Bez lewej ani rusz ;-)

Na razie czuję się trochę jak narkomanka 😉 ponieważ póki co jestem uzależniona od numerkowania 😉 przynajmniej jeden numer dziennie musi być pomalowany 😉 Musi bo inaczej mnie nosi i myślę tylko o tym, żeby do obrazu usiąść i malować. Po śniadaniu Juniorka z Tatą ruszyli na górkę na sanki, a ja do malowania, żeby wykorzystać dzienne światło. Dziś kolor nr 9. I co się okazuje… lewa ręka jest czasami bardzo pomocna i chociaż już rzadko używana to jednak nie wyjdzie z wprawy 😉

Moje malowanie po numerach

Trafiłam na ten sposób artystycznego wyrażenia siebie przez przypadek. Reklama pokazuje piękne efekty końcowe i kusi. Kusi niesamowicie, że i mnie się tak uda. No to się skusiłam na dwa obrazy. Pierwszy to Słodka panda – 30x40cm, 20 kolorów, 3 stopień trudności (więc taki średni). Gdy wyjęłam obraz z opakowania to pomyślałam, że nie dam rady, że nie ogarnę tych setek maleńkich pól…

Ale zaczęłam, przecież to obrazek do pokoju córci czyli dodatkowa motywacja. Bardzo pomocna w pracy okazała się lupa z podświetleniem i zestaw dodatkowo zakupionych pędzli. Początki są żmudne, efektu nie widać prawie żadnego ponieważ jasne barwy są tymi nakładanymi w pierwszej kolejności. Ale z każdą nałożoną barwą rosła moja chęć malowania, pojawiają się konkretne kształty i zaczyna być widać, że to jednak wychodzi…

Tak po połowie nałożonych kolorów z malowaniem po numerach robi się trochę tak jak z ciekawością każdego następnego rozdziału ciekawej książki. Chce się malować kolejny numer i kolejny. Satysfakcja rośnie. A sama czynność malowania naprawdę pomaga się odstresować i wyluzować. Co prawda jest to pracochłonne i czasochłonne (wczoraj nawet nie odkurzyłam bo chciałam skończyć 😉 ) ale warto. Dziś panda zdobi już pokój Juniorki, a ja w pewien sposób się spełniłam 🙂

Dziś tylko dlatego, że trzeba było zająć się innymi obowiązkami to nie zaczęłam malować kolejnego obrazu. I chociaż po otworzeniu był ten sam efekt co z pandą – o matuńciu, ile jest tych pól… to jednak już nie mogę doczekać się malowania. Teraz czekają na mnie bzy, które zawisną w salonie, 40x50cm 29 kolorów i 4 stopień trudności. A w planach już zakup obrazu do sypialni, coś sensualnego, ale eterycznego… Bakcyl został połknięty 😉