I tak płynie czas

OMG, już zapomniałam, że weekendy tak szybko mijają… A jak tak bardzo, wciąż i niezmiennie od dobrych kilku miesięcy, nie ogarniam rzeczywistości. Na tyle rzeczy brak mi czasu. Nie wiem czy to taki głęboki brak zorganizowania? Czy to następstwo ciągłej potrzeby zamknięcia się w swojej skorupce i taka mała hibernacja w efekcie… Jakoś łączę początek dnia z końcem i toczę się dziwnym rozpędem, bo czas w każdym z nas zatrzymuje się nie raz… I to jest właśnie ten problem, że zatrzymuje się tylko we mnie, a na „zewnątrz” już nie… I pozostaje ten wredny wyrzut sumienia, że znowu nie zdążyłam, nie zrobiłam, nie umyłam, nie napisałam, nie przeczytałam, nie… Dobrze, że chociaż świat się przez to nie wali… chyba?

Wszak nadal wakacje :)

Na szczęście weekendowo pogoda się poprawiła. Chociaż już następne ochłodzenie prognozują… Ale dobre i to ponieważ przyjemny to był czas na końcówce (jakby nie było) wakacji. W środę ruszam do pracy, chociaż nadal udaję, że to jeszcze szmat czasu i o pracy nie myślę. Jedynie sprzeczka z szefem mi się śniła, w której powiedziałam parę słów na temat jego poglądów, za co chciał mnie zwolnić. Może to zły znak przed nowym rokiem szkolnym? 😉 Nie ważne. Lepiej na przyjemnościach się skupiać. Weekend był wyjątkowy udany ponieważ zaczęty już w piątek urodzinkami kuzyna Juniorki. Sobotę podzieliliśmy na pracę i przyjemności. Była praca w w ogrodzie, a że było już ładnie i ciepło to i przyjemnie było grabić trawę itp. Dla przyjemności pojechaliśmy na pobliskie spotkanie motocyklowe, co prawda na przejazd w paradzie nie zdążyliśmy, ale to i tak miłe oderwanie od rzeczywistości.

Z okazji skończonych żniw i zasianego już rzepaku zrobiliśmy sobie dożynki 😉 była pizza, piwo i lody na deser. Niedzielę zaczęliśmy na odpustowym jarmarku. Wyjątkowe nic w tym roku na straganach było, aż nawet Juniorce ciężko było znaleźć coś fajnego. Ale jak to dziecko, które z utęsknieniem 😉 przez cały rok na tą wiejską atrakcję czeka w końcu odpowiednie fanty nabyła 😉 Jeszcze spotkanie u kuzynami i strzelanie diabełkami. A na zakończenie nadjeziorne atrakcje.

Dotyk

Młodzi i piękni, na studenckiej imprezie. Kołysała się do rytmu muzyki gdy poczuła, że jest tuż za nią, że może o niego oprzeć się plecami. Nie bała się, mimo że nie odwróciła się sprawdzić kto to, po prostu wiedziała, że to on. Głowę miała tuż po jego brodą. Po stykających się ciałach rozlewała się fala wspólnego, naelektryzowanego ciepła…

I się obudziłam.

Obrazy z rodzicielstwa

Rodzicielstwo to całe spektrum emocji, myśli, decyzji, działań. Bywa zatem różnie, szczególnie, dla takich ludzi jak my, którzy przez większość życia mówili, że nie będą mieli dzieci i dopiero dobrze po 30tce się na nie zdecydowali. Staramy się być dobrymi rodzicami, ale jesteśmy omylni więc nie zawsze wychodzi tak jak byśmy chcieli. Nie tak dawno wnerwiałam się na Małża, że nie chce zrozumieć potrzeb Juniorki. Mimo to, kocha ją całym sercem. Gdy w niedzielę pod wieczór pojechaliśmy nad jezioro, jak zwykle siedziałam na brzegu i patrzyłam na nich w wodzie. Juniorka trenowała umiejętności pływackie, a Mężu siedział zanurzony w wodzie i obserwował jej poczynania. Ale sposób w jaki na nią patrzył… tu nie trzeba było słów, ten wzrok, skupienie i delikatny uśmiech mówiły, że on patrzy na cały swój świat. Prysły poprzednie moje wnerwienia. Za to gdy zaczął się tydzień to ja w swoim działaniu przez chwilę byłam gorszym rodzicem niż Małżowy brak zrozumienia. Za co teraz mogę się wstydzić i przepraszać swoje dziecko. Nigdy nie będziemy idealni, ale mimo potknięć będziemy się starać być dobrymi rodzicami.

Czytając najnowsze wynurzenia mynystra mojego resortu mogłabym dojść do wniosku, że na jeszcze jednym wychowawczym poletku jestem do kitu. Mynyster łaskaw był zakomunikować, że stanowczo nie zgadza się na jakąkolwiek ideologię ekologizmu polegającą na humanizacji roślin i zwierząt i animalizacji człowieka. Mynyster chyba zapomniał, że doszliśmy do czasów, w których człowiek człowiekowi wilkiem bardziej niż kiedykolwiek. A moje dziecko przytuliło wczoraj swojego szczeniaczka i powiedziało: „kocham cię Dudu” (czyli humanizacja…), co ja jedynie mogę pochwalić, a nie ganić.

Martwy punkt

Mam wrażenie, że ostatnio życie na wielu płaszczyznach w martwych punktach poutykało… Dobrze jedynie, że potem przychodzi taki moment, w którym coś rusza w dobrym kierunku. Pandemia, tu to by dużo pisać… Pogoda, zatrzymała żniwa i przeszło tydzień wszystko stało, czas uciekał, nerwówka się nakręcała. Na szczęście piękny weekend udało się wykorzystać i skosić to, co w końcu dojrzało.

Spotkania towarzyskie, nawet z tymi niewidzianymi przez jakieś 20 miesięcy w końcu się wybrałam. Wyprawkę dla Juniorki też już prawie ogarnęłam, chociaż wyjątkowo się w tym roku nie mogłam za to zabrać. Jeszcze jest jeden martwy punkt bo źle przeliczyłam siły na zamiary, ale nie ma wyjścia i on musi ruszyć do przodu. Mam nadzieję. I tylko weekendowe morze za 2 tygodnie stoi pod wielkim znakiem zapytania, bo jak pogoda się nie polepszy to nie ma sensu… Bilety na „Bulwar Zachodzącego Słońca” do opery zakupione na wrzesień (chyba jeszcze lockdown wtedy nie grozi, bo na ten musical to mieliśmy iść w ubiegłym roku…)

Gdy w listopadzie będzie padał deszcz

Książki o Skarpetkach do mnie nie przemawiały. Pierwszą część kupiłam bo Juniorka chciała. Czytałam, bo Juniorka chciała, bez własnej przyjemności. Potem Juniorka chciała kolejną część. Kupiłam, no bo co… Ale z każdym rozdziałem dostrzegam w Skarpetkach więcej pozytywów. Czytamy trzecią część, a czwarta czeka już na swoją kolej. I jest naprawdę ciekawie 🙂

„Jest nas w tej chwili tak wiele, że cały świat jest fotografowany i nagrywany co sekundę. Każdy obraz i każde wypowiedziane słowo. My tego wszystkiego pilnujemy. Tylko po co? – zastanowił się Blady Niko. No jak to po co?! Przechowujemy zdjęcia niewykorzystanych szans w chmurze. O, tej, nad naszymi głowami. Raz do roku, a zdarza się to zazwyczaj w listopadzie, z chmury pada deszcz. Wtedy każdy ma szansę w kroplach spływających po szybie zobaczyć obraz szczęścia, które przegapił. A jak już zobaczy, być może zechce je odzyskać. – Smartfon się rozpogodził.” [„Banda Czarnej Frotte dopływa do wysepki zamieszkiwanej przez porzucone smartfony” Justyna Bednarek]

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij