Design a site like this with WordPress.com
Rozpocznij

Miłego wieczoru

Dorosłe życie to niezliczona liczba rutynowych czynności wykonywanych codziennie i codziennie i codziennie. Rodzicielstwo jeszcze tylko czynności dodaje. I czasami przychodzi taki czas, że mam tego kołowrotku dość, tak jak to było wczoraj. Wieczór to niezmiennie: przygotowanie kolacji dla siebie i Juniorki, karmienie psa, ładowanie zmywarki, pomoc Juniorce w czasie kąpieli, rozczesywanie włosów Juniorki, siedzenie na fotelu obok łóżka Juniorki dopóki nie zaśnie, w tygodniu przygotowanie ubrań na kolejny dzień, wyprowadzenie małego psa i wypuszczenie dużych (tymi dwoma ostatnimi zadaniami czasem wymieniam się z mężem), włączenie zmywarki i dopiero mogę sama przygotować się do snu. Wczoraj Juniorka nie mogła zasnąć, siedziałam przy niej dobre 40 minut. Gdy wróciłam do góry po wyprowadzeniu psa była 22:44, a jeszcze jak weszłam do góry to Juniorka zaczęła marudzić i Mąż poszedł u niej posiedzieć. O tej porze to już nie ma co myśleć o własnym wieczorze. Nie wiem kiedy oglądałam film, który zaczął się o 20, w ogóle nie wiem kiedy oglądałam film w całości… nie wiem kiedy przed godz. 22 miałam czas dla siebie i męża. Wczoraj też chciałam tak niewiele dla siebie, a i tak się nie udało i byłam z tego powodu zła.

Dziś będzie jak zwykle, odhaczę te same rzeczy z listy. Jutro też tak będzie. Będzie tak, aż Juniorka osiągnie kolejny poziom samodzielności. Dopiero wtedy odzyskam kolejną część dnia dla siebie.

A teraz dla osłody zjem sobie porcję sernika z brzoskwinią i wypiję czekoladowe cappuccino.

Reklama

Królowa Chłodu nie lubi zimy

Podniosłam roletę, a za oknem sypał śnieg. O nie, już teraz… dla mnie zdecydowanie za szybko. Śnieg lubię w okresie świątecznym, toleruję w ferie, a najpiękniej to i tak wygląda w filmach i wtedy gdy wychodzenie z domu jest wyborem a nie koniecznością 😉 Uczuciowo jestem zimą, ale zimy nie lubię. Jedno z naszych ukraińskich uczniów nieobecności tłumaczyło padającym deszczem. Ja mogłabym nie chodzić do pracy gdy pada śnieg.

Photo by Pixabay on Pexels.com

Pendolino

W sobotę wyszła za mąż moja uczennica. W sierpniu kolejna para moich uczniów bierze ślub. Jeżeli nie wyjedziemy to pojadę do kościoła i uściskam tą moja już teraz od kilku lat koleżankę z pracy 😉 We wrześniu kolejni zawrą związek małżeński. Ba, ale to jeszcze nic! Są też tacy, którzy mają dzieci w porównywalnym wieku do mojej Juniorki. To jest dopiero coś 😉 Czas leci jak szalony, tylko ja mam wrażenie, że zatrzymałam się gdzieś w jednym punkcie wraz z tym moim bardzo nieletnim jeszcze dzieckiem 😉 i dlatego informacje o ślubach czy narodzinach dzieci u uczniów zawsze zaskakują.

Gdy byłam mała to uważałam, że czas ciągnie się jak flaki z olejem. Dni były długie, tydzień trwał i trwał, miesiąc to była kupa czasu, a rok to w ogóle wychodził poza wyobrażenie. Teraz dni to jak mrugnięcie powiek… Spytałam więc wczoraj Juniorkę czy uważa, że dzień trwa długo? Czy tydzień i miesiąc się jej ciągną? I ku mojemu zdziwieniu odpowiedziała, że nie, że dni mijają szybko. Tylko w jednej sytuacji myśli, że rok to długo, gdy trzeba czekać na urodziny.

Photo by Betu00fcl Balcu0131 on Pexels.com

No to miodzio

Juniorka od jakiegoś czasu prosiła o toster bo ona będzie jadła grzanki z miodem. W końcu Gwiazdor zostawił toster pod choinką. Większy problem to dobry miód. Chciałam kupić prosto od znajomych pszczelarzy. Niestety okazało się, że pierwszy raz zdarzyła im się sytuacja, że miodu już nie mają. Część pszczół im w tym roku padła (choroba, lub pestycydy), a i nektaru też było mało w tym roku. No i klops. Skończyć się musiało na miodzie ze sklepu. Ale tu ktoś inny mnie ostrzegł żebym zerknęła na skład bo nie wszystkie miody są polskie. No to sobie trochę poczytałam, na przykład rady UOKiK dla konsumentów:

  • kupuj miód ze znanego źródła, szukaj na opakowaniu nazwy i adresu producenta
  • koszt wyprodukowania 1kg miodu wynosi od kilkunastu do 20 zł więc jeśli miód jest o wiele tańszy może być importowany lub gorszej jakości
  • naturalny miód krystalizuje się już po kilku miesiącach po zbiorze. Jesienią prawie każdy miód powinien być częściowo skrystalizowany. Jeśli nie jest, możliwe że został podgrzany i ponownie zlany, a jak wiadomo traci on wtedy swoje właściwości
  • gdy na opakowaniu widnieje napis: „mieszanka miodów pochodzących z UE i niepochodzących z UE” oznacza to, że w takim słoiku może być duża ilość miodu z krajów azjatyckich, które często zawierają antybiotyki czy substancje, które są tam dozwolone a w UE zabronione
  • jak odróżnić miód naturalny od sztucznego: miód naturalny w zimnej wodzie osiada na dnie szklanki, a sztuczny od razu się rozpuszcza. Prawdziwy miód lany z łyżeczki na talerz utworzy stożek, sztuczny od razu się rozleje nie tworząc stożka

