Setka Baczyńskiego

Nie mam chyba, aż tak romantycznej duszy. Od poezji wolę prozę. Poza kilkoma wyjątkami. Kocham Tuwima. W rytm bicia serca unosiłam się na słowach Poświatowskiej czy Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej, czasami zadźwięczy Staff. Ale pierwszym poetą, który „dotarł” w pełni do mojej świadomości był Krzysztof Kamil Baczyński, którego rocznicę urodzin dziś obchodzimy.

„Pieśń o szczęściu” K.K. Baczyński

 "Dziś rano cały świat ku­pi­łem,
 gwiaz­dy i słoń­ce, mo­rze, las,
 i ser­ca, lądy i rzek żyły,
 Cie­bie i sie­bie, prze­strzeń, czas.
 Dziś rano cały świat ku­pi­łem,
 za jed­no ser­ce cały świat,
 nad gwiaz­dy szczę­ściem się wy­bi­łem,
 nad czas i mor­skie głę­bie lat…
 Go­rą­ce mo­rza ser­cem pły­ną -
 po­zło­cie nie­prze­by­tych sław,
 gdzieś rze­ki nocy mnie wy­mi­ną
 w głę­bo­kich mo­rzach zło­tych traw.
 Chcę czer­wień ze­rwać z kwia­tów po­lnych,
 czer­wie­nią nocy spa­lić krzew,
 jak pier­si nie­ba chcę być wol­ny,
 w chmu­ry się wbić w ko­ro­nach drzew.
 Mo­rzem w nocy
 Noc się ci­szą ko­ły­sze, zmę­czo­na wzru­sze­niem,
 woda pach­nie księ­ży­cem wśród dy­gów błysz­czą­cych,
 nie­skoń­czo­ne, bez cia­ła, śród­fa­li­ste drże­nie
 i cień nocy si­na­wy po wo­dzie się pną­cy.
 Szczę­ście pal­ce roz­dzwa­nia drżą­ce mięk­kim pul­sem,
 my­śli czer­nią za­krze­płe na bły­skach dy­go­cą,
 ser­ce tęt­nem ude­rza w wiel­kiej pier­si nie­ba.
 W głąb roz­czer­ni i szczę­ścia pły­niesz ze mną nocą." 

Zimne, jak za dawnych lat

Kupowanie spodni to, obok butów, największe dla mnie wyzwanie. Z zakupem nowych jeansów nosiłam się prawie 3 miesiące. Mierząc w sklepach zawsze miałam problem z doborem rozmiaru, a co dopiero kupując przez net. Przekonałam się też, że jeansy z większą zawartością elastanu powinnam brać w mniejszym rozmiarze. Rzecz jednak w tym, że nie znoszę elastanu w jeansach. Czarne mam już takie jak lubię. Teraz przyszło na niebieskie. Znalazłam fason, który ma 98% bawełny i tylko 2 elastanu. Długo nie mogłam zdecydować się co do rozmiaru, ale w końcu zaryzykowałam. Przyszły i wydaje się, że będą dobre. Przeszło dobę leżały w paczkomacie więc jak je mierzyłam były bardzooo wyziębione. Od razu przypomniały mi się odległe czasy kiedy jeansy kupowało się na rynku (czyli w nieogrzewanych budkach na placu pod gołym niebem), przymierzanie w takich warunkach już jesienią było wyzwaniem 😉 Ze spodniami kupiłam też bluzę, na gwałt oczywiście nie była mi potrzebna, ale jak zobaczyłam mój rok na nadruku to po prostu musiałam 😉

Za oknem też tak bardziej jak za dawnych lat. Biało i mrozi, a ma mrozić jeszcze lepiej. W taką pogodę oczywiście z przyjemnością słucham „Zimy”. Lubię „Cztery pory roku”w całości, ale „L’Inverno” to majstersztyk, tu autentycznie mróz skrzypi 😉

Obrazy o historii

W szkole lubiłam historię. Ale nie całą. Im historia bliższa naszym czasom tym moje zainteresowanie malało, a gdy lekcje dotyczyły XX wieku to już w ogóle nie był mój temat. Za to lubię i oglądam filmy o II wojnie. Polski serial „Pogranicze w ogniu” to jeden z moich ulubionych w ogóle. Pod koniec zeszłego roku do kin weszła amerykańsko – chińska produkcja „Midway”. Miałam jechać na ten film jako opiekun z dzieciakami. Ale w przeddzień Dyrektor zmienił zdanie ponieważ musiałam zostać na zastępstwach. Film przestali grać w kinach i nie zdążyłam go zobaczyć. Czekałam rok, aż do emisji w hbo w niedzielny wieczór. Z okazji oglądania filmu nawet kąpiel Juniorce odpuściłam 😉 Sceny powietrzno – morskich walk na kinowym ekranie musiały robić wrażenie… A na końcu była dedykacja, która mnie wzruszyła ponieważ film dedykowany jest poległym amerykańskim i japońskim żołnierzom, bo morze pamięta o swoich…

Dziecięcy idealizm

„Dzieciństwo to fabryka kłamstw, które trwają w czasie: przynajmniej w moim przypadku tak było.”

