Jednorożce

wiadomo czyje autorstwo 😉 🙂

Dziś Międzynarodowy Dzień Jednorożca. Nie wiem, ale nie pamiętam, żeby za mojego dzieciństwa jednorożce były tak popularne jak teraz. Teraz to absolutnie dziewczyński symbol. Chociaż jak podaje wiki najwcześniej opisane przez Ktezjasza w V-IV w. p.n.e. (wow!) W średniowieczu wizerunek dziewicy z jednorożcem na kolanach był częstym motywem sztuki chrześcijańskiej jako symbol Najświętszej Marii Panny, a sam jednorożec symbolizował Chrystusa. Wierzono również, że róg tego stworzenia jak również i jego łzy mają magiczną moc oczyszczania wszystkiego, czego dotkną, i są panaceum na wszelkie trucizny i choroby. W sztuce średniowiecznej i renesansowej był symbolem czystości i niewinności. Trochę tej magicznej mocy by nam się teraz przydało… Tylko mam wrażenie, że obecnie wizerunek jednorożca jest ciut przesłodzony, a tą tęczą to, za przeproszeniem, powinien aż wymiotować (chociaż może to skojarzenie powodowane zbyt częstym oglądaniem Pingwinów z Madagaskaru i słuchaniu krytyki Skippera 😉 )

Filmiku nie przygotowałam, nie miałam kiedy. Dzisiejszych lekcji z Juniorką nie zrobiłam, nie miałam kiedy. Odstresowującego webinaru nie obejrzałam bo w tym czasie pojechaliśmy na zakupy… I gmail coś mi dziś szwankuje, no akurat dzisiaj!

23 z minutami

Pora spać. Mąż już śpi, na kanapie za ścianą. Tak się dzieje gdy Juniorka śpi ze mną. To już trzecia taka noc w tym tygodniu. Co prawda już bez gorączki, ale po pierwszej dawce antybiotyku więc lepiej mieć ją pod okiem, nawet zamkniętym. Chociaż już tęsknię za Mężem tuż obok. Nawet jak mam focha na niego i śpię na brzegu łóżka to jednak wolę by on spał w tym samym. Po przebojach teleporadowych dziś trafiliśmy na osłuchanie do, jak to się teraz nazywa, gabinetu infekcyjnego i okazuje się, że Juniorka ma zapalenie oskrzeli. Jeżeli w chorobie można w ogóle odnajdywać pozytywy to jest jeden: Juniorka przez lockdown nie traci chodzenia do szkoły. Dowiedzieliśmy się też, że pediatrę Juniorki przenieśli do nowo otwartej filii i trzeba będzie złożyć nową deklarację jeżeli nie chcemy zmieniać lekarza. A jak pora spać to dlaczego nie odsypiam już tych nocy z czuwaniem? Bo chociaż mam opiekę na dziecko to zawodowo i tak trzeba się z niektórych rzeczy wywiązać. A kiedy to robić, jak w ciągu dnia na czym innym trzeba się skupić? Mejl z załącznikami właśnie co do szefa wysłany, a jutro muszę wpaść do pracy na godzinkę. Nieskładna notka na bloga dodana. Relikt 😉 przeszłości uruchomiony w tle jakoś mnie nie zauważa… co i pewnie lepiej. Może jutro uda się przygotować filmik, który ostatnio nagrałam. Jutro też podlajkowany webinar z metod radzenia sobie ze stresem – to akurat mi się przyda 😉 To na tym zakończę dzisiejszy potok ze słów bo to już za chwilę północ.

