Coś w ten deseń

W pobliżu pracy mam sklep dobrej piekarni gdzie zawsze kupuję pieczywo. Dziś po chleb pojechał Małżu. Miał też odebrać ze szkoły książki do uzupełnienia dla Juniorki, przecież to po drodze. Wrócił i mówi, że maść Vicks’a kupił, o którą dodatkowo prosiłam. Ale książek nie odebrał. Zapomniał… Przebrał się w ciuchy robocze i poszedł do swoich zadań, a po książki pojedzie w poniedziałek. W poniedziałek to ja już może w szkole będę, a Juniorka może wyzdrowieje to też. Już nawet chciałam wsiąść w samochód i sama po nie jechać, skoro prosiłam żeby mi je przygotowali… ale potem doszłam do wniosku, że albo mam opiekę i siedzę z dzieckiem albo się pałętam po szkole…

W tym co robi „zawodowo” jest zorganizowany i metodyczny. Ale reszta bywa roztargnieniem, że ręce opadają…

Wk…

Psu o dupę to wszystko potłuc. Organizacja pracy zaczyna wchodzić w opary absurdu sięgające kosmosu. I jak przez ten tydzień z chęcią przygotowywałam filmiki, prezentacje by wspomóc koleżanki, ogarniałam nowe aplikacje i programy by to wszystko było jeszcze atrakcyjniejsze. Tak teraz to mam ochotę napisać rezygnację z pracy albo niech mnie wyrzuci za piorun na profilu skoro mają kablować za poglądy.

W pogoni za czasem

Weekend dobiegł końca. W ekspresowym tempie. To weekend z cyklu tych, w których gonię za każdą minutą z wywalonym jęzorem. Nie lubię takich dni. Czy zdążyłam ze wszystkim? W zasadzie tak. Na liście „to do” pominięte co najwyżej to, co miało być czasem dla mnie. Z przestrachem braku relaksu w oczach próbuje nadrobić go tym wpisem zrzucającym balast z żółci pozostawiania wszystkiego na mojej głowie. Trochę mi ulży, ale i tak nie rokuje to dobrym wejściem w nowy tydzień. No nic, trzeba się ogarnąć, wyspać i liczyć na spokojny poniedziałek.

00:00

Gdy kładłam się spać zegar wyświetlił te magiczne 4 zera.

Koniec i Początek.

Za tydzień koniec tego dobrego i początek nie wiadomo czego. Jeszcze o północy myślałam, że ten koniec będzie taki mój, że na tyle ile się każdego dnia da, będę uciekać do mojego świata. Nie minęło 12 godzin, a już wiem, że ten czas będzie można o kant d***y mojego Małża potłuc. Wrze pod pokrywką.

Lepsiejsze…

Eh, te aktualizacje… Dobijała się jedna taka i dobijała. W końcu ją zaakceptowałam. I teraz mam… totalnie rozwalone zapiski w telefonicznych Notatkach. Takie ulepszenie, że się teraz odnaleźć nie mogę. Kategorie w panel boczny się pochowały, a wszystkie notatki jak puzzle się rozsypały.

Koniec lipca

A jak koniec lipca to połowa lata za nami. W perspektywie jesień więc ciepła trzeba już spodziewać się mniej niż więcej. Jak już po niektórych wpisach można się było zorientować 😉 śledzę na FB kilka australijskich stron. I taką to informację zobaczyłam

zimaPerth
źródło: ABC Perth

23,5 stopnia w ZIMĘ! Tak, wiem, że w swoim oburzeniu nie uwzględniam istotnych różnic w uwarunkowaniach klimatu. Ale, że łatwo się dziś denerwuję to to też mnie wkurza. Co mam dziś za oknem w środku nibyLATA? 20 stopni z przewagą chmur i silnym, chłodnym wiatrem.

