Wyjątki od reguły

Dnia od kawy nie zaczynam. Do śniadania herbata, a kawa dopiero za jakiś czas do obowiązkowej słodyczy. Ale weekend był tak chmurnie ponury, że w niedzielę zaczęłam od nastawienia ekspresu do kawy. A jak kawa to na śniadanie kanapeczki z żółtym serem posmarowanym wiśniowym dżemem domowej roboty. A tak, lubię takie zestawienie 😉 i dopiero potem miałam siłę i chęć na dwugodzinną wyprawę w las w zestawieniu 2+1+1 😉

Po raz kolejny przekonałam się, że moje dziecko znajdzie wspólny język z każdym dorosłym, ale dzieci się boi… 😦

Po perypetiach z zapisami na warsztaty plastyczne ruszamy, tzn. Juniorka rusza dziś na pierwsze spotkanie. I chociaż zwolniło się miejsce w grupie w naszej szkole to mimo to spróbuję w bardzo kameralnej grupie w innym środowisku…

Duży wpis czeka na możliwość powstania… liczę na wyjątek czyli czasową lukę do wykorzystania na pisanie 😉

Niech mi zalśni w pełnym słońcu kolorami całej ziemi

Usłyszałam w środę na akademii i do tej pory po głowie mi chodzi. I dobrze, to fajna piosenka, która zawsze przenosi mnie w inny świat. A za tydzień może uda się całkiem fajnie to życie dokolorawać. Ale o tym, cicho sza 😉 bo znów się nie spełni 😉

Dziękuję za komentarze. Chociaż często nie odpowiadam na nie, czy nie odwiedzam Was to jesteście ważni. Niestety na razie czas na bloga to kradzione chwile. Ale na pewno wrócę do pełniejszej aktywności.

I tak płynie czas

OMG, już zapomniałam, że weekendy tak szybko mijają… A jak tak bardzo, wciąż i niezmiennie od dobrych kilku miesięcy, nie ogarniam rzeczywistości. Na tyle rzeczy brak mi czasu. Nie wiem czy to taki głęboki brak zorganizowania? Czy to następstwo ciągłej potrzeby zamknięcia się w swojej skorupce i taka mała hibernacja w efekcie… Jakoś łączę początek dnia z końcem i toczę się dziwnym rozpędem, bo czas w każdym z nas zatrzymuje się nie raz… I to jest właśnie ten problem, że zatrzymuje się tylko we mnie, a na „zewnątrz” już nie… I pozostaje ten wredny wyrzut sumienia, że znowu nie zdążyłam, nie zrobiłam, nie umyłam, nie napisałam, nie przeczytałam, nie… Dobrze, że chociaż świat się przez to nie wali… chyba?

Wszak nadal wakacje :)

Na szczęście weekendowo pogoda się poprawiła. Chociaż już następne ochłodzenie prognozują… Ale dobre i to ponieważ przyjemny to był czas na końcówce (jakby nie było) wakacji. W środę ruszam do pracy, chociaż nadal udaję, że to jeszcze szmat czasu i o pracy nie myślę. Jedynie sprzeczka z szefem mi się śniła, w której powiedziałam parę słów na temat jego poglądów, za co chciał mnie zwolnić. Może to zły znak przed nowym rokiem szkolnym? 😉 Nie ważne. Lepiej na przyjemnościach się skupiać. Weekend był wyjątkowy udany ponieważ zaczęty już w piątek urodzinkami kuzyna Juniorki. Sobotę podzieliliśmy na pracę i przyjemności. Była praca w w ogrodzie, a że było już ładnie i ciepło to i przyjemnie było grabić trawę itp. Dla przyjemności pojechaliśmy na pobliskie spotkanie motocyklowe, co prawda na przejazd w paradzie nie zdążyliśmy, ale to i tak miłe oderwanie od rzeczywistości.

Z okazji skończonych żniw i zasianego już rzepaku zrobiliśmy sobie dożynki 😉 była pizza, piwo i lody na deser. Niedzielę zaczęliśmy na odpustowym jarmarku. Wyjątkowe nic w tym roku na straganach było, aż nawet Juniorce ciężko było znaleźć coś fajnego. Ale jak to dziecko, które z utęsknieniem 😉 przez cały rok na tą wiejską atrakcję czeka w końcu odpowiednie fanty nabyła 😉 Jeszcze spotkanie u kuzynami i strzelanie diabełkami. A na zakończenie nadjeziorne atrakcje.