Pierwszy jesienny deszcz

Na komputerze mam ustawione wodne tła pulpitu. Jedno zdjęcie, bardzo je lubię, przedstawia okno w kroplach deszczu, a za szybą wiosennie kwitnące drzewa owocowe i łąkę. I choć za oknem mam trochę podobny widok to gdy wiosną próbowałam zrobić takie własne zdjęcie to jednak nie wyszło.

Dzisiejszy popołudnie już nie przypominało tych poprzednich. Już nie było letnie. Już było jesienne, z niebem całkowicie zasnutym chmurami, z porywami wiatru i deszczem spływającym po szybach, dźwięcznie i miarowo. A ja z książka na kanapie łapałam pierwsze chwile weekendu, chcąc zapomnieć o całym świecie i chociaż na te dwa i pół dnia znów zaszyć się we własnej bańce.

Paczki

Czasy się tak rozwijają, że coraz więcej rzeczy zamawia się przez Internet. Kurierów różnej maści nie bardzo trawię i wolę nie korzystać z ich usług. Listonosza mamy cudownego i jemu to nawet jestem skłonna dopłacać do pensji 😉 byle tylko nie rezygnował z pracy na Poczcie 😉 ale nie wszędzie jest taka opcja dostawy. Drugą opcją, którą lubię są paczkomaty. Zainstalowałam sobie aplikację, więc przy odbiorze też jest nieźle. Do tej pory odbierałam paczki w miejscowości, której pracuję bo bliżej nie było możliwości. Ale właśnie ustawili paczkomat jakieś 1,5km od domu więc już pierwsza moja przesyłka do nowej lokalizacji zmierza 🙂

Jesień, jak to tak?

Zaczęła się w kalendarzu. Ale póki co usiądę zaraz przed domem w całkiem letnim ubraniu. Wystawię twarz do słońca. Założę okulary z przeciwsłonecznymi szkłami. I nie będę zwracać uwagi na liście spadające obok. Co najwyżej nieśmiało, prawie szeptem zanucę zwrotkę piosenki Grechuty:

„Od gorąca twych płomieni zapłonęły liście drzew
Od zieleni do czerwieni krążył lata senny lew
Mała chmurka nad jej czołem, mała łezka, słony smak
Pociemniało, poszarzało – jesień, jak to tak?
Jesień, jesień, jak to tak?”

W kratkę

Teraz jest taki czas, że w codziennych stylizacjach dominują bluzki koszulowe. Ubierałam jednego dnia, bluzka jest w kratkę. Drugi dzień, kratka tylko w innym zestawie kolorystycznym. Przygotowuję koszulę na kolejny dzień i co… i znowu kratka? Czy wszystkie bluzki mam w kratkę? Przeglądam szafę – faktycznie jest przewaga kratki w różnych wydaniach. Wcześniej tego nie zauważałam? To może lepiej dla odmiany ubrać tę w kwiatki 😉 A żeby tendencję utrzymać to kupiłam sobie kurtkę w pepitkowy print 😉

Pod skórą

Budzę się rano i czuję jakiś nieokreślony niepokój. Kołdrą muszę być otulona szczelnie bo inaczej jest mi zimno. Do budzika zostało jeszcze kilka minut. Leżę i zastanawiam się czy to tak będzie częściej? To bardzo niekomfortowy stan, który od samego rana spina wszystkie mięśnie i nerwy. Mam ochotę naciągnąć kołdrę jeszcze wyżej, ukryć się w niej… ale nie mogę, jest poniedziałek, obowiązki wzywają. Co przyniesie tydzień? Już te kilka godzin pokazało, że może być nieobliczalny. A ja potrzebuję przewidywalności.

Lazy sunday

Sobotni wieczór zakończył się małym piwem i oglądaniem filmu (uwaga) Siła magnum, klasyk jak określił go Mężu. Faktycznie film z Eastwood’em z 1973 to już klasyk filmów sensacyjnych 😉 No to oglądam, przerwy reklamowe długaśne, ale już jestem ciekawa zakończenia, jest już po północy, ale film zaraz się skończy i przy którymś mrugnięciu powieki klapnęły na dłużej i otworzyły się na reklamach już po filmie… u obojga. Bez komentarza 😉 Także niedziela zaczęła się leniwym wstawaniem i niespiesznym śniadaniem. Potem pranie jeansów, które nie zmieściłyby się wczoraj na suszaku. W międzyczasie Juniorce spadła książka o Arielce, tak jakoś wprost do wody, która była przygotowana do podmiany w akwarium. Wszystkie strony dokumentnie mokre. Dobrze, że rolka ręczników papierowych nowa więc jest czym przekładać i osuszać kartki. Dalej to do roboty przy akwarium. Pranie się wyprało, trzeba je powiesić. Jeszcze podłogi powinnam umyć bo wczoraj szkoda mi na to było popołudnia (ale może jeszcze do jutra wytrzymają…?) Bo po obiedzie to może na spacer nad jezioro, by nie tracić za dużo z tak ładnego, wrześniowego dnia… Nawet graficznie tak właśnie mi się przedstawiła idealnie leniwa niedziela 😉

