Wirtualnie z tamtego świata

Zakładamy sobie przeróżne konta i profile. Hasłujemy często bez zapisania w żadnym fizycznym notesie. To, że zapomnimy to pół biedy. Czasami dzieje się tak, że nagle odchodzimy z tego świata, a ten wirtualny zostaje. Po śmierci mojej kuzynki, gdy fejs przypominał o różnych rzeczach (które początkowo mnie irytowały), nawet sprawdzałam jaka jest możliwość usunięcia konta bez znajomości hasła. Są na to oczywiście całe procedury kontaktowania się z administratorem i udowadniania, że nie jest się wielbłądem. Potem zauważyłam, że niektórzy wchodzą na Jej profil np. w rocznicę urodzin i zostawiają wirtualny znicz lub piszą kilka słów i uznałam, że widocznie jest im to potrzebne. Dziś ktoś wstawił tam zdjęcie, na którym i Ona jest i napisał, że pamiętają (właśnie zbliża się kolejna rocznica tego tragicznego wypadku). A mnie to rozwaliło, w gardle stanęła gula i popłynęły łzy.

Dobijając cegiełkę do i tak nie najłatwiejszego dnia, w którym Mamę rozłożyła migrena taka z tych odcinających całkowicie od świata (to dla mnie zawsze stresujące dni), a Juniorka coś o bólu gardła wspomina. I taki to jest ten początek urlopu.

Pustka drugiego dziecka

Cieszę się gdy rodzą się dzieci. Ale muszę się z taką wiedzą oswajać. Bo gdy słyszę o drugich dzieciach to pierwszą reakcją jaką odczuwam jest zazdrość. Gdy słyszę, że komuś urodziło się dziecko moje oczy wypełniają się łzami tęsknoty. I już zawsze będzie się to wgryzało w moją duszę. Jako wyrzut sumienia, że nie potrafię, mimo że i starsze ode mnie kobiety rodzą swoje dzieci, że ja nie potrafiłam i już nie będę potrafiła odrzucić lęków i obaw, wznieść się ponad własny… egoizm (przecież może nic z czarnych scenariuszy nie miało by miejsca), a ja jednak pozbawiłam Juniorkę rodzeństwa… 😦 Ciągle między młotem a kowadłem. Z wiecznym pytaniem bez odpowiedzi o to co słuszne. W pełni, a jednak nie do końca…

wilhei/pixabay

Dziedzictwo

Moja Mama w pewnym momencie zaczęła przywozić pamiątkowe dzwonki z wyjazdów. I choć teraz już nie podróżuje, to my dowozimy nowe egzemplarze do kolekcji.

Juniorka spytała: czy Babcia da mi kiedyś jeden dzwonek?

Odpowiedziałam, że kiedyś wszystkie dzwonki będą Jej, że to będzie taka pamiątka po Babci. W tym momencie łzy jak grochy zaczęły spadać na juniorkowe ubranka, które akurat prasowałam.

Stałam do Juniorki tyłem więc nie widziała moich łez, ale świetnie zrozumiała co miałam na myśli. Zaczęła mówić dalej: moja druga Babcia i Dziadkowie odeszli zanim ja się urodziłam. Chciałabym mieć chociaż jednego Dziadka. Ale dzielę się Dziadkiem z moją kuzynką (mojego wujka czasami nazywa właśnie Dziadkiem).

Strasznie trudno jest mi udźwignąć takie tematy rozmów.

Ferie

Plany: wyjazd w góry, czytanie książek, mnóstwo pomysłów na blogowe posty.

Rzeczywistość: rozłożyły mnie (i moją Mamę też) tak francowate bakterie, że całe ferie zostały po prostu wycięte z życiorysu, co gorsze nie tylko z mojego. Ból głowy był taki, że przez niego płakałam, spałam na siedząco, zużywałam 100 sztuk chusteczek na dobę, a kaszel wnętrzności wywracał na drugą stronę. Nie funkcjonowałam, a jedynie wegetowałam. W zasadzie antybiotykoterapia nadal trwa. Jestem okropnie zmęczona fizycznie i psychicznie.

Konsekwencje: zero z planów, zero z odpoczynku, a ferie kończą się dziś. W moim przypadku, osoby dorosłej, no trudno, kopnie człowiek raz w ścianę i złość rozładuje. Żal mi Juniorki. Na cały ten czas została zepchnięta (dla jej dobra) na boczne tory. Dni w większości musiała spędzać samodzielnie, ciągle mając nadzieję, że jak wyzdrowiejemy to pojedziemy w te Jej upragnione góry i śnieg bo przecież Ona nie wie ile te 2 tygodnie trwają. Jeździła z Tatą na zakupy i poszli razem do kina. Aż w końcu do niej dotarło, że ferie się kończą i nigdzie nie pojedziemy. Że marzenie, na które czekała tyle czasu jednak się nie spełni. Zrobiła się smutna, bo ile taki maluch może cierpliwie znieść bycia daleko bo się zarazisz, bycia samowystarczalną i pozbawioną zainteresowania? Mnie też zrobiło się przykro, że Jej marzenia nie mogły się spełnić. Gdy mój kuzyn po drodze z gór zajechał oddać narty mojemu Mężowi Juniorka płakała. A ten ”baran” uspokajał Ją słowami: „nie płacz Juniorko, jeszcze pojedziesz w góry”. Jak mnie te słowa wkurzyły. Ona ma prawo do swojego smutku i wyrażenia go. A co tamto zapewnienie znaczy dla kilkulatka? Tyle samo co powiedzieć, że w wakacje też będzie wolne. No będzie i co z tego? Juniorka swój smutek połknęła ze łzami. Bawi się, powoli odzyskuje moją fizyczną bliskość. Ale ja nadal wrednie czuję się z tą całą sytuacją, chociaż nie miałam za wielkiego wpływu na zaistniały obrót spraw. Dokładnie za rok, to dla nas właśnie rozpoczną się ferie. Za cały, równy rok. I choć o tym nie mówimy, to jestem pewna, że Juniorka już snuje swój wątek nadziei na białe, górskie ferie.

kominekJ
moja pocieszanka, kominek narysowany przez Juniorkę żeby mi było ciepło w stopy

 

29 stycznia

Juniorka spała dziś długo. Leczenie niby skończone. Ale, że jest zupełnie zdrowa to też nie powiem. Kaszel i katar nie ustąpiły do końca. A, że spała długo to i ja korzystałam bo moje rozwijające się przeziębienie najchętniej przespałabym w całości. Kiedy wstałyśmy padał ŚNIEG. 29 stycznia padał u nas pierwszy śnieg tej zimy. Padał chyba z godzinę, rozbudzając dziecięce nadzieje na lepienie bałwana. Jak tylko przestał padać tak zniknął. Mieliśmy dziś wyjeżdżać w Tatry. Juniorka ciągle piszczy, że musi w ferie pojechać (jak to Ona mówi) do gór bo tam jest śnieg. Mój Mąż choć ma o 39 lat więcej niż Juniorka piszczy w ten sam sposób, że jak tak dalej pójdzie z klimatem to za kilka lat i w naszych górach śniegu już nie będzie, a na narty w Alpach czy Norwegii to nas stać nie będzie. Zresztą w Norwegii był w połowie stycznia i śniegu też nie widział, mówili mu, że dopiero 80 km bardziej na północ leży. Ale jak teraz pojechać? Nawet gdyby szanowny Małżonek wspiął się na wyżyny bohaterstwa i spędził z dzieckiem ze dwa dni żebym ja mogła się położyć, wygrzać i wykurować. I mimo, że zmiana mikroklimatu pewnie korzystnie wpłynęłaby na nasze zdrowie. To i tak blado widzę szanse wyjazdu w przyszłym tygodniu. Babcia również przeziębiona i dopiero co wychodzi z kilkudniowej migreny. I jak mam ją tu zostawić?

