Nowe życie

Gdy miałam naście lat baardzo chciałam nosić okulary. No i w końcu minimalną korekcję do bliży mi założyli. Była tak znikoma, że zdarzało mi się nosić je „normalnie”. Potem o tym zapomniałam, potrzeby czytania w okularach nie odczuwałam. Okulary przeciwsłoneczne, które nosiłam bardzo często wystarczały. Wiek i zapewne niebieskie światło ekranów zrobiły swoje. Właśnie zaczynam życie z podwójną parą okularów, do dali i do bliży. Znając siebie to pewnie prędzej czy później to „mieszanie” okularami zacznie mnie irytować i pomyślę jak to było fajnie bez… Posiadanie jednej pary do wszystkiego jest takie bezproblemowe. Mogłam wybrać progresywne… ale, jak to ja, pomyliłam jak to jest z ustawianiem głowy i oczu, a przecież progresy, dla mnie spuszczającej głowę na schodach, by były idealne. Szkła kontaktowe nie wchodzą w grę. Mogłabym jeszcze za radą okulisty zmienić zawód i zostać drwalem…, a wtedy swojej wady nie odczuwałabym wcale. Ale jak sam okulista zaznaczył, przy tym tempie wycinki za 2 lata może już nie być czego ciąć. No to mam dwie pary okularów i tą samą pracę co miesiąc temu. Mąż na pytanie o nowe oprawki odparł: „wyglądasz mniej belfersko”. No masz. A przecież jak wybierałam poprzednie oprawki to powiedział, że w nich najlepiej…

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij