Girl power

Psychologowie z lokalnego Centrum Wspierania Dzieci i Młodzieży prowadzą zajęcia o różnej tematyce, dla różnych odbiorców. Swoimi działaniami dzielą się na FB. Jeden z ostatnich postów dotyczył zajęć dla dziewcząt prowadzonych pod hasłem „Dziewczynki latają wysoko!”. Na zajęciach poruszane są tematy dotyczące budowania własnej wartości, wiary we własne siły, zdrowego stylu życia, rozmawia się o literaturze, wspiera. Post został zaatakowany przez dwóch panów. Zarzucali indoktrynację i robienie dziewczynkom wody z mózgów. Te komentarze mnie oburzyły i zasmuciły, ale jako matkę dziewczynki przede wszystkim ogromnie przeraziły. Bo jeżeli takie słowa pojawiają się pod postami organizacji wspierających rozwój, to do czego zmierza ten kraj??? Cały czas sądziłam, że po prostu jesteśmy ludźmi, a nasza płeć nie ma znaczenia. Tymczasem takie komentarze pokazują co innego, aż nie chcę myśleć co, bo to po prostu się w moim światopoglądzie nie mieści. Bardzo to przykre. A jakby tego było mało to kaganek oświaty zaczął się zmieniać w kaganiec… I jak w takich warunkach budować właściwe postawy zarówno u dziewcząt jak i u chłopców?

Cienka linia życia

Rano przeczytałam informację, że zmarła Lucinda Riley. Podobno od czterech lat zmagała się z chorobą nowotworową. Kilkukrotnie czytałam opisy okładkowe Jej powieści, już prawie dodawałam co niektóre do koszyka… ale jednak żadnej nie kupiłam i żadnej nie czytałam. Tak jakby na ostatniej prostej zawsze brakowało tego czegoś, co mi mówi, że to dobry wybór. Grono fanek miała jednak spore. Może kiedyś się skuszę.

Kilka godzin później przeczytałam o śmierci 3latki, która walczyła o życie w szpitalu, do którego trafiła po pobiciu, czy raczej skatowaniu przez rodziców. Rodzice usłyszeli już zarzuty…

Pada dziś.

W piątek o tygodniu

Tydzień wypełniły wyjazdy służbowe i ogarnianie zamówień. Niestety moim oczom (nawet w okularach) już nie służy tyle godzin przed komputerem przy pisaniu, odbieraniu maili i przeglądaniu ofert. Poza tym jak zawsze pojawiają się dylematy co do niektórych dziecięcych wyborów. W tym roku wśród propozycji pojawiła się książka, którą sama czytałam w listopadzie, powieść obyczajowa i niestety nawet nie z nurtu Young Adults. I chociaż jest to książka dość „bezpieczna” to jednak nie mam przekonania czy już dla 13latki, a poza tym nie mam pewności czy rodzic brał udział w tym wyborze… Zatem żeby potem nie było pretensji jednak zamówiłam coś bardziej odpowiadającego wiekowi. Za kilka minut zacznę weekend. Weekend też wypełni praca, tyle znaków zapytania w dalszym ciągu czeka na rozstrzygnięcie i możliwość realizacji, a czas nieubłaganie ucieka, a zasoby się wyczerpują. Oby na tarczy do końca czerwca 😉

Korek drogowy

Co generuje pojawienie się korków? Szkoła. Dziś ostatnie 1,5 km trasy stałam w korku, przejazd tego krótkiego odcinka zajął mi 40 minut. Do pracy się spóźniłam, mimo że i tak uciekłam jeszcze na objazd osiedlem. A jak dzieciaki nie chodziły do szkoły to o żadnym korku na tym odcinku nie było mowy. Jutro uciekam w bok jeszcze szybciej. I chociaż nie lubię jazdy po betonowych płytach, a potem odcinka z ośmioma progami zwalniającymi to jednak wolę to od stania w korku.

A tak sobie w czwartek po moim niebie latali 😉

Bańka

Ostatnie cztery dni to było takie życie w bańce. W środku tylko to, co chciałam, co przyjemne. Jedyna myśl o pracy to taka, że o pracy zacznę myśleć w poniedziałek. Szkoda, że bańka za kilka godzin pryśnie. Gdy się obudzę będzie już poniedziałek i trzy tygodnie, w których praca zdominuje każdą myśl. Ale cóż, taki life 😉

Dziś dostaliśmy godzinną przepustkę na wyrwanie się motocyklem. Krótko, ale lepszy rydz niż nic i kolejne 50 km przejechane, tylko w innym kierunku niż poprzednio. Wpadliśmy na chwilę nad jezioro, nad którym nigdy nie byłam. Małe, ale ludzie plażowali i kąpali się w najlepsze. Nie powiem, takie wspólne wypady służą nam jako parze. W zasadzie od początku pandemii, od kiedy skończyły się wyjazdy na spektakle to mam wrażenie, że jesteśmy tylko rodzicami. A ten czas we dwoje poza domem też jest ważny.

