Długie rękawy i nogawki

Wczoraj media obiegła informacja o ubiorach preferowanych w niektórych szkołach. Śmiać się czy płakać? Brać na poważnie, czy traktować jako fatalną pomyłkę nadgorliwców? Podobno szkoły dementowały… Ale coś musiało być na rzeczy skoro pojawiło się w mediach. Co lepsze, to jak zaczęłam szukać to podobne zalecenia z innych regionów odnośnie noszenia przez dziewczynki długich spodni pojawiały się już w czerwcu… Na dociekania już nie mam ochoty bo boje się, że kiepskie żarty staną się faktem. A mnie wtedy przyjdzie pakować walizki i szukać do życia normalnego miejsca na świecie. A nie takiego, w którym fobie i paranoje nieustannie dzielą społeczeństwo.

I tak płynie czas

OMG, już zapomniałam, że weekendy tak szybko mijają… A jak tak bardzo, wciąż i niezmiennie od dobrych kilku miesięcy, nie ogarniam rzeczywistości. Na tyle rzeczy brak mi czasu. Nie wiem czy to taki głęboki brak zorganizowania? Czy to następstwo ciągłej potrzeby zamknięcia się w swojej skorupce i taka mała hibernacja w efekcie… Jakoś łączę początek dnia z końcem i toczę się dziwnym rozpędem, bo czas w każdym z nas zatrzymuje się nie raz… I to jest właśnie ten problem, że zatrzymuje się tylko we mnie, a na „zewnątrz” już nie… I pozostaje ten wredny wyrzut sumienia, że znowu nie zdążyłam, nie zrobiłam, nie umyłam, nie napisałam, nie przeczytałam, nie… Dobrze, że chociaż świat się przez to nie wali… chyba?

Obrazy z rodzicielstwa

Rodzicielstwo to całe spektrum emocji, myśli, decyzji, działań. Bywa zatem różnie, szczególnie, dla takich ludzi jak my, którzy przez większość życia mówili, że nie będą mieli dzieci i dopiero dobrze po 30tce się na nie zdecydowali. Staramy się być dobrymi rodzicami, ale jesteśmy omylni więc nie zawsze wychodzi tak jak byśmy chcieli. Nie tak dawno wnerwiałam się na Małża, że nie chce zrozumieć potrzeb Juniorki. Mimo to, kocha ją całym sercem. Gdy w niedzielę pod wieczór pojechaliśmy nad jezioro, jak zwykle siedziałam na brzegu i patrzyłam na nich w wodzie. Juniorka trenowała umiejętności pływackie, a Mężu siedział zanurzony w wodzie i obserwował jej poczynania. Ale sposób w jaki na nią patrzył… tu nie trzeba było słów, ten wzrok, skupienie i delikatny uśmiech mówiły, że on patrzy na cały swój świat. Prysły poprzednie moje wnerwienia. Za to gdy zaczął się tydzień to ja w swoim działaniu przez chwilę byłam gorszym rodzicem niż Małżowy brak zrozumienia. Za co teraz mogę się wstydzić i przepraszać swoje dziecko. Nigdy nie będziemy idealni, ale mimo potknięć będziemy się starać być dobrymi rodzicami.

Czytając najnowsze wynurzenia mynystra mojego resortu mogłabym dojść do wniosku, że na jeszcze jednym wychowawczym poletku jestem do kitu. Mynyster łaskaw był zakomunikować, że stanowczo nie zgadza się na jakąkolwiek ideologię ekologizmu polegającą na humanizacji roślin i zwierząt i animalizacji człowieka. Mynyster chyba zapomniał, że doszliśmy do czasów, w których człowiek człowiekowi wilkiem bardziej niż kiedykolwiek. A moje dziecko przytuliło wczoraj swojego szczeniaczka i powiedziało: „kocham cię Dudu” (czyli humanizacja…), co ja jedynie mogę pochwalić, a nie ganić.