zima2019
zeszłej zimy chociaż trochę potrafił się u nas utrzymać

Australijskie piekło

Pożary w Australii nieprzerwanie szaleją od bodajże października czyli od ich wiosny. Po filmiku z „płaczącym” poparzonym koalą, który obiegł pewnie cały świat, sprawa ucichła, bynajmniej takie miałam wrażenie. Bardzo mało było w mediach doniesień o bieżącej sytuacji. Jednak z końcem grudnia zwiększyła się liczba informacji. A to, co pokazują to już nie koszmar to prawdziwe piekło. Pojawiły się też komentarze. Oczywiście są te pełne empatii, współczucia, smutku i przerażenia. Ale czytałam i takie: „nie lubię ich to niech się smażą”, „oni nie przyjmują się nami, to czemu ja mam przejmować się nimi”, „pożary są w Australii normalne”

Na TAKĄ skalę na początku ich lata są tak samo normalne jak nasz brak śniegu i 10 stopni ciepła w grudniu i ten szalejący dziś za oknem wiatr…

Jak podaje Onet tylko w Nowej Południowej Walii spłonęły 4 MILIONY hektarów obszaru. Zginęły 23 osoby, z czego aż 12 w ostatnim tygodniu. Straconej fauny i flory nie sposób zliczyć.

aus
tak płonie Australia

Sekundy

Wstajesz rano, jest fajnie, całując dzieci i wspołmałżonka życzysz im miłego dnia. Albo coś poszło nie tak, jakiś zgrzyt o pierdołę i zamiast czułości były nerwy. Ale zawsze masz plany na popołudnie, jutro, Święta… Jedziesz do pracy.

Nagle rozkojarzenie? Pośpiech? Pech? To, na co wystarczy tylko kilka sekund. Samochód. Wypadek. Śmierć.

I nie ma Cię. Oni są. Ale Ciebie już nie ma. Już nie dokończone zostaną żarty ze śniadania. Już nie zostaną naprawione słowa rzucone w złości.

Wyobrażasz to sobie?

Smutny był to dzień w naszej szkole. Zginęła mama naszych uczennic.

Tragiczne

O sprawie małego Dawida czytam jak najmniej. Mam 5-letnie dziecko i… i… po prostu aż brak mi słów by wyrazić myśli i smutek, który powstaje w chwili gdy myślę o tym chłopcu i patrzę na roześmiane oczy Juniorki.

W sąsiedniej wsi zaginął chłopak, w zasadzie młody mężczyzna. Od czwartkowego wieczoru nie ma z nim kontaktu. Rodzina staje na głowie by czegokolwiek się dowiedzieć i mimo ogłoszeń na FB oraz artykułów w prasie mam wrażenie, że są strasznie bezsilni… edit: I tu też tragiczny finał poszukiwań, chłopak nie żyje

Emocje (nie)oszukane

6 lat temu w tragicznych okolicznościach zginęła moja kuzynka. I głupotą było sądzić, że oswoiłam już wszystkie emocje z tym związane opierając się tylko na pozornie stonowanych myślach o Niej, które przez ostatnie dni mi towarzyszyły. Mimo, że byłyśmy z jednego rocznika i byłyśmy jedynymi dziewczynami wśród dzieci rodzeństwa mojej Mamy, to na tamten czas nie byłyśmy ze sobą blisko. Ale uporanie się z Jej śmiercią zajęło mi 1,5 roku. I do dziś mam wrażenie, że gdyby nie stało się to, co się stało, to dziś mogłybyśmy być sobie bliższe, bo akurat wtedy coś zaczęło się zmieniać… [*]

Juniorka obudziła się dziś o 6 rozpalona i z bólem głowy. Po godzinie kręcenia się zasnęła ponownie i przespała jeszcze 2,5 godziny. Po przebudzeniu na termometrze 36,9, ale ból głowy pozostał. Zobaczymy co przyniesie wieczór…