Do zamkniętej szuflady

Zagłębianie się w minione może nam oświetlić różne szufladki ukryte w zakamarkach przeszłości. Do niektórych nawet warto zerknąć ponieważ zrozumienie i akceptacja przychodzą zazwyczaj po latach, czyli gdy nabierzemy dystansu. To zajrzałam do jednej i okazało się, że nie mam już żalu, nawet łzy mogę wybaczyć. Jedynie malwersacje nie uległy przedawnieniu 😉 Ale już pomijając ten fakt, szufladkę mogę zamknąć na dobre, a nawet przenieść do działu wspomnień otagowanych uśmiechem.

szafka

Farfocel

<p style="text-align: …

Niepozamykane definitywnie historie pałętają się po głowie. I denerwujące jest to, że nie ma się już na coś wpływu, a to i tak powraca w sennych koszmarkach. Coś się wydarzyło, ale nic, jedno wielkie niedopowiedzenie – nawet we śnie to dominuje. Pożyczyłam kiedyś komuś, o kim sądziłam, że jest porządnym człowiek sporą kwotę pieniędzy. Nie biorąc pokwitowania (naiwnie) ponieważ sądziłam, że znam człowieka. Pieniędzy jednak pomimo kilku prób nie odzyskałam, dowodu pożyczki nie mam więc nigdzie się z tym udać nie mogę. Na uczciwość człowieka nie mam co liczyć (szczególnie po 4 latach od zdarzenia), poza tym z innych względów też już wolałabym nie mieć kontaktu. Pozostało o fakcie zapomnieć i przełknąć stratę.

Jak cierń

<div …

Jadąc w tamtą stronę nie zauważyłam tamtego zjazdu. Kiedy zorientowałam się, że jestem już za nim, "krzyknęło" mi w głowie, że już nawet nie pamiętam jak tam dojechać. Wracając, uważnie obserwowałam prawą stronę i rozpoznałam, tak znajomy kiedyś skręt. Zobaczyłam przez sekundę tamten blok. I wtedy zabolało. Przecież ja już nawet nie chcę żeby to był mój skręt, mój blok. Dlaczego to nadal wywołuje smutek?

Sentymentalne podróże

<div …

Wróciłam do miejsca, w którym z nim spędzałam szczęśliwe chwile. Jak flesze, dopasowując się do odpowiedniego miejsca, stawały przed oczami fragmenty tamtych spacerów. Jutro muszę jechać tam znowu.
Włożyłam koszulkę, którą nosiłam tylko będąc z nim. Zasypiając miałam wrażenie, że czuję jak przylega szczelnie do moich pleców, chowając mnie w sobie jak to miał w zwyczaju.
A przez myśl przebiegły słowa mężczyzny o jego imieniu. Mężczyzny, który myśli/wierzy, że dla miłości można wszystko.
Odczarowuję przeszłość?

Pękające szwy

<div …

Potrafię myśleć o Nim ze spokojem. Potrafię być wdzięczna za to, że był, że był impulsem do wyrwania się z bagna bo dzięki temu nie mam teraz bagażu nie do udźwignięcia, że był motorem napędowym do zmierzenia się ze sprawami które wydawały się nieosiągalne (a takie nie były), że pokazał inny świat. Potrafię również nadal być wściekła i rozżalona, wystarcza jedna, urojona myśl wlewająca zazdrość do serca by poczuć ból.
Wczoraj stojąc na parkingu przed pracą zobaczyłam jego firmowy samochód. I niewiele się zastanawiając napisałam SMSa. Przecież w niedzielę wieczorem myślałam o tym, co mogę zawdzięczać jego pojawieniu się w moim życiu, nawet przed zaśnięciem chciałam żeby się przyśnił i się przyśnił. Wymieniliśmy kilka wiadomości. Nie oparłam się chęci napisania do niego, ale oparłam się propozycji spotkania więc czułam się "wygrana" i było OK. Wieczorem jednak wpadła mi do głowy jedna myśl i w efekcie poszłam spać w kiepskim nastroju. Ale cóż, sama chciałam, przez własną głupotę wywołuje takie sytuacje więc po co się użalam…

Zawsze to samo

<div …

Napisał dziś SMSa z pytaniem jak się czuję. Pełna oburzenia na ten fakt nie odpisałam. Po 2 godzinach napisał kolejnego bo martwi się o mnie. Podziękowałam, rzeczowo odpowiedziałam na pytania i koniec. Udawana obojętność zniknęła w jednej chwili i cholernie mi smutno bo wróciły wspomnienia, tego jak się wtedy troszczył i jaki był. Patrząc na to jak się teraz czuję to dobrze, że odwołałam ostatnie spotkanie…