Być cool

Jako introwertyka bycie w głównym nurcie lubianych mnie nie interesowało. Wystarczało mi te kilka posiadanych znajomości bez spinki i mój świat. Jednak życie nastolatków jest dużo trudniejsze. Wynagradzając Juniorce nasz wczorajszy samotny motocyklowy wypad dziś po obiedzie zabraliśmy ją nad jezioro. Wakacje, więc mimo poniedziałku plaża tętni życiem, szczególnie tym małoletnim. Można się napatrzeć. I tak obserwowałam grupkę nastoletnich chłopców, trzech takich generalnie „do przodu” i jeden, który „do przodu” chciałby być. Nie umiał pływać więc dwóch cwaniaków wprowadziło go do wody zakładając mu ręce na barki. Jeszcze przed pierwszą linią bojek chłopak próbował się uwolnić i wycofać. Jednak cwaniaczki nie odpuścili dopóki nie zanurzyli mu głowy… Biedak trochę się opił i generalnie zestresował, trochę się jeszcze z niego nabijali, ale on chcąc być cool nie wyszedł z wody. Plaża strzeżona na szczęście. Ale to będzie coś, o czym rodzice nigdy się nie dowiedzą. I oby chęć dorównania chłopakom nie doprowadziła nigdy do katastrofy. Dlatego oprócz asertywności, co pewnie nie jest proste w realizacji gdy akceptacji szuka się wśród grupy rówieśniczej, warto zadbać o to by dziecko umiało pływać, umiało się obronić, umiało znaleźć się w różnych sytuacjach bo co, może strzelić do głowy nastolatkom w grupie tego nigdy nie przewidzimy…

By night

W piątkowy wieczór, bardzo późny wieczór oglądaliśmy film rozgrywający się w Paryżu. Mnóstwo nocnych scen na mieście. Miasta nocą wyglądają inaczej niż za dnia. Światła latarni zmieniają klimat. Pocztówki „by night” zawsze miały w sobie tyle uroku. I ten nocny Paryż ukazany w filmie… piękny i pełen życia. Nasz nocny spokój jest cudowny, ale są takie chwile czy refleksje, że trawa zawsze zieleńsza po drugiej stronie drogi. Pamiętam nocny Wiedeń, działo się tam więcej niż u mnie w samym środku dnia 😉

Girl power

Psychologowie z lokalnego Centrum Wspierania Dzieci i Młodzieży prowadzą zajęcia o różnej tematyce, dla różnych odbiorców. Swoimi działaniami dzielą się na FB. Jeden z ostatnich postów dotyczył zajęć dla dziewcząt prowadzonych pod hasłem „Dziewczynki latają wysoko!”. Na zajęciach poruszane są tematy dotyczące budowania własnej wartości, wiary we własne siły, zdrowego stylu życia, rozmawia się o literaturze, wspiera. Post został zaatakowany przez dwóch panów. Zarzucali indoktrynację i robienie dziewczynkom wody z mózgów. Te komentarze mnie oburzyły i zasmuciły, ale jako matkę dziewczynki przede wszystkim ogromnie przeraziły. Bo jeżeli takie słowa pojawiają się pod postami organizacji wspierających rozwój, to do czego zmierza ten kraj??? Cały czas sądziłam, że po prostu jesteśmy ludźmi, a nasza płeć nie ma znaczenia. Tymczasem takie komentarze pokazują co innego, aż nie chcę myśleć co, bo to po prostu się w moim światopoglądzie nie mieści. Bardzo to przykre. A jakby tego było mało to kaganek oświaty zaczął się zmieniać w kaganiec… I jak w takich warunkach budować właściwe postawy zarówno u dziewcząt jak i u chłopców?

5 minut bociana

Końcówkę tygodnia zdominował bocian z czeskiej wioski. Pani Bocianowa straciła życie na drutach wysokiego napięcia i Pan Bocian został sam z czwórką piskląt. Lokalna społeczność postanowiła wesprzeć samotnego ojca i dokarmiać rodzinkę. Zachwytom nie było końca. W bocianim gnieździe założono big brothera. I to zgubiło bociana, który następnego poranka wyrzucił jedno pisklę z gniazda. Scena się nagrała i poszła w świat, a na bociana wylał się hejt. Widok smutny, ale taka jest natura, instynkt, krąg życia. Ale, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ więc bocian wykazał się nieludzkim okrucieństwem, brakiem empatii, nie doceniającym ludzkiej pomocy w wychowaniu gromadki. Tyle wynika z komentarzy wszechwiedzących aktywistów internetowych. Co innego wynika ze stanowiska ornitologów, ale kto to czyta wypociny jakichś naukowców. Były też komentarze doszukujące się szowinizmów, że gdyby to bocianica została sama to nikt by jej nie pomógł… Z jednej strony historia pełna życiowej prawdy i mogąca czegoś nas nauczyć. Z drugiej strony wyłania się z niej obraz typowego komentatora rzeczywistości wylewającego się z internetów. Możliwość swobodnego wyrażania sądów przez każdego, w każdej z sytuacji sprawia, że co nie którzy czują się ekspertami w dziedzinach o których zielonego pojęcia nie mają. To jest coś, co mi przeszkadza w Internecie, nawet chciałabym żeby było zmienione np. przez brak możliwości komentowania. Może wszystkim wyszło by to na zdrowie, mam wrażenie, że gdy ludzie czytali tylko papierowe gazety nie byli tak rozbuchani w swojej nieomylności, a przynajmniej nie było to tak widoczne jak teraz.

Na żywo u bocianów

Mama = kobieta

Mój prezent dla mojej Mamy wręczyła Juniorka (bo lubi wręczać prezenty więc nie ma co jej tej przyjemności pozbawiać) ze słowami” „to od Twojej kochanej córki”. Ja na swoje świętowanie poczekam do powrotu do domu. W szkole dzieciaki od kilku dni przygotowywały prezenty dla mam i dzisiaj dostaną je do domu, będzie też link nagranego wczoraj występu (Pani poleciła by ćwiczyli wierszyki z innymi członkami rodziny więc nie znam ani słowa).

Ale, że mama jest kobietą to od kilku dni uwagę skupiały posty kobiet (często będących matkami) chorych na rozsiany nowotwór piersi HER2-dodatni, dla których od 1 maja zabrakło refundacji leku ratującego życie. Wiadomo, że gdy nie ma refundacji to koszt leczenia przekracza możliwości wielu z nich, co oznacza dla nich wyrok śmierci. Moja trauma z dzieciństwa związana z chorobą nowotworową bliskiej mi osoby sprawia, że gdy nie muszę nie wchodzę w szczegóły i nie wiem dokładnie na jakie typy raka chorowały moje koleżanki, ale był taki czas, że 3 lata z rzędu jesienią koleżanka z pracy słyszała diagnozę: nowotwór piersi. Teraz czwarta jest w trakcie leczenia, jest dobrze sytuowana więc w jej przypadku pieniądze grają mniejszą rolę… ale to już nie o to nawet chodzi. Dziś przeczytałam komentarz ministra zdrowia w tej sprawie: „Pewna charakterystyka produktu leczniczego została zmodyfikowana. (…) Nikt nie miał świadomości, że będzie to tak interpretowane.” Z kolei na stronie Ministerstwa można podobno znaleźć informację, że: „zmiana nastąpiła wskutek błędu redakcyjnego”, a od lipca zostanie dokonana korekta zapisów. Błąd redakcyjny, który może decydować o czyimś życiu… dobre sobie…

Zdrowia drogie Mamy

Rozliczenia

Dostałam list w kopercie od dostawcy energii o istniejącej nadpłacie w kwocie 9,65 PLN. W kopercie był też druczek do wypełnienia wszystkimi ważnymi numerami i do odesłania aby te pieniążki mogli przelać mi na konto. Znając obecny świat, utrudniający wszystko co proste, domyślam się, że działy rozliczeniowe i wystawiające rachunki rozsiane są na pewno po całej Polsce i nic o sobie nie wiedzą. Ale przecież są komputery, bazy danych i inne technologie, więc czy naprawdę nie prościej jest odliczyć te 9 zeta od następnego rachunku???

A kolory tła grafiki pokrywają się dziś z kolorami na mojej koszuli 😉