Miód, który kupiłam w jednej z sieci kosztował prawie 20 zł, nazwa i adres producenta jest i z naklejek wynika, że jest to miód z polskich nektarów, jednak w najmniejszym stopniu nie był skrystalizowany (w sumie to nie wiem czy kiedykolwiek kupiłam w sklepie skrystalizowany w jakimś stopniu miód…). Na razie jemy grzanki z miodem, pijemy go z mlekiem (bo i mnie w końcu krążące po domu wirusy zaczęły rozkładać). Ale chyba jednak poszukam innego pszczelarza w okolicy.

capri23auto
Capri23auto/pixabay

Niepodzielne przez dorosłość

Problemy i trudności pojawiają się na każdym etapie życia. Nawet dzieciom, co niestety my dorośli czasami bagatelizujemy myśląc: jakież to problemy może mieć uczeń podstawówki w normalnym domu, w którym spokojnie się żyje. Niestety przyglądanie się problemom dziecka przez pryzmat doświadczenia z racji dorosłości nie sprzyja obiektywnej ocenie. Dorośli mówią: to minie, to nic takiego, to młodzieńcze, po latach będzie nawet niepamiętane. Niestety właśnie obserwuję takie podejście w bliskim otoczeniu. I niestety do dorosłych nie trafiają tłumaczenia. Dla dorosłych problem dziecka to Kopiec Kościuszki, tymczasem dla dziecka to Mount Everest. I nie ważne, że po latach faktycznie straci swoją wielkość… ważne, że teraz nurtuje, gnębi, rozkojarza. Nie patrzmy przez pryzmat swojego doświadczenia, patrzmy na to, że dziecko dotyka czegoś po raz pierwszy i nie potrafi sobie z tym poradzić. Oczywiście nie eskalujmy, ale podejdźmy do dziecka z uwagą, nawet jeżeli my oceniamy coś jako błahostkę. Słuchajmy i pomóżmy młodemu człowiekowi przez ten kopiec/górę przejść. Jeżeli będziemy często bagatelizowali to dziecko poczuje się nierozumiane i wszystko może obrócić się przeciw nam…

skulona1

Na przekór

Na sobotę mieliśmy zaplanowane wyjście do kina w większym rodzinnym gronie na „Jak wytresować smoka 3”. Rano czułam się OK. Aż tu koło południa gwałtownie zaczęła mnie powalać migrena. Dwa przeciwbólowe i aviomarin (na zawroty i mdłości), chwila poleżenia w ciszy z zamkniętymi oczami i udało się opanować sytuację. Co prawda jadąc do kina dozwolone prędkości przekroczyliśmy, ale spóźniliśmy się nieznacznie. Po wyjściu z kina poczułam, że boli mnie gardło. Ale nic to, pojechaliśmy jeszcze na pizzę. Po powrocie do domu głowa znowu trochę bolała, ale był to już zwykły ból. Wieczorem zaaplikowałam sobie witaminę C, syropek na bazie czarnego bzu i psikadełko na gardło. Dziś nie jest źle. Tylko Juniorce po całkiem dobrym, pod względem zdrowia, lutym zaczyna lecieć z nosa…

uzupełnienie z Blox z dnia: 3 marca 2019

Połączenie nieodebrane

Właśnie dzwonili do mnie z Wyspy Wniebowstąpienia (wyspa na Oceanie Atlantyckim, ok. 1600 km od wybrzeża Afryki). Sygnał krótki, czyżby się rozmyślili czy nadaje się do nieba 😉 Naciągacze nie wiedzą, że ja to czasami nie odbieram połączeń z numerów które znam, a co dopiero jakieś tego typu cuda :p

uzupełnienie z Blox z dnia: 1 marca 2019

Hardcore

W pracy 9 nieobecnych czyli sajgon. Jestem wyczerpana. W oczy rzucił mi się nagłówek o silnym wietrze słonecznym i możliwości zaistnienia u nas zorzy. Super. Ale ja po prostu chcę się wyspać i odpocząć. I tak po obiedzie musiałam wziąć tabletki na ból głowy i położyć się na godzinę. Mam nadzieję, że jutro będzie lepiej bo mam umówione strzyżenie,  a z bólem głowy nie zniosę zapachów u fryzjera i hałasu suszarek.

uzupełnienie z Blox z dnia: 26 lutego 2019

NIE!

Mam okienko. Chciałam wykorzystać chwilę i wpaść na blogi. I co widzę??? Notka bloxa o tym, że zamykają blox już 29 kwietnia! Zaczęłam tutaj pisać w listopadzie 2005 roku… nie chcę tego tracić! Zastanawiałam się czy pisać, czy nie pisać… ale jednak chcę i potrzebuję tego chyba bardziej niż wcześniej, chciałam wykorzystać to miejsce do porządkowania „siebie”. A teraz co? Niby jest możliwość przeniesienia bloga z zawartością do innego miejsca… ale co mi po tym, to inne miejsce. A ludzie? Kotimyszkot, Salmiaki, M.1974, Eldka, Hanjaa, Aspazja, Ms.blond? Gdzie ja potem będę ich szukać? Bo wiadomo wszyscy się rozproszą, albo zaprzestaną pisania. Niby byli też i inni, którzy na przestrzeni lat zniknęli, ale to było co innego, to był ich wybór… a teraz zostaje mi/nam zabrane coś bez naszej „zgody”. Zostanie mi odebrane coś bardzo ważnego w moim życiu i bardzo mi z tym źle!!!

uzupełnienie z Blox z dnia: 25 lutego 2019