Oprócz tego wkurza mnie mulący od 2,3 dni Internet mimo dobrego jak na nasze warunki sygnału. Rozłączający się stary modem… kupiłam nowy, właśnie przyszedł… ale aplikacja go nie widzi, a mnie denerwuje szukanie teraz rozwiązania bo nie mam technicznych spraw w jednym palcu i muszę poszperać i pokombinować i nawet system mnie denerwuje bo nie mogę znaleźć czegoś co w xp raz na jakiś czas wykorzystywałam…

WYLUZOWAĆ…

Nie ma to jak wsparcie z „góry”

Niedziela niedzielą, ale i w niedzielę czasami trzeba popracować. Otworzyłam służbową pocztę i kamienie osunęły mi się na głowę. Albo inaczej, Dyrektor pod nogi kłody podłożył. A rozmawiałam z Nim we wtorek. Powiedziałam co robię. Jakie daty wyznaczyłam. A Dyrektor w piśmie do wszystkich wydłużył termin o tydzień! Czyli skrócił mój czas o połowę… bo Jemu się wydaje, a przecież nigdy procesu nie śledził i nie wie jak przebiega i ile czasu wymaga. Już widzę, że z tego powodu większość olała mojego maila i moją prośbę. Potem jeszcze będzie taka część, która sama wydłuży sobie termin, bo przecież oni jeszcze nie wiedzą. Potem podadzą tylko połowę informacji, resztę w porozumieniu z jeszcze innymi będę musiała ustalić sama. I będziemy się tak przerzucać mailami, bo przecież wszystko odbywa się zdalnie, a czas będzie uciekać jak woda przez palce. A gdzie czas na dwa ostatnie etapy? Powinnam się wściekać. I tak poniekąd jest. Z drugiej strony, już nie czuję tej odpowiedzialności za ewentualne fiasko. Będę tylko upierdliwie Szefowi donosić jak mało mam teraz danych i że wszystko na cienkim włosku zawisnąć może.

Interpelacja obywatelska

Nasze przedszkole przyjmie pierwsze dzieci w najbliższy poniedziałek. Z całej placówki czyli czterech grup zainteresowanych posłaniem pociech jest ośmioro rodziców. My nie posyłamy. Ale w czym innym pojawił się problem. Prawo znowu nie stanęło na wysokości zadania… Jeżeli placówka będzie otwarta to dzieci pozostające w domach nie będą mogły korzystać z nauczania zdalnego. Norma prawna wykazuje, że jedynie w zamkniętych przedszkolach zajęcia mogą być realizowane w formie zdalnej. No i się zdenerwowałam. My do tej pory mieliśmy zajęcia on-line. A mimo to niestety widzę jak przez te dwa miesiące moje dziecko uwsteczniło się społecznie i emocjonalnie. W wyniku ciągłego przebywania z dorosłymi mam wrażenie, że znowu ma 2 lata… chodzi za mną wszędzie, nie odstępuje na krok, mówi, że boi się koronawirusa. I w sumie to jestem przerażona, bo we wrześniu może nie odnaleźć się w zupełnie nowej grupie. ZNP już zgłosiło zaistniały problem do Ministra i mam nadzieję, że Pan Pion(t)kowski szybko się zreflektuje i zajęcia zostaną przywrócone na mocy prawnej. Całe szczęście, że mamy też wychowawczynię z powołania, która działa przede wszystkim z myślą o dzieciach i coś już planuje 😉

A póki co Juniorka osładza sobie życie koktajlami bananowo – borówkowymi

banbor

Jaki kraj?

Jakieś 9 lat temu kupiłam w Galerii Autorskiej Andrzeja Mleczki plakaty, które rozmieściłam w domu. Mamy taki z miłością słonia i mrówki, ze zbuntowanymi ślimakami, które nigdy nie dostały sera za pokazywanie rogów i mamy ten:

wolnykraj

Ale po najnowszej ustawie dotyczącej wyborów odnoszę wrażenie, że to wkrótce  przyjdzie zdjąć… Orwell’owska Policja Myśli nadchodzi.

4:20

Jedno głosowanie i już wstaliśmy w innym kraju niż się położyliśmy. Całe to gadanie o woli suwerena… I co o tym suwerenie tak naprawdę myślą? Już chyba nikt nie powinien mieć wątpliwości.

10 maja NIE idę na wybory. I żyć w takim kraju, w którym obywatel nic nie znaczy też się odechciewa…

wyboryscreen
źródło: Internet