Moje malowanie po numerach

Trafiłam na ten sposób artystycznego wyrażenia siebie przez przypadek. Reklama pokazuje piękne efekty końcowe i kusi. Kusi niesamowicie, że i mnie się tak uda. No to się skusiłam na dwa obrazy. Pierwszy to Słodka panda – 30x40cm, 20 kolorów, 3 stopień trudności (więc taki średni). Gdy wyjęłam obraz z opakowania to pomyślałam, że nie dam rady, że nie ogarnę tych setek maleńkich pól…

Ale zaczęłam, przecież to obrazek do pokoju córci czyli dodatkowa motywacja. Bardzo pomocna w pracy okazała się lupa z podświetleniem i zestaw dodatkowo zakupionych pędzli. Początki są żmudne, efektu nie widać prawie żadnego ponieważ jasne barwy są tymi nakładanymi w pierwszej kolejności. Ale z każdą nałożoną barwą rosła moja chęć malowania, pojawiają się konkretne kształty i zaczyna być widać, że to jednak wychodzi…

Tak po połowie nałożonych kolorów z malowaniem po numerach robi się trochę tak jak z ciekawością każdego następnego rozdziału ciekawej książki. Chce się malować kolejny numer i kolejny. Satysfakcja rośnie. A sama czynność malowania naprawdę pomaga się odstresować i wyluzować. Co prawda jest to pracochłonne i czasochłonne (wczoraj nawet nie odkurzyłam bo chciałam skończyć 😉 ) ale warto. Dziś panda zdobi już pokój Juniorki, a ja w pewien sposób się spełniłam 🙂

Dziś tylko dlatego, że trzeba było zająć się innymi obowiązkami to nie zaczęłam malować kolejnego obrazu. I chociaż po otworzeniu był ten sam efekt co z pandą – o matuńciu, ile jest tych pól… to jednak już nie mogę doczekać się malowania. Teraz czekają na mnie bzy, które zawisną w salonie, 40x50cm 29 kolorów i 4 stopień trudności. A w planach już zakup obrazu do sypialni, coś sensualnego, ale eterycznego… Bakcyl został połknięty 😉

Okno

Siedzę w fotelu w sypialni i piję kawę. Fotel stoi naprzeciwko okna. Gdy patrzę przed siebie widzę więc poziome i pionowe pasy pól, ścianę lasu i niebo. Mam przed sobą przestrzeń więc mogę puścić wolno swoje myśli, przyda im się to.

Niezbyt często siedzę w tym fotelu. To fotel mojego Męża. Ja mam swoje miejsce na kanapie w salonie. Ale Męża teraz nie ma to wykorzystuję sytuację 😉 Dziś WOŚP, dla mnie w tym roku z biernym udziałem. Ale oczywiście udziałem, ponieważ nie sposób nie dorzucić się do puszki. Z licytacji mam kilka gadżetów. Mężu wystawił książkę, która też swojego nabywcę znalazła. Otwierając któregoś dnia allegro zobaczyłam też licytację założoną przez mojego kuzyna, ale kwota wynosiła już 5200 (no cóż, nie gramy w tej samej lidze finansowej). A wracając na fotel z widokiem to mogę się nim rozkoszować dlatego, że Małżu i jego grupa Morsów właśnie aktywnie działają nad jeziorem na rzecz WOŚP (może nawet za aktywnie jak na ten czas i policja już sprawdzała co jest grane).

okolicznościowy magnes i naszą lodówkową galerię zdjęć i magnesów przy okazji zdobi

I tak, póki co, powoli toczy się niedziela. Gdzie Salmiaki zrobiła mi dzień pewną piosenką i teraz właśnie pielęgnuję swoją chwilę na fotelu z widokiem 😉

Lepszy być nie może

Nie jesteśmy zwolennikami dużych imprez. Chociaż nasze wesele do 6 rano i dwa dni poprawin mogą temu przeczyć 😉 ale to taka impreza, w której to co cesarskie cesarzowi też trzeba oddać… i tylko ludzie z podobnymi upodobaniami rozumieją dlaczego trzy tygodnie wcześniej wzięliśmy ślub cywilny praktycznie bez gości i pojechaliśmy na resztę weekendu nad morze. W związku z czym huczne Sylwestry też nas nie interesują. Raz poszliśmy na Krupówki, ale mimo trzymania się jednak na końcach tłumu to jednak wróciłam z wypalonymi od odłamków sztucznych ogni punktami na kurtce. Innym razem wracaliśmy z Zakopca w Sylwestrowe popołudnie tak, by północ móc świętować we własnym łóżku 😉 Dwa razy wybraliśmy się na sylwestrowe spektakle muzyczne (tą formę spędzania tego wieczoru bardzo lubię). A pozostałe zawsze w domu i też nie na żadnych domówkach, tylko sami ze sobą. Dlatego pandemiczny Sylwester dla nas jest idealny, mało tego otworzył możliwości, które w normalnym świecie nie miałyby miejsca. Obejrzymy na YT rodzinny spektakl świąteczny z naszego Teatru Muzycznego, później spektakl sylwestrowy z opery (na który zdobycie biletów do tej pory graniczyło z cudem). Zjemy bagietkę zapiekaną z kurczakiem i mozzarellą, sałatkę i zawijaną szynkę. Do kawy szarlotka i rogaliki z marmoladą. O północy lampka dobrego szampana. Na około będą balony, bo ich nadmuchania Juniorka nam nie odpuści 😉 I wymienimy się własnoręcznie przygotowanymi upominkami, których przygotowanie zaordynowała i rozdzieliła oczywiście Juniorka. Dla nas to będzie idealne wejście do Nowego Roku. I chociaż niektórzy na pewno będą tęsknić za hucznym Sylwestrem i psioczyć na obecny Świat ograniczeń to jednak mam nadzieję, że ten wieczór mimo wszystko będzie dla wszystkich miły i udany.

Jesień, jak to tak?

Zaczęła się w kalendarzu. Ale póki co usiądę zaraz przed domem w całkiem letnim ubraniu. Wystawię twarz do słońca. Założę okulary z przeciwsłonecznymi szkłami. I nie będę zwracać uwagi na liście spadające obok. Co najwyżej nieśmiało, prawie szeptem zanucę zwrotkę piosenki Grechuty:

„Od gorąca twych płomieni zapłonęły liście drzew
Od zieleni do czerwieni krążył lata senny lew
Mała chmurka nad jej czołem, mała łezka, słony smak
Pociemniało, poszarzało – jesień, jak to tak?
Jesień, jesień, jak to tak?”

Wieczorami

Co prawda do wieczora jeszcze trochę zostało. I chociaż po Anki to zimne już wieczory i poranki. To jednak wieczorami bywa u nas bardziej gwarno niż za dnia. I takie to koncerty wybrzmiewają

A nawiązując do dzisiejszej daty. Chociaż do Warszawy nam daleko to Pamiętamy. Tak jak pamiętam opowieści Dziadka, który walczył w II wojnie i trafił do niewoli.

My dla WOŚP

Żeby nie było, że ja tylko tak za koalami płaczę, to w tym roku WOŚP był dla nas wyjątkowo aktywny. Zaczęliśmy jeszcze przed południem. Przy okazji morsowania dla WOŚP, w którym brał udział również mój Mąż. Do wody weszło przeszło 300 morsów, z czego zebrało się ponad 7 tysięcy złotych.

morsy

Było wesoło bo na plaży były też inne imprezy towarzyszące, a Juniorka wróciła najedzona ziemniakami z ogniska i kiełbaską z rusztu. W domu szybka kawa i obiad i już trzeba było ruszać na wośpowanie Juniorki. Zatańczyła z dziećmi ze swojej grupy. Sztab, w którym występowała zebrał ponad 14 tysięcy. Po występie Juniorki „biegiem” do mojego sztabu. Tu zostałam pomagać już do końca imprezy. U nas sami kwestujący zebrali 26 tysięcy, a ogólna kwota sztabu wyniosła 120 tysięcy złotych. A to wszystko dzieje się na wsiach 🙂 do końca świata i o jeden dzień dłużej 😉

wosp