Nie ma to jak wsparcie z „góry”

Niedziela niedzielą, ale i w niedzielę czasami trzeba popracować. Otworzyłam służbową pocztę i kamienie osunęły mi się na głowę. Albo inaczej, Dyrektor pod nogi kłody podłożył. A rozmawiałam z Nim we wtorek. Powiedziałam co robię. Jakie daty wyznaczyłam. A Dyrektor w piśmie do wszystkich wydłużył termin o tydzień! Czyli skrócił mój czas o połowę… bo Jemu się wydaje, a przecież nigdy procesu nie śledził i nie wie jak przebiega i ile czasu wymaga. Już widzę, że z tego powodu większość olała mojego maila i moją prośbę. Potem jeszcze będzie taka część, która sama wydłuży sobie termin, bo przecież oni jeszcze nie wiedzą. Potem podadzą tylko połowę informacji, resztę w porozumieniu z jeszcze innymi będę musiała ustalić sama. I będziemy się tak przerzucać mailami, bo przecież wszystko odbywa się zdalnie, a czas będzie uciekać jak woda przez palce. A gdzie czas na dwa ostatnie etapy? Powinnam się wściekać. I tak poniekąd jest. Z drugiej strony, już nie czuję tej odpowiedzialności za ewentualne fiasko. Będę tylko upierdliwie Szefowi donosić jak mało mam teraz danych i że wszystko na cienkim włosku zawisnąć może.

Ziemskie raje

„Na pewno masz takie dni – jak wszyscy, tak sądzę – kiedy wstajesz i mijają godziny, a ty marzysz o jakiejkolwiek odmianie, o jakiejś różnicy, o czymkolwiek.” [„Północ i Południe” Elisabeth Gaskell]

No pewnie, że tak. Różne są to marzenia i różne chęci na zmiany. Ostatnio trafiliśmy na program, w którym małżeństwo szukało dla siebie domu na wybrzeżu Belize. W końcu wybrali taki z prywatną plażą i prywatnym molo, z widokiem, który dosłownie zapierał dech w piersi. Czy nie chciałabym mieszkać w takim zakątku? Morze Karaibskie, palmy, ciepło i te widoki… No pewnie, że bym chciała. Chociaż wystarczyłby też fajny zakątek nad naszym morzem…

A jak się zastanawiałam nad treścią tego wpisu to mój zakątek zafundował mi przepiękny spektakl wypatrzony przez Juniorkę

tęcza1a

tęcza2a

Tęcza, wyjątkowa dla nas, ponieważ towarzyszyła nam w zaręczynach i ślubie. Także wczoraj to był jej i mój czas i miejsce.

A na zakończenie wieczoru całkiem przypadkowo trafiłam na film, którego fabuła mieści się w treści cytatu. Kanapkowy król, film oparty na faktach. W połowie lat 80 jedno ze szwedzkich miasteczek uznano za najnudniejsze w kraju. Mieszkańcy niby się oburzyli, ale nic więcej. Tylko jeden człowiek, w zasadzie nieudacznik, postanowił coś z tym zrobić i zrobił. Postanowił ustanowić rekord Guinessa i mimo, że poparcia nie uzyskał to dążył do celu. Rekord został ustanowiony, a na miasteczko nie tylko mieszkańcy, ale i cały kraj spojrzał z innej perspektywy. Ludzie spojrzeli też inaczej na siebie i swoje możliwości.

Zmieniać i dążyć do realizacji marzeń można wszędzie i będąc kimkolwiek.