Świąteczne wydmuszki

Święta mijają. Wybarwione różnymi emocjami, ale to ostatnio charakterystyczne dla mnie. Rozpoczęte żalem wobec Męża, wyrzutami sumienia wobec nie przekazywania Juniorce wzorców prawdziwego partnerstwa, a zakończone ciepłą myślą o miłości do tego mojego, niekiedy, ignoranta. W Święta liczyłam na odpoczynek, ostatni tydzień dołożył wyczerpania psychicznego. Chciałam też odespać, ale ciężko o to jak Juniorka budzi się szybciej niż do szkoły. W zasadzie to dopiero dziś czuję lekkie poluzowanie napiętych strun emocji. Myślałam o Świętach po raz trzeci obchodzonych po pandemicznemu. I chociaż nie doskwiera mi brak spotkań i nie narzekam na obostrzenia to jednak mam wrażenie życia w wydmuszce. A jaka jest wydmuszka? Czy jest krucha i misternie wykonana? Czy jednak jest ładnym opakowaniem bez zawartości? I zaczęłam się też zastanawiać czy te wszystkie doskwierające mi emocje jednak nie są efektem pandemii? Trafił się też test: jaką pisanką jesteś. I też jestem wydmuszką…

Fortecę stawiam od lat, ale chyba zawsze z patyków… Jutro jeszcze powiedzmy, że czas na relaks. W środę do pracy. Juniorka zostanie z Babcią. Trzy dni jakoś zlecą, chociaż trochę do ogarnięcia będzie. Potem znowu trudny tydzień. Od kilku miesięcy życie jest przede wszystkim małą ściemniarą…

Wiosenne Święta

W krzaczorach tuż przy drodze mieszka sarnia i zajęcza rodzinka. A że Wielkanoc, to o zającach dziś będzie, bo chociaż mieszkają tu cały rok, to na początku każdej wiosny, właśnie w okolicach Świąt 😉 są szczególnie widoczne, kiedy to kicają po zazielenionych polach. Przez te kilka dni uwięzienia na górze Juniorka bacznie przyglądała się zającom. Przecież i one na pewno ją obserwowały 😉 Zastanawiała się też, czy sąsiedzi mają niegrzeczne dzieci skoro tyle zajęcy na ich polu urządza podchody. A na polach po prostu robi się smakowicie, wegetacja ruszyła i zboża nabierają najlepszego od dawna smaku, na krzewach pojawiają się równie smaczne pączki, które roślinożercy traktują jako smakołyki. Wiosna drodzy Państwo. I chociaż jeszcze się ochłodziło i chociaż perspektywa w tym roku wyjątkowo blada to jednak wiosna zawsze tchnie nadzieją…

Jedna na milion

Część z Was pewnie pamięta jak mniej więcej rok temu udostępniłam link do zbiórki dla chłopca z guzem mózgu, dla którego jedyną szansą na leczenie była klinika w USA. Udało się wtedy zebrać całą niebagatelną kwotę i chłopiec poleciał na leczenie. Jest tam do dziś, przez ten rok, i tak już ciężko choremu dziecku, przytrafiło się mnóstwo komplikacji. Nie raz był na krawędzi życia. Nie tak dawno przeszedł kolejną operację. Walczy jednak dzielnie. A zbiórki nadal trwają i wciąż dobrzy ludzie zasilają kosztowne leczenie.

Dziś jednak postanowiłam wkleić tu link do innej zbiórki. Tym razem dziewczynki z naszego regionu. Matilda urodziła się z uszkodzonym genem odpowiadającym za zakończenia nerwowe. Taka mutacja trafia się raz na milion urodzeń. Szansą jest terapia genowa. Dziewczynka została zakwalifikowana do badań klinicznych, tylko że koszt to 8 milionów złotych. Dużo się dzieje, nawet morsy mojego Męża już dwa razy brały udział w morsowaniu dla Matildy, ale kwota jest ogromna…

https://www.siepomaga.pl/matilda-salejko

Juniorce znowu lepiej. Na noc dodatkowo nasmarowałam ją Vicks’em.

Mama zaszczepiona Pfizerem. Jej to nawet temperaturę zmierzyli i osłuchali. Nam przy Astrze jedynie formularz kazali wypisywać, nawet temperatury przy wejściu nie mierzyli. Drugie dawki mamy dzień po dniu 😉 Mama 6 maja, a ja 5. Teraz jeszcze zaszczepić Małża. Co prawda właśnie ruszyła rejestracja i dla 40latków na profilu pacjenta, ale jak to u nas, oczywiście są jakieś zgrzyty.

W pokoiku

…na stoliku stoi mleczko i jajeczko do ozdabiania, leżą przybory rysunkowe, podręczniki, stoi syrop na kaszel, sporadycznie talerzyki z przekąskami i co tam jeszcze w danej chwili potrzeba. Życie przeniosło się w głównej mierze do naszej sypialni. Mnie wychowanej w M2 nie przeszkadza taka sytuacja, ale Juniorce brakuje możliwości szalenia po całym domu. Sytuacja się unormowała, temperatura wróciła do normy, kaszel nie jest częsty ani bardzo uciążliwy, ale przeziębienia na dół też zanieść nie możemy. Testu w końcu nie robimy. Dobrze, że w ogóle na teleporadę się załapałyśmy… bo jak się o 7 dzwoni do przychodni i się słyszy, że się jest 57 osobą oczekującą na połączenie z rejestracją to sukcesem jest w ogóle szansa na rozmowę z lekarzem nawet w godzinach mocno popołudniowych. Oprócz porady lekarskiej potrzebna też była opieka na chore dziecko ponieważ według najnowszego rozporządzenia nie przysługuje mi opieka z powodu zamknięcia placówki oświatowej. W naszym pokoiku praca jednak wre. Juniorka ma sporo zadane każdego dnia, a i ja mimo zwolnienia muszę ogarnąć kończący się właśnie konkurs i napływające prace. Brak możliwości normalnego funkcjonowania w domu nie pozwala Juniorce odreagować. Ale wszystko wskazuje na to, że stan zdrowia pozwoli jutro wyjść na spacer. Bo inaczej to w końcu może przyjść kotek i ogonkiem stłuc jajeczko i będzie źle…

Weekendowe stany emocji

Weekend zamienił się w pewien proces przejścia przez różne stany emocji. Piątkowy wieczór przeryczałam. Jako introwertyk zawsze mam w sobie nagromadzone przeróżne emocje. W piątek wulkan wybuchł i łzami niczym lawą zaczęło się ulewać. Najprostsza definicja płaczu to: „Stan emocjonalny, będący reakcją na strach, ból, smutek lub złość.” Z innych artykułów dowiedzieć się można o jego ważnej roli w skomplikowanym systemie regulacji emocji. Antropolodzy dowodzą też, że mamy wrodzoną potrzebę zareagowania widząc płacząca osobę, ponieważ człekokształtni mieli płacz w repertuarze swoich zachowań na długo przed mową. Może i reagujemy na płacz, ale czasami metodą słonia w składzie porcelany. Nie rozumiemy i nie chcemy zrozumieć, za to na stół wjeżdżają wszystkie te „dobre rady” i ciągłe pytania, które nie pomagają. Jako introwertyk ja po prostu chcę się wypłakać. Poszłam spać dosyć wcześnie. Rano obudziłam się oczywiście ze spuchniętymi powiekami. Bolała mnie dusza i ciało, nieokreślony ciężar zalegał na klatce piersiowej. Połowy rzeczy zwyczajowo przypadających na sobotę nie zrobiłam. Chciałam pisać, ale słowa nie do końca się układały. Chciałam tylko spać więc znowu szybko się położyłam. Przez te dwie noce spałam zaskakująco dobrze i zaskakująco dużo mi się śniło. Dzień dzisiejszy jest już znacznie spokojniejszy. Ciśnienie schodzi. Myśli już wybiegają naprzód, już krążą wokół innych tematów niż odpoczynek we własnej skorupie. Co prawda tego co miałam zrobić i tak nie zrobiłam, ale w łazience u góry jest mała awaria więc nie wiadomo jak to dom będzie wyglądał przy jutrzejszej naprawie, a po co dwa razy robić to samo 😉

Taki sobie piątek

Zwykle zakupy Internetowe uznaję za udane. Zwykle jednak korzystam ze sprawdzonych sklepów. Ale teraz nie chciało mi się czekać, a to było konieczne ponieważ mój sklep padł ofiarą pożaru serwerowni OVH więc problemy z bazami danych opóźniały realizację zamówień. A przecież w innych sklepach ten sam towar, a mnie się spieszy… No to mam, jedna rzecz przyszła uszkodzona (użytkowanie możliwe, no ale…), innej nie było w paczce (koszt 4,60zł, no ale…). Teraz to dociekanie swojego, chociażby w sprawie tej uszkodzonej rzeczy… nie lubię takich sytuacji.

