Być cool

Jako introwertyka bycie w głównym nurcie lubianych mnie nie interesowało. Wystarczało mi te kilka posiadanych znajomości bez spinki i mój świat. Jednak życie nastolatków jest dużo trudniejsze. Wynagradzając Juniorce nasz wczorajszy samotny motocyklowy wypad dziś po obiedzie zabraliśmy ją nad jezioro. Wakacje, więc mimo poniedziałku plaża tętni życiem, szczególnie tym małoletnim. Można się napatrzeć. I tak obserwowałam grupkę nastoletnich chłopców, trzech takich generalnie „do przodu” i jeden, który „do przodu” chciałby być. Nie umiał pływać więc dwóch cwaniaków wprowadziło go do wody zakładając mu ręce na barki. Jeszcze przed pierwszą linią bojek chłopak próbował się uwolnić i wycofać. Jednak cwaniaczki nie odpuścili dopóki nie zanurzyli mu głowy… Biedak trochę się opił i generalnie zestresował, trochę się jeszcze z niego nabijali, ale on chcąc być cool nie wyszedł z wody. Plaża strzeżona na szczęście. Ale to będzie coś, o czym rodzice nigdy się nie dowiedzą. I oby chęć dorównania chłopakom nie doprowadziła nigdy do katastrofy. Dlatego oprócz asertywności, co pewnie nie jest proste w realizacji gdy akceptacji szuka się wśród grupy rówieśniczej, warto zadbać o to by dziecko umiało pływać, umiało się obronić, umiało znaleźć się w różnych sytuacjach bo co, może strzelić do głowy nastolatkom w grupie tego nigdy nie przewidzimy…

Prezent

Chociaż do urodzin jeszcze trochę czasu zostało to dostałam już pierwszy prezent 😉 Okazjonalne kupony rabatowe od salonu optycznego 😉 i nie omieszkam skorzystać bo i tak miałam zamiar się tam wybrać, a rabat nadal korzystniejszy niż zniżka wiekowa 😉

Prezenty u nas to dość dziwny temat. Czasami je sobie robimy, czasami nie. Chociaż Juniorkę uczę by jakąś okazjonalną drobnostkę mieć. Małżu w tym względzie jest całkowicie lajtowy. I nawet chciałam się w tym roku zbuntować przy okazji Dnia Ojca, przecież w zerówce cudne laurki dzieciaki zrobiły więc jak mnie zawsze to wystarcza to Jemu też 😉 Na początku czerwca byłam jednak z Juniorką w kiosku po kolejny numer jej czasopisma, a tu słyszę: „chcę coś kupić na dzień taty”. Nauka nie poszła na marne 😉 i cóż było robić… szczególnie, że całkowicie przypadkowo trafił się prezent idealny… Małżu pękał z dumy. I nawet mnie też za prezent podziękował. No.

Rozpusta

No to już w zasadzie koniec. Jeszcze kilka dni w przyszłym tygodniu i odzyskam czas. Zerówki wczoraj popołudniu zakończyły rok szkolny, króciutkim występem, z rodzicami i prezentami. Dziś ja zaliczyłam dwa z czterech apeli na świeżym powietrzu. Na ostatnim przez pół godziny świeciło słońce więc mam, jak to ja, opalone rękawki i śmieszny języczek czy jak kto woli krawacik – ale tak to jest, jak się ubiera bluzki z fikuśną górą. I tak jakoś wszystkich wakacyjne rozleniwienie naszło 😉 więc na obiad samo zdrowie 😉 czyli pizza, pepsi i lody na deser. Jutro sobota więc trzeba będzie jednak się zebrać i parę koniecznych prac w domu wykonać. Ale niedziela? To już inna rzecz 😉 Co prawda w planach wyjazd na cmentarz i na obiad i kawę urodzinową do rodziny. Ale może najpierw, chociaż na godzinkę (bo blisko) da się wyrwać na festyn motocyklowy… może uda mi się poznać motocyklowe żony nowych znajomych Małża z klubu motocyklowego, z którym jeździ ostatnio na wypady. Co prawda na wtorek muszę napisać 2 sprawozdania i uzupełnić trochę dokumentacji, ale tak jakoś nawet nie wzięłam papierów 😉 to w weekend niech będzie rozpusta 😉

hoja, kwiatki wyglądają jak z modeliny, a jak pachną!

Nawałnica

Na przejście frontu atmosferycznego i ochłodzenie czekała pewnie większość. Ja nie koniecznie, bo upały też lubię. Z tej większości dzisiaj i tak pewnie nie wszyscy się cieszą. Pierwsza burza przeszła około południa. Tam, gdzie pracuję, pogrzmiało trochę w oddali, deszczu spadło sporo, ale wszystko na spokojnie. W mieście zlało tak solidnie, że piwnice wielu domów i parkingi podziemne galerii handlowych zostały zalane. W domu oprócz potężnej ulewy szalał też grad. To, że poniszczyło kwiatki to mały pikuś. Obraz rozpaczy odmalował się w ogrodzie warzywnym, tam praktycznie wszystko poobrywane z liści, podziurawione, połamane. 38 krzaków pomidorów hodowanych od nasionka, w tym te pikowane i pielęgnowane przez Juniorkę nazwane Olkiem i Oliwią. Dobrze, że na balkonie uchroniły się 4 doniczki koktajlowych więc tak do końca nie będziemy skazani na zakup tych sklepowych, sztucznie dojrzewanych. Cukinie, ogórki, koper, buraczki, natka pietruszki… Niewiele w tym roku będzie naszego, czyli na pewno zdrowego. Tyle pracy przy pieleniu i dbaniu, w dużej mierze mojej Mamy, na marne. Na polach różnie, pszenica wygląda dobrze, kukurydza w miarę dała radę, ucierpiały buraki cukrowe więc to na pewno odbije się na plonach. Jednak uprawy od kiedy takie zjawiska atmosferyczne są coraz częstsze po prostu muszą być ubezpieczane by nie zostać z niczym. Ot i takie to smuteczki przed wakacjami… Jedyny pozytyw to to, że się w domu ochłodziło. W pokoju Juniorki już nie ma 28,6 stopnia. Już rodzicielski szósty zmysł nie musi ignorować mojego zmęczenia jak to było wczoraj i podpowiadać żeby iść sprawdzić co u dziecka, które mimo uchylonego okna spociło się tak, że trzeba było ją przebrać.

Spokojnej nocy…

Squeeze

Kupalnocka za nami. I bez tańców przy ogniskach było parno. Tysiąc lat temu musiało być pięknie tej nocy… Lato. A jak lato to cytrusy dominują moje zapachy, chociaż akurat tych Słowianie nie znali, ale mieli aromatyczne jeżynowe liście, wonną trawę, zapach suchego siana, miętę, nagietki, las… Tysiąc lat później pod moim prysznicem pachnie mandarynką. Na skórze, Acqua di Gioia to już za mało. To lato należy do CK In2U Her, ten różowy grejpfrut (choć czasami o unisex się ociera) unosi się w powietrzu tak soczyście, że nie mogę się mu oprzeć. A jutro świeżości będzie mi potrzeba. W prognozie +33, w pracy końcowy młyn, dzień intensywny i cały w ruchu i biegu, a potem jeszcze zebranie w saunowych 😉 warunkach, dobrze jak w domu przed 18 będę. Ale światełko w tunelu prześwitywać zaczyna. A… lato, lato, lato czeka… 🙂

By night

W piątkowy wieczór, bardzo późny wieczór oglądaliśmy film rozgrywający się w Paryżu. Mnóstwo nocnych scen na mieście. Miasta nocą wyglądają inaczej niż za dnia. Światła latarni zmieniają klimat. Pocztówki „by night” zawsze miały w sobie tyle uroku. I ten nocny Paryż ukazany w filmie… piękny i pełen życia. Nasz nocny spokój jest cudowny, ale są takie chwile czy refleksje, że trawa zawsze zieleńsza po drugiej stronie drogi. Pamiętam nocny Wiedeń, działo się tam więcej niż u mnie w samym środku dnia 😉

Euro

16 czerwca 2012 roku Polska we Wrocławiu grała mecz z Czechami. W małej salce rozstawiony był projektor by kibice mieli chociaż możliwość zerknięcia na mecz. W 2016 tego dnia graliśmy mecz z Niemcami. Teraz mamy Euro 2020 i niestety Polsce nie przypadło by grać 16 czerwca. Pandemia zepsuła naszą piłkarską tradycję rocznicową, która powstała w trakcie wesela 😉

Ale… mój kuzyn, który złapał krawat mojego Męża, po covidowych perypetiach właśnie w tą sobotę się żeni więc w jakimś sensie tradycja trwa bo akurat będziemy grali z Hiszpanami. Ha 😉

Wyniki… to już mniejsza z tym. Nigdy nie wierzę w możliwości reprezentacji. Siatkarze to co innego 🙂

Girl power

Psychologowie z lokalnego Centrum Wspierania Dzieci i Młodzieży prowadzą zajęcia o różnej tematyce, dla różnych odbiorców. Swoimi działaniami dzielą się na FB. Jeden z ostatnich postów dotyczył zajęć dla dziewcząt prowadzonych pod hasłem „Dziewczynki latają wysoko!”. Na zajęciach poruszane są tematy dotyczące budowania własnej wartości, wiary we własne siły, zdrowego stylu życia, rozmawia się o literaturze, wspiera. Post został zaatakowany przez dwóch panów. Zarzucali indoktrynację i robienie dziewczynkom wody z mózgów. Te komentarze mnie oburzyły i zasmuciły, ale jako matkę dziewczynki przede wszystkim ogromnie przeraziły. Bo jeżeli takie słowa pojawiają się pod postami organizacji wspierających rozwój, to do czego zmierza ten kraj??? Cały czas sądziłam, że po prostu jesteśmy ludźmi, a nasza płeć nie ma znaczenia. Tymczasem takie komentarze pokazują co innego, aż nie chcę myśleć co, bo to po prostu się w moim światopoglądzie nie mieści. Bardzo to przykre. A jakby tego było mało to kaganek oświaty zaczął się zmieniać w kaganiec… I jak w takich warunkach budować właściwe postawy zarówno u dziewcząt jak i u chłopców?

Cienka linia życia

Rano przeczytałam informację, że zmarła Lucinda Riley. Podobno od czterech lat zmagała się z chorobą nowotworową. Kilkukrotnie czytałam opisy okładkowe Jej powieści, już prawie dodawałam co niektóre do koszyka… ale jednak żadnej nie kupiłam i żadnej nie czytałam. Tak jakby na ostatniej prostej zawsze brakowało tego czegoś, co mi mówi, że to dobry wybór. Grono fanek miała jednak spore. Może kiedyś się skuszę.

Kilka godzin później przeczytałam o śmierci 3latki, która walczyła o życie w szpitalu, do którego trafiła po pobiciu, czy raczej skatowaniu przez rodziców. Rodzice usłyszeli już zarzuty…

Pada dziś.

W piątek o tygodniu

Tydzień wypełniły wyjazdy służbowe i ogarnianie zamówień. Niestety moim oczom (nawet w okularach) już nie służy tyle godzin przed komputerem przy pisaniu, odbieraniu maili i przeglądaniu ofert. Poza tym jak zawsze pojawiają się dylematy co do niektórych dziecięcych wyborów. W tym roku wśród propozycji pojawiła się książka, którą sama czytałam w listopadzie, powieść obyczajowa i niestety nawet nie z nurtu Young Adults. I chociaż jest to książka dość „bezpieczna” to jednak nie mam przekonania czy już dla 13latki, a poza tym nie mam pewności czy rodzic brał udział w tym wyborze… Zatem żeby potem nie było pretensji jednak zamówiłam coś bardziej odpowiadającego wiekowi. Za kilka minut zacznę weekend. Weekend też wypełni praca, tyle znaków zapytania w dalszym ciągu czeka na rozstrzygnięcie i możliwość realizacji, a czas nieubłaganie ucieka, a zasoby się wyczerpują. Oby na tarczy do końca czerwca 😉

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij