Na oścież

Bramę mieliśmy przesuwną. Ale przesuwną siłą ludzkich mięśni więc trzeba było wsiadać i wysiadać i czasami trochę się namęczyć. Gadania o założeniu napędu było kilka lat, ale w końcu jest. Miało być roboty na 2,3 dni a wyszły w sumie 3 tygodnie bo jak już robić to zrobić dobrze. Bramę trzeba było zdjąć (całkowita jej długość to 9 metrów). Wymienić szynę po której się porusza. Skuć beton przy wjeździe i zmienić trochę jego profil. Nowy beton zamówiony trochę pokątnie 😉 więc przyjechał pewnego piątku przed godziną 19 więc chciał nie chciał te 4 metry betonu musieliśmy rozciągnąć sami. Trochę posiłkując się ciągnikiem bo inaczej byśmy nie dali rady, chociaż przez moment pracowaliśmy wszyscy włącznie z Babcią i Juniorką.

beton

Beton był zbrojony nie polimerem (jak sądził mój Mąż), a zwykłym drutem, co okazało się dnia następnego gdy na taki zbrojeniowy drucik nadepnęłam i wbił mi się w piętę. Ale gdy beton już był można było założyć bramę (przez blisko 2 tygodnie jej nie mieliśmy). Potem założenie napędu, wyprowadzenie kabli i podłączenie zasilania, przyspawanie potrzebnych elementów, pomalowanie nowych i odświeżenia starych i zakup nietypowych baterii. Ale wczorajszego wieczoru nasza brama zamknęła się po raz pierwszy przy użyciu pilota. Może i to trwało długo, ale wszystko sam zrobił mój Mąż.

Przez czas braku bramy psy też miały kiepsko. Zostały pozbawione nocnego biegania po całym terenie i trzeba było im braki w ruchu inaczej rekompensować. Suką zajął się Mąż, ona nie lubi aportować więc trzeba było brać ją na przebieżki. Psa my wybiegałyśmy, jego miłość do aportowania była w tym przypadku kluczowa. Tu w trochę celowo zwolnionym tempie 😉