Popołudnia były i nie były

Intensywny był ten tydzień. Prawie każdego dnia po pracy jeszcze coś do załatwienia. Poniedziałek, ubezpieczenia wszelakie. Wtorek, zebranie rady. Czwartek, zebranie rodziców. Przez co duże zakupy musiały zająć piątkowe popołudnie, które tak chcę by było wolne. Obowiązki przeważały i czasu na przyjemności zabrakło.

Juniorka trafiła do grupy, która okazała się bardziej ogarnięta (co bardzo mnie cieszy). Aklimatyzuje się, do szkoły chodzi bez marudzenia. To, co w śniadaniówce zjada i na obiady chodzi chętnie. Znalazła sobie koleżankę. A, że zawsze była minimalistką w tworzeniu relacji to i teraz nie chce słuchać, że może warto jeszcze z kimś spróbować się zakolegować 😉

Jeden powiat z naszego województwa trafił właśnie do żółtej strefy obostrzeń. A kilka szkół z naszego powiatu pracuje w systemie hybrydowym z powodu przebywania niektórych klas na kwarantannie.

Mężu chodzi poddenerwowany przez rzepak, który zasiany nowoczesną metodą zasklepił się w glebie i marnie wykiełkował. Było tak źle, że w końcu dla wzruszenia ziemi został drastycznie potraktowany na zasadzie wóz-albo przewóz.

Babcia z pobolewającym gardłem i kaszlem.

Dobrze, że chociaż pogoda dopisuje.

Z miłości

Źródła podają, że co trzecia próba samobójcza podejmowana jest z powodu zawodu miłosnego. Rocznie blisko 1200 osób z tej przyczyny chce odebrać sobie życie. Co piątego samobójcy nie udaje się uratować.

Tak wyszło, że ostatnio prowadziłam rozmowę z kimś dla kogo zawód miłosny to najgłupszy z powodów do myśli o samobójstwie. Może to i nie jest powód. Ale to nie o to chodzi. Chodzi o to jak dana osoba czuje się w momencie odrzucenia i jak sobie z tą sytuacją radzi. Nie po każdym spływa to jak po kaczce tylko dlatego, że „tego kwiatu to pół światu”… Do mojej rozmówczyni moje argumenty jednak nie trafiły, że pomiędzy czarnym i białym jest jeszcze cała gama szarości.

Jubilatka

Moja Mama kończy 70 lat. 30 do 100, to mniej niż ja sobie liczę. Wcześniej w moim myśleniu wiek nie określał mojej Mamy. Mama miała po prostu tyle lat ile trzeba. I mimo, że siwe włosy ma pojedyncze, a Jej skóra nie jest usiana zmarszczkami to zaczyna do mnie docierać, że wiek robi się zaawansowany, a różne dolegliwości coraz bardziej dokuczają. Mam nadzieję, że zdrowie jednak będzie Jej dopisywać podobnie jak Jej rodzicom i że sporo czasu jeszcze przed sobą mamy. Że będziemy jeszcze wiele okazji i jubileuszy świętować, włącznie z dorosłością Juniorki…

Luisb/pixabay

Nowy modus operandi

W 99% przypadków duże zakupy robiliśmy w piątkowe popołudnia. Po całym tygodniu pracy jeszcze wyjazd do sklepu, powrót, rozpakowywanie i chowanie produktów i w zasadzie można już było brać się za przygotowywanie kolacji… W ostatnim czasie te duże zakupy robiliśmy w czwartkowe poranki, z racji powrotu do pracy trzeba było wrócić do popołudnia, ale przy czwartku zostaliśmy. I jest to lepsze rozwiązanie. Wczoraj po pracy poszłam jedynie po pieczywo i już mógł zacząć się weekend, już nie trzeba było myśleć o tym, że jeszcze coś musi być wykonane. Po obiedzie poszłam z Juniorką na dwór, a czas mijał spokojnie. Bez pośpiechu można było zrobić kolacje. Dzięki temu wieczorem napięcie wywoływane przez kilkudniowe skupienie przede wszystkim na obowiązkach na pewno już było mniejsze. Piątkowe popołudnia to ma być prawdziwe wolne 🙂