Design a site like this with WordPress.com
Rozpocznij

Bezludna wyspa

Internet zapytał co ostatnio kupiłam w kontekście przydatności do przetrwania. Ostatnio kupiłam wkłady filtracyjne do akwarium i pistolet z klejem na gorąco. Może zatem nie byłoby tak źle… gąbeczka posłużyłaby do mycia, a jakbym znalazła źródło zasilania to przy pomocy klejarki coś by się zbudowało. Nie tak dawno, już nie pamiętam a propos czego, rozmawialiśmy z Mężem o bezludnej wyspie. Teraz ciągle się podkreśla, że człowiek to taka społeczna istota i jak źle odbija się na nim konieczność dystansowania. No cóż, ja nie jestem tego przykładem, może jedynie jestem wyjątkiem potwierdzającym regułę. W trakcie naszej rozmowy stwierdziłam, że jedynym problem w pobycie na bezludnej wyspie byłby dla mnie brak umiejętności zdobycia pożywienia, bo owoców nie lubię i praktycznie nie jadam. Mniejsza, o to, że z głodu to nie tylko każdy owoc by smakował, a każdy robaczek też. Chodzi o to, że obecność drugiego człowieka nie jest dla mnie konieczna. Oczywiście, że utrzymuję jakieś relacje, ale z powodzeniem mogą one wyglądać inaczej niż powszechnie. Jak zaczęła się pandemia założyłam grupę na Messengerze z moimi dziewczynami i tak sobie piszemy od czasu do czasu, nie widziałam się z nimi jakieś 1,5 roku i nie odczuwam z tego powodu dyskomfortu. Dość regularnie rozmawiam przez telefon z koleżanką z pracy, ale nie widziałyśmy się 3 lata, odkąd przeszła na emeryturę. W pracy pogadam o pogodzie, ale większość dnia spędzam sama. Nawet w domu potrafię nie odzywać się godzinami. No taka już jestem i już. Moja „wyspa” jest prawie bezludna i dobrze mi z tym. Tylko ten wciąż powtarzany przymus bycia aktywnym społecznie sprawia, że myślę, że zły przykład daję Juniorce.

Reklama