Ale gdyby pozostawić je samym sobie, bić, albo próbować podjudzać to na pewno górę wzięłyby nad nimi cechy agresywne. Trzeba się też liczyć z tym, że w chwili gdy poczują się zagrożone lub uznają, że któremuś z nas zagraża niebezpieczeństwo to instynkt też podpowie im obronę i atak, bo taka też jest ich rola w pewien sposób narzucona im przez… człowieka. To właściciel musi zadbać o właściwe ułożenie psa, o zaspokojenie jego potrzeb, o zabezpieczenie miejsca w którym przebywa. A z drugiej strony ludzie obcy też muszą we właściwy sposób wobec psa się zachowywać. A widziałam już młodych ludzi, którzy prowokowali nasze psy udając, że w nie czymś rzucają lub mamy tu takiego chłopaczka chodzącego z a’la bulterierem, który próbuje szczuć go na nasze moskale… Wypadki się zdarzają, ale wielu na pewno udało by się uniknąć gdybyśmy zachowywali się rozsądnie i odpowiedzialnie bo to my mamy zdolność przewidywania i wyciągania wniosków, zwierze ma tylko instynkt.

Pod skórą

Budzę się rano i czuję jakiś nieokreślony niepokój. Kołdrą muszę być otulona szczelnie bo inaczej jest mi zimno. Do budzika zostało jeszcze kilka minut. Leżę i zastanawiam się czy to tak będzie częściej? To bardzo niekomfortowy stan, który od samego rana spina wszystkie mięśnie i nerwy. Mam ochotę naciągnąć kołdrę jeszcze wyżej, ukryć się w niej… ale nie mogę, jest poniedziałek, obowiązki wzywają. Co przyniesie tydzień? Już te kilka godzin pokazało, że może być nieobliczalny. A ja potrzebuję przewidywalności.

Z miłości

Źródła podają, że co trzecia próba samobójcza podejmowana jest z powodu zawodu miłosnego. Rocznie blisko 1200 osób z tej przyczyny chce odebrać sobie życie. Co piątego samobójcy nie udaje się uratować.

Tak wyszło, że ostatnio prowadziłam rozmowę z kimś dla kogo zawód miłosny to najgłupszy z powodów do myśli o samobójstwie. Może to i nie jest powód. Ale to nie o to chodzi. Chodzi o to jak dana osoba czuje się w momencie odrzucenia i jak sobie z tą sytuacją radzi. Nie po każdym spływa to jak po kaczce tylko dlatego, że „tego kwiatu to pół światu”… Do mojej rozmówczyni moje argumenty jednak nie trafiły, że pomiędzy czarnym i białym jest jeszcze cała gama szarości.

Jubilatka

Moja Mama kończy 70 lat. 30 do 100, to mniej niż ja sobie liczę. Wcześniej w moim myśleniu wiek nie określał mojej Mamy. Mama miała po prostu tyle lat ile trzeba. I mimo, że siwe włosy ma pojedyncze, a Jej skóra nie jest usiana zmarszczkami to zaczyna do mnie docierać, że wiek robi się zaawansowany, a różne dolegliwości coraz bardziej dokuczają. Mam nadzieję, że zdrowie jednak będzie Jej dopisywać podobnie jak Jej rodzicom i że sporo czasu jeszcze przed sobą mamy. Że będziemy jeszcze wiele okazji i jubileuszy świętować, włącznie z dorosłością Juniorki…

Luisb/pixabay

Słowo na niedzielę

„Wszystko polega na tym, żeby człowiek był taki, jaki jest, żeby nie wstydził się chcieć tego, czego chce i marzyć o tym, o czym marzy. Ludzie są na ogół niewolnikami konwenansów. Ktoś im powiedział, że powinni być tacy i tacy, i starają się być takimi aż do śmierci, nie wiedząc nawet, kim byli i kim są naprawdę. Nie są więc nikim i niczym, postępują niejednoznacznie, niejasno, chaotycznie. Człowiek przede wszystkim musi mieć odwagę być sobą.”

