Na zdrowie

Zapewne każdy kojarzy fraszkę Na zdrowie Kochanowskiego. Tak jak kojarzy jego ból, ból ojca z trenów…

Dobra wiadomość jest taka, że w zbiórce funduszy na leczenie Mateusza, do której link jest kilka wpisów niżej brakuje już mniej niż 1% z zaplanowanych środków. Do końca zbiórki jeszcze 2 dni i wiele licytacji nadal trwa. Zaangażowanie ludzi było widoczne na każdym kroku. I udało się! Przed tym konkretnym chłopcem drzwi nadziei otworzyły się szerzej 🙂

Czując pewien rodzaj dumy, że tak, że się udało, wyświetliła mi się inna zbiórka. Zbiórka na rzecz 2-letniego chłopca, który też cierpi z powodu guza mózgu. Rodzice zbierają na leczenie w tym samym ośrodku, w którym leczony będzie Mateusz. Niestety w drugim przypadku zbiórka nie idzie tak sprawnie i jest dopiero 29% z zadanej kwoty i 5 dni do końca zbiórki.

A ile jeszcze jest takich dzieci, które w tej chwili walczą o każdy dzień i o każdą szansę? Części z nich się uda. Ale nie wszystkim. I gdy się pomyśli o tych dzieciach myślami ich rodziców to ten ciężar przygniata.

Jakie to szczęście mieć zdrowe dziecko!

Podrzucone bagaże

walizki
ivabalk/pixabay

Pandemia to jedno, w mniejszym czy w większym stopniu, zapewne każdy z nas o tym myśli. Poza tym generuje nowe problemy oprócz tych, które każdy z ludzi miał.

Moja kuzynka niewyraźnie się czuje. Zastanawia się czy to Covid-19 czy tylko efekt paniki. Dzwonię do niej codziennie spytać jak się czuje bo się martwię.

Rozmawiałam z kumplem, który od kilku miesięcy walczy o powrót dziecka do sprawności po wypadku. Martwię się, że zrobi coś głupiego szukając odskoczni od wyczerpania problemami, lękami, stresami, znakami zapytania które nadal przed ich dzieckiem… a do tego koronawirus.

Mężu wracając z miasta wszedł do sklepu po karmę dla psów, a że był głodny kupił sobie ciastka, które zjadł w samochodzie takimi rękoma jakie w danej chwili miał, nie mamy żeli antybakteryjnych bo nie było już dostępnych… Odruch bezwarunkowy, lekkomyślność… nawet nie chce mi się o tym myśleć.

Zdalne nauczanie, ten problem niedługo urośnie do gigantycznych wielkości w każdej rodzinie, w której są dzieci. Juniorka jest w grupie 5-latków. Na ten tydzień mamy zadane 18 stron A4 do wykonania plus praca plastyczna dla chętnych, a nawet możliwe jutro łączenie on-line. Mamy również wysłać ze 2 zdjęcia z wykonanej pracy… Jako rodzic uważam to za przesadę. A zmotywowanie do pracy w domu to już w ogóle odrębna kwestia. Ale z drugiej strony wiem jak to działa. Ministerstwo zadaniami Dyrektorów obliguje do prowadzenia nauki. Tworzy się presja, której nie można zignorować ponieważ ze wszystkiego nauczyciel zostanie rozliczony, a to często przekłada się na ilość a nie jakość. Nie wszystko też jest tak łatwe do wykonania jak to się wydaje zza biurka w Warszawie z szerokopasmowym łączem internetowym. Oburzenie rodziców już w sieci jest widoczne i za chwilę wcale się nie zdziwię jak odinstalują e-dzienniki i po prostu powiedzą, że nic nie dostali i to nie ich wina. A nauczyciel musi wysyłać, a też nie każdy z dnia na dzień jest w stanie opanować możliwości nowoczesnej techniki w e-learningu. Tworzy się błędne koło… za które w głównej mierze obarczeni zostaną nauczyciele, a nie tworzone na szybkiego rozporządzenia.

Gdy to wszystko się skończy część z ludzi pewnie będzie musiała się poddać jakieś terapii bo momentami już jest ciężko wyrobić na zakrętach.

Kobiecość w XXI wieku

kobiecosc
JillWellington/pixabay

Dziś my, w cywilizacji zachodu, świętujemy sobie Dzień Kobiet… kwiaty, czekoladki, miłe słowa, może jakieś wyjścia dla wytchnienia. Pielęgnujemy swoją kobiecość, a nasi mężczyźni temu hołdują. Może nie każda z nas to święto lubi, ale będąc kobietami czujemy się dobrze ze swoją szeroko pojętą kobiecością i nie przechodzi nam przez myśl, że przez biologiczną stronę kobiecości nadal można być dyskryminowaną. Obejrzałam dziś pierwszy odcinek nowego sezonu „Efektu Domina”, opowiadający o problemach z tradycją, z którą kobiety w nepalskich prowincjach borykają się do dziś. Tamtejsza tradycja nadal mówi, że menstruacja to grzech i nieczystość, która może sprowadzić na dom chorobę, klątwę, którą ześle bóg (celowo napisałam z małej litery). Dziewczynki i kobiety w czasie miesiączki nie mogą przebywać w domu więc śpią pod gołym niebem, w oborach dla krów bez względu na pogodę. Mogą rozpalić sobie w oborze ognisko, ale ze względu na brak wentylacji zdarza się, że rano już się nie budzą… Domownicy nie mogą dzielić się z nimi posiłkiem więc przez te dni jedzą głównie suchy chleb. Kobiety w połogu też są nieczyste i muszą z noworodkiem również w tej oborze (brudnej i zimnej) przebywać! Urodzenie dziewczynki to także nic wartościowego, gdy rodzą się dziewczynki, można wymienić żonę (na lepszą, taką która urodzi syna). W Kathmandu zawiązała się organizacja, która edukuje dziewczynki i kobiety, która stara się zmienić ich rozumienie cyklu menstruacyjnego, która szyje dla nich wielorazowe zestawy higieniczne, żeby mogły funkcjonować chociaż trochę lepiej. Może dzięki działaniom tej organizacji zakończą się kiedyś takie praktyki. Chociaż podejrzewam, że nepalskie prowincje nie są niestety jedynymi tak zakorzenionymi w podobnych tradycjach…

A ja sobie siedzę w ciepełku, na wygodniej kanapie, piję kawę, wieczorem ułożę się pod miękką kołdrą i mogę zrobić cokolwiek na co tylko mam ochotę, pomimo tego, że dziś dostałam okres. I nijak w głowie nie może mi się zmieścić myśl, że ktoś mógłby nawet pomyśleć, że nie mogłabym tu teraz być, tylko przez kilka dni koczować poza domem…

Obszar zapowietrzony

Szkolnej epidemii ciąg dalszy. Co prawda liczebność obecnych w klasach uczniów trochę wzrosła względem zeszłego tygodnia, ale zaczęli chorować też nauczyciele. Tak czy siak nie jest dobrze. Gdybyśmy mieszkali w Japonii od zeszłego tygodnia wszyscy chodzilibyśmy w maseczkach. Ale u nas jeszcze się tego nie praktykuje, chociaż kichamy i kaszlemy na siebie będąc zamknięci całkiem licznie na niewielkiej powierzchni. Na widok koleżanki w maseczce, inna ze zdziwieniem zapytała: „a co Ty, koronawirusa się spodziewasz?”. Do lekarzy ciężko się dostać… a powikłania po niby zwykłej grypie też powodują śmierć… A w ogóle to jakiekolwiek chorowanie to przecież nic fajnego…

wirus

Pokolenia

pokolenia

Moim dwóm koleżankom w ostatnim czasie zmarły Babcie. Smutne doświadczenie. I nie mam w tym zdaniu nic złego na myśli, ale w moim odczuciu dziewczyny miały szczęście, że mając 40 lat miały jeszcze Babcie. Ja swoje Babcie straciłam mając lat 11 i 26. Juniorka ma jedną Babcię, druga zmarła kilka lat przed Jej urodzeniem. A Babcia to jest Ktoś niesamowity w życiu dziecka. Babcia kocha, rozpieszcza, dzieli się doświadczeniem, ma czas i jest ostoją ciepła i dobroci. Często zapewnia dziecku to, co Mamie, w jej codziennym zabieganiu umyka. Dlatego rola Dziadków w życiu dziecka też jest ważna. Ja czas ze swoją Babcią spędzałam często, pamiętam spacery i smaki dzieciństwa (tak, to właśnie w domu Dziadków one się tworzyły): kogel-mogel, plaster twarogu smarowany masłem i sypany solą 😉 Juniorka skończy 6 lat, moja Mama 70  i oby jeszcze miały przed sobą dużo czasu na wspólne sprawy jak chociażby pieczenie oponek…

oponki

Oglądanie bajek

Najlepiej to telewizora nie mieć. Ale jak się ma to prędzej czy później jakąś bajkę się dziecku włączy. Szczególnie teraz, gdy do dyspozycji ma się kilka kanałów z bajkami nadawanymi niemal przez 24h. I o ile wśród oferty dla dzieci młodszych można znaleźć naprawdę fajne, które nawet czegoś uczą, tak te z oznaczeniem 6+ już takie nie są. Juniorka, która za 2 miesiące skończy 6 lat  niestety bajkami dla młodszych zaczęła się nudzić i zaczyna szukanie nowych. I jak się okazuje bajki należy oglądać wspólnie, a nie tylko włączyć telewizor i zostawić dziecko samemu sobie. Niestety bajki dla ciut starszych przestają mieć walory edukacyjne, za to jest w nich pełno stworów i zachowań które mi się nie podobają, ich fabuła też pozostawia sporo do życzenia. Na przykład: dziś rano Juniorka musiała wstać wcześniej bo to ja musiałam ją ubrać i uczesać, potem gdy ja już zaczęłam zbierać się do pracy to Ona poszła do pokoju i włączyła sobie bajkę, w której nagle poleciał tekst „ty jesteś głupolem, ja jestem głupolem, nie tak trudno jest być głupolem”. Trzeba było na Juniorce wymóc przełączenie kanału bo niestety Ona często lubi to czego lubić nie powinna. Ja staram się kontrolować co moje dziecko ogląda, ale wiadomo też, że nie wszystko upilnuję. A skoro w bajkach dla dzieci są takie i inne teksty to potem nie ma się co dziwić, że w szkole w podobny sposób się do siebie odnoszą…

tvpilot
jarmoluk/pixabay