Elena Ferrante „Obsesyjna miłość”

Poruszyły mnie te słowa. Może i tak jest. Gdy wracam do dzieciństwa, ale spoglądając na sprawy z perspektywy wieku i doświadczenia czterdziestolatki to jednak wyglądają one… zgoła inaczej niż gdy patrzę na nie tylko przez pryzmat dziecięcego wspomnienia…

Sięgnąć gwiazd

Sztuka sięgania gwiazd Chiary Parenti. Jak głosi napis na okładce: „Najbardziej inspirująca książka roku”. Z tyłu znajduje się też porada: „przeczytaj, zrób własną listę i zacznij żyć od nowa każdego dnia”. Przeczytałam, a jakże. To całkiem dobra powieść obyczajowa, bohaterką jest Sole, która po śmierci przyjaciółki zaczyna realizować pewien projekt. Listy lęków do pokonania nie będę jednak robić. Nie dlatego czytam takie książki. Może dla niektórych one są motywatorem, dla mnie nie. Czytam książki o takiej tematyce by poczuć, że nie jestem sama w walce ze strachami codzienności. Autorka książki pisze, że sama taka była/jest, bojąca się wszystkiego, nawet tego co dla innych jest „bułką z masłem”, o czym nawet nie pomyślą, że można się tego bać. Ja też całe życie boję się rzeczy prostych. To jest takie niezrozumiałe dla innych więc się o tym nie mówi by nie narazić się na śmieszność. I tak wystarczy, że sama czuję się z tym czasami jak nienormalna. Gdy zaczęłam jeździć do szkoły średniej to gdy był tłok to całą drogę bałam się, że nie przedostanę się do drzwi, że nie zdążę wysiąść. I strachu nie zmniejszało to, że udało się raz, drugi, tysięczny… myśl o tej obawie pewnie by mi przemknął przez głowę i dziś… dlatego spisanie listy i zrobienie czegoś raz nie eliminuje lęku. Boję się wysokości więc pierwszy raz w góry pojechałam mając 31 lat i najwyżej to pewnie byłam na Nosalu, do Doliny Pięciu Stawów nie dotarłam, nie dałam rady, chociaż było już blisko. Boję się schodów ruchomych więc ich unikam, tylko w Perugii nie było alternatywy i musiałam nimi zjechać. Do żadnego innego miasta nie pojechałam sama. Raz tylko sama wsiadłam do autobusu i pojechałam 100 km dalej, ale tam na przystanku czekał Ktoś. Gdy mam coś załatwić telefonicznie to muszę się mentalnie przygotować, już wolę iść osobiście. Wczoraj tuż przy wyjeździe z parkingu czyścili studzienki burzowe, przez co kawałek drogi był zablokowany, i już się denerwowałam czy sprawnie mi się uda wyjechać, a tu jeszcze jak dojechałam do bramy to zobaczyłam, że pobliski przejazd kolejowy jest zamknięty więc moje wyjeżdżanie dodatkowo jeszcze się skomplikowało (przynajmniej w moim pojęciu, bo dla innych tam nic strasznego nie było). Tylko węża nie bałam się wziąć na ręce i to prawda, że ich skóra jest przyjemna w dotyku. Trudno żyję się w ten sposób, gdy dosłownie walczy się o swoją codzienność i jej normalność, to bywa strasznie frustrujące.

Ale to nic, ja już potrafię sobie radzić na tyle na ile mogę. Teraz pojawia się we mnie inny, dużo większy i poważniejszy lęk. Jak będąc bojącym się życia introwertykiem wychować Juniorkę na kobietę, która z odwagą spojrzy życiu prosto w oczy, zmierzy się z nim i będzie umiała czerpać z niego pełnymi garściami? W książce też trafnie jest pokazane jak lęki rodziców przekładają się na lęki dzieci. Ja też już niestety widzę, że popełniłam błędy na fundamentach pewności siebie mojego dziecka. Jak teraz dalej na nich budować? Kiedy z każdym rokiem trzeba bardziej zachęcać do rozwijania skrzydeł, a nie zamykać drzwiczki klatki i wciąż powtarzać: ostrożnie, uważaj… Boję się, bo nie chcę by Juniorka stała się kimś podobnym do mnie…

Wizualizacja

Wczoraj najpierw była wściekłość. Nie mogąc jednak znaleźć ukojenia lęków, beznadziei i bezsilności w końcu się poryczałam. Myślałam, że introwertyzm będzie moim sprzymierzeńcem w tym pandemicznym świecie. Niestety jak zawsze jest wręcz odwrotnie. Nie jest ze mną dobrze i pewnie długo nie będzie. Na co muszę się przygotować, a „słońce” czerpać ze wszystkiego z czego się da. Czytam kolejną książkę, której tematem przewodnim jest pokonywanie własnych strachów. I chociaż wiem, że jutro z każdą godziną mój stres i lęki będą narastać to dzisiejszy wieczór chcę spędzić z obrazem tego cytatu pod powiekami:

„Gdy docieramy do domu na wzgórzu, Ugo wita nas z otwartymi ramionami.

Morze widziane z jego ogrodu połyskuje niczym bezkresna srebrzysta przestrzeń. Jak na pocztówce. Chciałabym tu zamieszkać, by budzić się każdego ranka w tym pięknym domu, z którego roztacza się zapierająca dech w piersiach panorama.

Subtelne dźwięki fortepianu ulatują przez otwarte okno, docierają do nas, otaczając świetlistą łuną.”

Chiara Parenti

Medalion z bursztynem

Nareszcie głowa mimo wszystko na tyle wolna, że mogę opublikować post, który dawno temu już miał tu być. Ale widać ta książka przyzwyczajona jest do perturbacji 😉 Książkę, o której dziś mowa wygrałam w sierpniowym konkursie. Jako, że uwielbiam bursztyn to żadnego problemu nie sprawiło mi konkursowe pytanie o to jaką magię w nim dostrzegam. Moja odpowiedź się spodobała i została nagrodzona książką Medalion z bursztynem. I tu zaczyna się pierwsza perturbacja. Na linii organizator konkursu i wydawca coś nie zagrało i książki do nagrodzonych osób zostały wysłane z dużym opóźnieniem. Z tak dużym, że już myślałam, że tej książki nie otrzymam. Druga perturbacja jest taka, że nie miałam czasu, siły, ani weny aby w ostatnim czasie o niej napisać.

A książkę czytało mi się dobrze. Kryminał. Tajemnica rodzinna. Oddech historii na plecach. Gdańsk. Autorkę odebrałam na tyle pozytywnie, że inną jej powieść już wrzuciłam do księgarnianego schowka.

„Gdzie jesteś, Bernadette?”

Na książkę Marii Semple trafiłam przypadkiem. Trafiłam na bardzo zachęcającą recenzję (szkoda, że teraz nie mogę jej odnaleźć) informującą, że to książka idealna na poprawę humoru, o aspołecznej introwertyczce, ekscentryczce, tak jakoś na wesoło. Pomyślałam, że to coś dla mnie. Kupiłam. Na okładce też słowo „przezabawna” rzuciło się w oczy. Przeczytałam. Zaśmiałam się tylko raz. Może dlatego, że przeglądałam się w tej książce jak w lustrze więc z tego powodu brak zrozumienia Bernadette nie wywoływał poprawy humoru. Po skończeniu lektury z ciekawości zerknęłam na opinie. Więcej jest tych negatywnych, pełnych braku zrozumienia dla konstrukcji, fabuły, a tego typu charakterów to już w ogóle. Zrobiło mi się smutno. Bo ja wiem jak to jest, gdy działania mające powodować zachowanie kontroli i równowagi są nierozumiane przez otoczenie i kwitowane brakiem dobrej woli, a próby zasygnalizowania swojego punktu widzenia są deprecjonowane. Wczoraj też to odczułam w rozmowach więc najpierw wszystko wokół mnie musi być idealne, bym ja przez chwilę mogła być nieidealną i to tylko tak by moje „dziwactwo” było niezauważalne dla innych… Także dziś będę zbierać spadające orzechy.

Zrobiłam sleeveface. Juniorka spojrzała i stwierdziła „Mama, jesteś taka sama jak ta książka”. Tak 😉 szczególnie w przenośni…

Czytanie na głos

Od 2001 roku 29 września, w dzień urodzin Janiny Porazińskiej (autorki książek dla dzieci) obchodzony jest Ogólnopolski Dzień Głośnego Czytania. Juniorka lubi słuchać więc głośno czytamy niemal codziennie, szczególnie przed snem. Pierwszą ulubioną serią były książki o Panu Kuleczce, potem weszło „8+2”, wakacje kończyłyśmy książkami o Pippi Pończoszance (która mocno zaskarbiła sobie Juniorkowe serce). Wczoraj skończyłyśmy „Plastusiowy Pamiętnik” i od razu zaczęłyśmy „Przygody Plastusia”. Po drodze przewinęło się trochę Muminków. Jak też już wiadomo, Juniorka lubi książki pisane dawno temu i czarno białe. Kiedyś w bibliotece wyjęła książkę z półki i stwierdziła „fuj, jaka kolorowa, nie lubię takich”. To też następne czekają w kolejce „Dzieci z Bullerbyn”, które myślę, że też przypadną Juniorce do gustu ze względu na treść i proste rysunki tworzone w zasadzie tylko za pomocą kreski.

Ale nie ważne czy kolorowe czy czarno-białe, po prostu czytajmy dzieciom na głos.

Paryska bohema

Choć konstrukcja powieści nie do końca jest dla mnie logiczna, to miło było się przenieść do Paryża lat 20 ubiegłego wieku. Poczuć klimat paryskiej bohemy… Kisling, Modigliani, Chanel, Man Ray, Kiki – królowa Montparnasse’u, to tylko niektóre postacie brylujące na kartach powieści. Sklep w Paryżu mimo wszystko pozostawił we mnie jakiś znak zapytania i dalszą ciekawość względem Alice.

sklep w Paryżu
moja wariacja na temat książki i okładki 😉