Tydzień upłynął kadrowo pod znakiem nieobecności: 1 osoba na zwolnieniu po operacji, 2 osoby na zwolnieniu z powodu przeziębienia, 3 z Covidem, 4 na kwarantannie z powodu kontaktu. No ale jakoś pociągnęliśmy ten wózek, zresztą jak zawsze… tylko jakim kosztem.

Juniorka słabo sobie radzi w kontaktach z rówieśnikami, gdy jej przyjaciół nie ma, to z zabawy z innymi dziećmi często rezygnuje i siada z boku sama. Co też nie sprawia, że widoczny jest smutek, z racji jedynactwa Ona jest samowystarczalna. Rozmawiałam dziś z koleżanką nad sposobami zachęcenia jej do większej aktywności w grupie. I opowiadam o tym w domu, po czym moja Mama wypala: „że po 2 latach trzeba było starać się o drugie dziecko”. Nie pierwszy raz padły takie słowa z jej ust, a że nie jestem w najlepszej formie emocjonalnej to dziś przelało to czarę i odpaliłam: „że znowu to wygadywanie bo to moja wina jest”. Mama momentalnie się obraziła, że się unoszę wobec niej, moje słowa potraktowała jako jakiś zarzut, albo nie wiem co. Ja się poryczałam. Ona odeszła od stołu. Mężu nie bardzo wiedział jak zareagować. Po chwili wstał, po męsku pogłaskał mnie po plecach i powiedział tylko: „to nie Twoja wina, tak się ułożyło”. Atmosfera jest ciężka.

Na pocieszenie muffinka kakaowa z kawałkami czekolady. Chociaż kubki smakowe niech mają radochę.

A w głowie mewy. Kolega podesłał wczoraj na fb. I tak: „przez sztormów święty gniew … rozbitkom wasze skrzydła niosą nadzieję na zbawienny ląd”

Tuż, tuż

Chociaż poranek znów powitał mnie zimową bielą to jednak myśli i odczucia wiosenne coraz śmielsze. Nawet perfumy dziś już wybrałam inne. Już nie pora na te bardziej zawiesiste i ciężkie. Teraz już pora na coś takiego: przyjemnie skomponowane nuty cytryny, melona i frezji połączone z morską bryzą, wiciokrzewem i morelą – wszytko to w oparciu o drzewo sandałowe i ambrę. Zapach jest jak świeży powiew na łące pełnej kwiatów. A czego to może brakować po zimie, jak nie świeżego powiewu na łące pełnej kwiatów, gdzie trawa pokryta jest rosą w rześki poranek? 😉

Stany chorobowe

Po pierwszym zadowoleniu z kontaktu ze służbą zdrowia na nfz teraz wrażenie spadło do zera. Spróbuję wersji prywatnej. Wykupiłam pakiet kardio czyli szereg badań z wizytą na połowę kwietnia. Zrobię też bardziej szczegółowe badania żeby wykluczyć Hashimoto i chorobę Gravesa – Basedowa (te i tak nie są refundowane).

W pracy tylko testy na obecność, kwarantanny, braki kadrowe i wśród kadry pedagogicznej i wśród obsługi. Każdego dnia na innym „froncie” działam. W domu na szczęście pod tym kątem wszyscy zdrowi. Nawet koleżanka Juniorki z ławki po teście, na szczęście z wynikiem negatywnym. A Juniorce znowu rusza się ząb, tym razem dolna lewa dwójka.

A dzisiaj na pocieszenie kakao z piankami.

A tak w ogóle to wiosna idzie. Wczoraj patrząc przez okno w sypialni dostrzegłam 3 lecące bociany.