Gdzie jest wirus?

Od dawna nie sprawdzam statystyki zachorowań. Żyję normalnie, w miarę możliwości. Ale też nie ignoruję doniesień o zwiększającej się liczbie chorych. I nadal jednak uważam, noszę maseczkę tam gdzie powinnam. Natomiast obserwując otoczenie odniosłam ostatnio wrażenie, że wirus to chyba faktycznie tylko w sklepach się szerzy, ponieważ tylko tam dość sumiennie maski są noszone. W sobotę byliśmy na musicalu, widownia wypełniona co do miejsca czyli 800 osób, ludzie siedzą łokieć w łokieć, a kolanami opierają się o oparcie siedzenia poprzedzającego rzędu, to w sklepie dystans jest większy. Na wejściu wszyscy w maskach, ale w 95% przypadków zostały one zdjęte w operowej szatni wraz z okryciem wierzchnim…

Moje jedyne dziecko około połowy października będzie miało pasowanie na ucznia. Dyrekcja szkoły zdecydowała, że odbędzie się ono bez udziału rodziców. Ja wiem, że życie w pandemii jest męczące, nużące i frustrujące. Jest mi przykro, że nie wezmę udziału w tak ważnym dla dziecka wydarzeniu. Ale może gdybyśmy nie byli tak samowolni i negujący sytuację to może ilość fal jednak by się udało ograniczyć i szybciej wróciłaby normalność, której wszyscy tak chcemy…

Wyjątki od reguły

Dnia od kawy nie zaczynam. Do śniadania herbata, a kawa dopiero za jakiś czas do obowiązkowej słodyczy. Ale weekend był tak chmurnie ponury, że w niedzielę zaczęłam od nastawienia ekspresu do kawy. A jak kawa to na śniadanie kanapeczki z żółtym serem posmarowanym wiśniowym dżemem domowej roboty. A tak, lubię takie zestawienie 😉 i dopiero potem miałam siłę i chęć na dwugodzinną wyprawę w las w zestawieniu 2+1+1 😉

Po raz kolejny przekonałam się, że moje dziecko znajdzie wspólny język z każdym dorosłym, ale dzieci się boi… 😦

Po perypetiach z zapisami na warsztaty plastyczne ruszamy, tzn. Juniorka rusza dziś na pierwsze spotkanie. I chociaż zwolniło się miejsce w grupie w naszej szkole to mimo to spróbuję w bardzo kameralnej grupie w innym środowisku…

Duży wpis czeka na możliwość powstania… liczę na wyjątek czyli czasową lukę do wykorzystania na pisanie 😉

Niech mi zalśni w pełnym słońcu kolorami całej ziemi

Usłyszałam w środę na akademii i do tej pory po głowie mi chodzi. I dobrze, to fajna piosenka, która zawsze przenosi mnie w inny świat. A za tydzień może uda się całkiem fajnie to życie dokolorawać. Ale o tym, cicho sza 😉 bo znów się nie spełni 😉

Dziękuję za komentarze. Chociaż często nie odpowiadam na nie, czy nie odwiedzam Was to jesteście ważni. Niestety na razie czas na bloga to kradzione chwile. Ale na pewno wrócę do pełniejszej aktywności.