Rozpoczęły się najbardziej nerwowe 4 tygodnie roku. Teraz jeszcze bardziej, gdyż ze względu na pandemię jedno działanie zostało przesunięte na czerwiec (pozornie po to, żeby było więcej czasu… hm…), za które ja jestem odpowiedzialna. Hormony stresu implikują różne „dolegliwości”. Dziś nad ranem obudziłam się zszokowana snem, w którym zmarła osoba z mojej rodziny. Spirale się nakręcają, świata nie ogarniam, nie dostrzegam i zapominam. Całe szczęście dzień dziś ładny i chociaż byłam zła, że dyro wysyła mnie na wyjazd i że stracę cenne godziny bycia na miejscu to jednak dotleniłam się i chwyciłam naturalnej witaminy D, a tego przez najbliższy miesiąc będę bardzo potrzebować. Więcej serotoniny i endorfin, a miej kortyzolu znaczy… aby do urlopu 😉
Przetrwasz na pewno, bo dzielna z Ciebie kobieta 🙂 ale już widać, że bardzo przyda Ci się potem ten urlop i odskocznia od stresów..
Dasz radę, zawsze dajemy choć wyobraźnia płata figle podsuwając okropne obrazy, a każda komórka trzęsie się od stresu… Zrób kilka głębokich oddechów i powiedz sobie; „Jestem stanowcza, pewna siebie i zdecydowana. Błyskawicznie podejmuję najtrafniejsze i najkorzystniejsze dla mnie decyzje”. Przytulam ❤
Jak już to minie będziesz z radością odpoczywać.
oj tak…