A tak w ogóle to powinnam się dziś upić, skoro ubrałam bieliznę na lewą stronę 😉

Taka jestem

Niespójna? Niejednorodna? Cień. Iskra. Wiatr. Motyl. Ziarnko piasku. Zabłąkana łódeczka wśród raf. Gdy powstawał ten blog byłam krótko po lekturze „Cienia wiatru”. A, że powstawał bez przygotowania to ten wciąż we mnie pobrzmiewający tytuł został i jego nazwą. Lubię takie dające pole wyobraźni tytuły: „Cień wiatru”, „Więzień nieba”, „Miasto z mgły”, „Gra anioła”. Zafon był w tym mistrzem. Potem przylgnął do mnie tekst piosenki Anny Marii Jopek „Ale jestem”. W refrenie zapisana jestem cała ja. To hymn tego bloga. Później, nawet nie wiem kiedy, zaczął towarzyszyć mi motyl. Może jako symbol duszy, czy motyw przemiany. Nie wiem. W każdym razie jest już częścią mnie. Jedyny problem jest w tym, że chciałabym te trzy motywy główne połączyć w jeden obraz. Co nie zawsze wychodzi, bo zazwyczaj jeden staje się dominujący, a inny praktycznie niezauważalny. Dlatego co jakiś czas na blogu dokonują się pewne zmiany, tak jak teraz. Wczoraj czytając Juniorce „Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek” trzecia powiedziała: każde prawo ma swoje lewo. I tak właśnie jest, wszystko ma swoje odcienie, takie spektrum od prawa do lewa. I jedno bez drugiego istnieć nie może. Tak jak i ja.

Tak jakby wolne

Długi weekend. Słowo weekend nasuwa na myśl inne słowo – wolne. Długie wolne. Chciałoby się… Tylko jak pomyślę ile powinnam przez te 4 dni zrobić, ile na ten przykład w domu nadgonić, to tego wolnego wcale nie widać. A przecież jeszcze chciałabym złapać porządną chwilę relaksu bo czuję się zmęczona. Połowa czwartku już minęła. Co zrobiłam? Śniadanie i kawę, poza tym siedzę na tarasie przyglądając się jak Juniorka jeździ na nowym rowerze (ciut nam się zaszalało bo kupiliśmy już taki na kołach 24 calowych, a może trzeba było na 20, ale jak już wystartuje to jedzie więc ogarnie system).

Czy zrobię dziś jeszcze coś sensownego? Nie wiem. Nie bardzo mam siłę, doleczając zapalenie pęcherza i po wczorajszej całodniowej migrenie czuję się totalnie wypompowana. I znowu odkładam obowiązki na później… Ostatnio we wszystkim mam tyły, nawet w odpisywaniu na komentarze. No cóż, dobrze, że cieplej się robi i wakacje na horyzoncie 🙂

Dzień Dziecka

Po kolacji Juniorka idzie do góry i tam urzęduje z Tatą. Ja ładuję zmywarkę, ogarniam co trzeba. Wczoraj przy tej okazji nie kręcenia się dziecka na dole miałam zapakować prezenty na dzisiejsze święto. Rozłożyłam wszystko na stole, a że nie mogłam dopasować torebki to stwierdziłam, że najpierw zmywarka. Wtem do kuchni wparowała Juniorka. Spojrzała na stół. Poszukała odpowiednią torebkę. Zapakowała wszystko. I torebkę mi oddaje. Mówię, że już może je zatrzymać bo co to za różnica czy teraz czy rano. Ale Ona, że nie, może do jutra zapomni. Koniec końców torebka stała przy jej łóżku, a rozpakowywanie zaczęło się dziś o 7 😉

taka sowa powstała w niedzielę

Świruję

Rozpoczęły się najbardziej nerwowe 4 tygodnie roku. Teraz jeszcze bardziej, gdyż ze względu na pandemię jedno działanie zostało przesunięte na czerwiec (pozornie po to, żeby było więcej czasu… hm…), za które ja jestem odpowiedzialna. Hormony stresu implikują różne „dolegliwości”. Dziś nad ranem obudziłam się zszokowana snem, w którym zmarła osoba z mojej rodziny. Spirale się nakręcają, świata nie ogarniam, nie dostrzegam i zapominam. Całe szczęście dzień dziś ładny i chociaż byłam zła, że dyro wysyła mnie na wyjazd i że stracę cenne godziny bycia na miejscu to jednak dotleniłam się i chwyciłam naturalnej witaminy D, a tego przez najbliższy miesiąc będę bardzo potrzebować. Więcej serotoniny i endorfin, a miej kortyzolu znaczy… aby do urlopu 😉

Niedzielna praca

Mój kuzyn ma swoje powiedzenie: „niedzielna praca w g***o się obraca”. No i cóż i parę razy w życiu już się to sprawdziło 😉 A dziś był kolejny raz. A może to dlatego, że jak już chciałam coś robić to mogłam to, co aktualnie w domu trzeba, a nie się upiększać? Nie jestem sprawna manualnie, paznokcie jakoś tam maluję 😉 ale próbuję swoich sił w stampingu. Zaopatrzyłam się w stemple, płytki i odpowiednie lakiery. I już raz całkiem fajnie mi stempelki na paznokciach wyszły. I chociaż wszystko jeszcze dobrze się trzymało, nie było żadnych odprysków to próżność kazała zmienić stylizację. Co ja się namęczyłam, lakier nijak nie chciał się odbijać na stemplu. Wszystko w końcu było w lakierze. Wściekłam się i zmyłam paznokcie. Ale po obiedzie stwierdziłam, że spróbuję jeszcze raz z lakierem, którego używałam tydzień temu. Jest innej firmy niż ten, który dzisiaj zaplanowałam. No i jakie było moje zdziwienie i radość jak biały bez problemu się stemplował 🙂 I kolejne nakłady na paznokcie poczynione bo kupiłam inne kolory lakierów tej firmy, która u mnie działa. No przecież muszę technikę dopracować, bo mi się ta forma podoba 😀