Siedem żyć?

Ludzie różnie traktują zwierzęta. I to nie tylko te na wsi mają gorzej, bo i te miejskie różnie trafiają (zawsze żal mi widoku psów dużych ras, które siedzą na balkonie na którymś tam piętrze, przez większość dnia w małym mieszkanku). Ale do brzegu bo nie o psach dzisiaj, tylko o kotach. Koty na wsi też mieszkają w domach, są kuwetowe i mało co wychodzą. Jednak większość żyje według własnych ścieżek, jak są w domu (czy wokół niego) to są, jak ich nie ma to kiedyś przyjdą albo i nie. Mnóstwo jest tutaj kotów, które regularnie chodzą na polowania w zboża, w których myszy teraz w bród. Przechodzą drogę, na której obowiązuje ograniczenie do 40km/h, czego niestety nie wszyscy przestrzegają. Całe szczęście do wielkiej tragedii tu nie doszło, ale tych małych trochę jest. I nie wiem jak można potrącić zwierzaka i zostawić go, od tak, na środku asfaltu? I nie to, że w ciemnym zaułku tylko wprost po lampą, na drodze na której w 90% przypadków jedzie jeden samochód w jednym czasie, ale za to właśnie jedzie za szybko szczególnie wieczorem czy nocą… I niestety, taki kot łazik, gdy już leży na asfalcie, staje się bezpańskim zwierzęciem. Ludzie zwalniają, omijają, ale nikt nic nie zrobi. Mężu zakopał wczoraj, nie pierwszego, takiego biedaka… a ładny był, taki trikolor.