Milan Kundera
JillWellington/pixabay

Stanąć pewnie, podnieść głowę do góry, rozłożyć ramiona i powiedzieć z pełnym przekonaniem: oto ja. Jak ja bym tak chciała! Być sobą, ot tak, po prostu. Ale niestety brak mi odwagi. W kajdanach konwenansów i braku poczucia zrozumienia staram się być jak inni, choć w żadnym szablonie nie znajduję obrysu podobnego do mnie. I mimo, że staram się dopasować to i tak jestem jak plama oleju na powierzchni wody. Nieprzystająca. Niejednoznaczna. Niejasna. Chaotyczna. Inna i pogubiona.

Pokolenie „ĄĘ”

Prąd. Ciepła woda woda w kranie. Nic nadzwyczajnego, ot zwykła codzienność. A jakby stało się coś, że tego by nie było…? Wstajesz rano i nic nie działa, nic poza siłą własnych mięśni. W lodówce wszystko się zepsuło, ekspres nie parzy kawy, odkurzacz nie działa więc musisz zamieść mieszkanie, o praniu w pralce pozostaje pomarzyć. Jest lato, ale nadal przyjemniej wziąć prysznic w ciepłej, niż zimnej wodzie. Ale w zasadzie dobrze, że jakaś z kranu leci, bo co by było gdyby w ogóle nie leciała… Kuchenka na gaz to obiad będzie, a jeżeli gazu też nie ma… Już nawet nie myślimy, że nie włączymy komputera czy telewizora. Tu nie ma możliwości normalnego funkcjonowania w podstawowych czynnościach. I to nie przez jeden dzień, a przez resztę życia…

Właśnie jesteśmy po awarii bojlera. Od razu przypomniało mi się jak w lutym wyłączyli prąd co wyłączyło piec. Mam szczęście, że żyję w czasach z takimi udogodnieniami. Jeszcze 100 lat temu nie dałabym rady ogarnąć rzeczywistości tak jak robiły to nasze prababcie, a jeszcze nawet babcie.

Nie czekam na spadające gwiazdy

5 lat temu nasłuchując z balkonu snu niemowlaka siedziałam wśród komarów i wypatrywałam perseidów. Wciąż słuchając piosenki „Dach„. Wtedy jak powietrza potrzebowałam i tej piosenki i spadającej gwiazdy. Potrzebowałam wiary, nadziei i siły. Potrzebowałam znaku, że będzie dobrze. Niewiele wypatrzyłam, oprócz satelitów… Dziś już o północy nie wchodzę na dach żeby patrzeć w oczy gwiazd. Swojego spokoju ducha upatruję już w zupełnie czym innym.

Siedem żyć?

Ludzie różnie traktują zwierzęta. I to nie tylko te na wsi mają gorzej, bo i te miejskie różnie trafiają (zawsze żal mi widoku psów dużych ras, które siedzą na balkonie na którymś tam piętrze, przez większość dnia w małym mieszkanku). Ale do brzegu bo nie o psach dzisiaj, tylko o kotach. Koty na wsi też mieszkają w domach, są kuwetowe i mało co wychodzą. Jednak większość żyje według własnych ścieżek, jak są w domu (czy wokół niego) to są, jak ich nie ma to kiedyś przyjdą albo i nie. Mnóstwo jest tutaj kotów, które regularnie chodzą na polowania w zboża, w których myszy teraz w bród. Przechodzą drogę, na której obowiązuje ograniczenie do 40km/h, czego niestety nie wszyscy przestrzegają. Całe szczęście do wielkiej tragedii tu nie doszło, ale tych małych trochę jest. I nie wiem jak można potrącić zwierzaka i zostawić go, od tak, na środku asfaltu? I nie to, że w ciemnym zaułku tylko wprost po lampą, na drodze na której w 90% przypadków jedzie jeden samochód w jednym czasie, ale za to właśnie jedzie za szybko szczególnie wieczorem czy nocą… I niestety, taki kot łazik, gdy już leży na asfalcie, staje się bezpańskim zwierzęciem. Ludzie zwalniają, omijają, ale nikt nic nie zrobi. Mężu zakopał wczoraj, nie pierwszego, takiego biedaka… a ładny był, taki trikolor.