
„Wszystko płynie, wszystko się zmienia, raz jest spokojnie, raz wcale, ale nigdy tak samo – odparł filozoficznie żółty beret, którego Tata małej Be nie chciał nosić, bo wyglądał w nim… mało przystojnie. … Mama natomiast uważała, że żonaty mężczyzna nie musi być bardzo przystojny i że żółty beret jest tu jak najbardziej na miejscu.” Przeczytałam wczoraj w jednym z rozdziałów „Nowych przygód skarpetek”. I zaraz pomyślałam czy istnieje może korelacja między żółtym męskim beretem, a słowami które przeczytałam wcześniej, a które były kierowane do żeńskiej części odbiorców Radia Tadeusza głoszące, że: trudny małżonek jest darem Bożym i wyróżnieniem, skoro siła wyższa uznała, że tylko ona (ta właśnie wyróżniona żona) da sobie z owym trudnym egzemplarzem radę… Ale szybo tą myśl porzuciłam ponieważ skojarzenie do takiego wyróżnienia powoduje jeżenie się wszystkich włosków na moim ciele, a dzień… dzień był trudny.
Bo żółty beret, który w koszu na brudną bieliznę wdał się w filozoficzną dysputę z zieloną skarpetą miał rację. Wszystko się zmienia, raz jest spokojnie, raz wcale. Rzeczywistość szybko sprowadziła powyjazdowy świat na ziemię. Babcia dostała silnej migreny, a dodatkowo coś jej przeskoczyło w kręgosłupie. Mnie wczoraj do parteru sprowadziły kobiece dolegliwości też w wersji ekstremalnej. Całe szczęście dziś już mamy się lepiej, zgodnie ze słowami beretu – spokojnie też będzie.
A mi na myśl przyszedł żółty szalik, którego bohater filmu, alkoholik (J. Gajos) dostał od mamy (E. Szaflarska). A tak cudnie naznaczoną, wyróżnioną nie chciałabym być.
mnie też takie wyróżnienie nie w głowie
😊👍
Też za taki dar dziękuję. To już wolę żółty beret 🙂
też wolę beret 🙂
I nic dziwnego 🙂
No, mnie się dostał trudny egzemplarz, ale dałam sobie z nim radę. Ale Boga to bym w to nie mieszała. Ojciec T musi brać dobre prochy, że takie szaleństwa wymyśla. Jak to poczytałam to naprawdę włos się jeży na głowie.
Żółtego beretu bym nie nałożył, ale bandanę od RMFFM wygraną w konkursie, często noszę na działce. 🙂
taka bandana to co innego 🙂
Żółtego beretu bym nie chciała, ale nawet on byłby lepszy niż taki „dar” w postaci małżonka, który nadaje się jedynie, żeby go spuścić z dziesiątego piętro bez spadochronu i parasola …
a zanim się go spuści to można mu co najwyżej zółty beret założyć 😉
hi hi 😁 a jak beret z antenką to jeszcze czegoś wysłucha podczas lotu…😁
byle czegoś wartościowego 😉