Wirtualnie z tamtego świata

Zakładamy sobie przeróżne konta i profile. Hasłujemy często bez zapisania w żadnym fizycznym notesie. To, że zapomnimy to pół biedy. Czasami dzieje się tak, że nagle odchodzimy z tego świata, a ten wirtualny zostaje. Po śmierci mojej kuzynki, gdy fejs przypominał o różnych rzeczach (które początkowo mnie irytowały), nawet sprawdzałam jaka jest możliwość usunięcia konta bez znajomości hasła. Są na to oczywiście całe procedury kontaktowania się z administratorem i udowadniania, że nie jest się wielbłądem. Potem zauważyłam, że niektórzy wchodzą na Jej profil np. w rocznicę urodzin i zostawiają wirtualny znicz lub piszą kilka słów i uznałam, że widocznie jest im to potrzebne. Dziś ktoś wstawił tam zdjęcie, na którym i Ona jest i napisał, że pamiętają (właśnie zbliża się kolejna rocznica tego tragicznego wypadku). A mnie to rozwaliło, w gardle stanęła gula i popłynęły łzy.

Dobijając cegiełkę do i tak nie najłatwiejszego dnia, w którym Mamę rozłożyła migrena taka z tych odcinających całkowicie od świata (to dla mnie zawsze stresujące dni), a Juniorka coś o bólu gardła wspomina. I taki to jest ten początek urlopu.