Siąpi, pada, leje

pada
Adam_D/pixabay

Mieszkamy w jakimś takim zakątku, że deficyty deszczu są u nas większe. Nawet jak zapowiadają deszcz dla naszego regionu, to u nas i tak potrafi nie padać. W ostatnich dniach jednak pada, choć łapie nas zazwyczaj „z ogona chmury” więc ilości są rozsądne. Wczoraj i dziś, według urządzonka do pomiaru ilości opadów, spadło łącznie 15 litrów wody na metr kwadratowy. Rośliny zadowolone i wzrost zauważalny w mgnieniu oka, bo taki deszcz nie ubija gleby i równomiernie w nią wsiąka. Chociaż nie mogłam dwie soboty z rzędu suszyć prania na zewnątrz bo akurat padało (a Babcia mawiała, że jak mąż kocha to pranie zdąży wyschnąć przed deszczem. Czyżbym powinna się nad czym zastanowić…?). Ale to co się zdarzyło na Podkarpaciu to tragedia dla wszystkich i wszystkiego. I to, że spadło dużo wody wcale nie wpłynie znacząco na zmniejszenie suszy. Deszcz nawalny spada, ubija glebę, która nie nadąża wchłaniać wody i spływa w niżej położone tereny. Deszcz nawalny swoją gwałtownością i ilością niszczy uprawy. A tam gdzie spłynie nadmiar wody uprawy zgniją. Można by sądzić, że deszcz to tylko wystarczy, że pada. Ale tak nie jest, ważne jest w jaki sposób pada by ziemia miała z tego korzyść. Spokojnej pogody, ciepła z rozsądną ilością słońca i deszczu (najlepiej nocami).