Design a site like this with WordPress.com
Rozpocznij

Przegląd tygodnia

Tydzień ciut szalony i minął w szalonym tempie. Już poniedziałek zaczął z grubej rury. I chociaż wychodząc z pracy sądziłam, że panowałam nad wydatkiem energetycznym to wraz z obniżaniem się poziomu adrenaliny rosło uczucie zmęczenia. We wtorek Mężu zapisał się na szczepienie, nie będzie musiał długo czekać, no i dostanie Pfizera. Trochę żałuję, że nie poczekałam na rejestrację swojego rocznika. Środa to 5cio godzinne szkolenie on-line, ważne sprawy, ale skupienie przed monitorem osłabło po 3 godzinach. Wiele rzeczy będę musiała ogarnąć samodzielnie. Potem urodziny Juniorki. O rany Julek, to już 7 lat! Czwartek i piątek to takie trochę śmieszne dni, w pracy a jakby nie w pracy 😉 Wczoraj gdy szłyśmy do samochodu padał deszcz, ale ten deszcz pachniał już wiosną. Czekałam na taki zapach unoszący się w powietrzu. Dziś już jednak tak nie było.

Przed nami majowy weekend, na który zapowiadają około 30 stopni. W sobotę 11, w niedzielę 10 i w poniedziałek też 10. Kocyk przygotowany, zakupiona nowa herbata wiśniowo – migdałowa, okien jednak myć nie będę.

Reklama

Marzenia

Poza dzieciństwem to nie miewam marzeń związanym z posiadaniem. W dzieciństwie chciałam mieć w dorosłości stadninę koni, ale mieszkam w pobliżu hotelu dla koni i to wystarcza 😉 Moje marzenia bardziej skupiają się na przeżyciach. Długo marzyłam o wyjeździe w góry w czasie kwitnienia krokusów. A to nie dość, że terminowo nie do przewidzenia, to jeszcze w pracy takich możliwości nie mam. Okazja zdarzyła się 6 lat temu, właśnie w tym czasie. Miało być pięknie i przez chwilę było, spełniało się marzenie, a życie wydawało się idealne. Kwitnące krokusy, roczek Juniorki, spacery, widoki.

Tylko, że w czasie pobytu w górach zadzwonił telefon, że wynik zły, że trzeba zgłosić się po skierowanie do szpitala, że pewnie konieczny zabieg. Wtedy zmieniło się wszystko. I to nie na tą „krótką” chwilę do wyleczenia. Zmieniło się już na zawsze, bo zmieniła się moja mentalność. Potem przy każdym wyjeździe wolałam akceptować wybory Męża. Jakby chęć spełnienia mojego planu znowu miała wiązać się z jakimś przykrym doświadczeniem. Wiem, że to tylko zbieg okoliczności, ale oby nigdy się nie powtórzył. Teraz nieśmiało pewne marzenie wyjazdowe się w głowie pojawia. Takie moje, w całości moje. Bardzo też bezpieczne 😉 bo to i daleko i drogo i organizacyjnie za Siedmiogórogrodem 😉 Australia, chciałabym, kiedyś tam.

Rekomendacja

Czas odkurzania domu i potem mycia podłóg doprowadza mnie do szału. Zaczęłam więc przeglądać oferty odkurzaczy z funkcją mopowania. Może nie za każdym razem będzie to idealnym rozwiązaniem, ale może choć w części zaoszczędzi czasu i sił. I czytając opinie trafiłam na jedną, która mnie rozbawiła, a jednocześnie dodała wiarygodności 😉 Pani standardowo opisała zalety i wady produktu, a na koniec na potwierdzenie działania dorzuciła: „mam dwójkę dzieci i męża, który wszędzie kruszy”. Mój co prawda nie kruszy, ale rozlewa kawę idąc z kubkiem do góry… I gdyby nie to, że wolę przewodowy by nie dzielić roboty i nie czekać na naładowanie akumulatora (wystarczy dobry przedłużacz) to po takiej rekomendacji brałabym ten model od ręki 😉

Piesa była dziś na kontroli. Dostała nowy kołnierz, bo ten już się do niczego nie nadawał. Wszystko wygląda dobrze więc może już w piątek będzie miała wyciągane szwy. Uf.

Promyki

Gdy rano, jeszcze przez opuszczone rolety, wpadają do sypialni słoneczne promienie myślę sobie tak:

że to lipcowy poranek; że zapowiada się dzień pełen słońca i błękitnego nieba; że za chwilę założę na siebie niewiele więcej niż ta nocna koszula, którą mam na sobie; podłoga będzie przyjemnie chłodzić stopy, a nie sprawiać zimno; w ciągu dnia usiądę na tarasie chroniącym przed upałem, na stoliku będzie stał słój z wodą z cytryną i miętą; wokół roznosił się będzie zapach lata; spokój będą przerywały muchy, a wieczorem komary, ale to niewielka cena za widok motyli, kwitnących kwiatów i złocących się pól, za ten luz i blues 😉

Karuzela z gabinetami

20, 5, 8, teleporada, 46. I to wszystko w jednej przychodni, w trzech podejściach pomiędzy 8:30 a 17:30. Po tylu medycznych atrakcjach wieczorem „prąd” mi po prostu odcięło i zapadłam w głęboooki sen. Ten nowo zapisany beta bloker na wczoraj byłby idealny 😉 szczególnie, że to bursztynian metoprololu, a ja kocham bursztyn 😉 Wyniki generalnie dobre, BMI prawidłowe. Serducho samo w sobie mam zdrowe, pięknie się podobno kurczy. Tachykardia jak była tak jest, ale taki już mój urok. A, że życie ostatnio nie szczędzi stresów to i trudniej mi panować nad serca wyrywnością 😉 Z Juniorką też się udało kontrolę zaliczyć, chociaż przebić się przez rejestracyjny mur nie było łatwo. Na szczęście oskrzela już czyste.

Psina widać, że zdrowieje. Dziś rano kołnierz i kubraczek trzeba już było naprawiać… Wetka na kontrolę przyjedzie najwcześniej w poniedziałek.

Kierunek: ciepłe kraje

W momencie gdy stres już odczuwałam psychicznie i fizycznie wystarczyło wieczorem wygodnie rozciągnąć się na łóżku i wyspać. Teraz jednak nie wystarczyło, w nocy się wybudziłam, a każdy mięsień nadal czuję bardzo spięty. Szkoda, że nie można się wygrzać w jakimś pięknym miejscu w odcięciu od rzeczywistości. To zapewne też by miało kojący wpływ.

Dzień dziś bardzo szary, deszczowy i chłodny. Co prawda pączki na drzewach wiśni i jabłoniach zaczynają już być widoczne więc to już tylko chwila zanim wiosna buchnie majem (przynajmniej taką mam nadzieję). A jak coś to ja już mam plany na wakacje w ciepłym kraju. Chorwacja, była Riwiera Makarska, była Istria, ale na Makarskiej nie zwiedziliśmy jeszcze Trogiru, Szybenika i Zadaru. Mój plan jest prosty. W upalny lipcowy dzień rozłożę się na tarasie i zacznę czytać

Zawsze to coś. Na zagraniczny wyjazd jeszcze w tym roku nie liczę. Wkrótce do sprzedaży trafi też ostatnia książka zmarłego w zeszłym roku Zafona, więc będzie Barcelona.

Sunia dziś już trochę zjadła. Wszyscy z radością w oczach staliśmy patrząc jak pies je. Pewnie co niektórzy powiedzą, że to głupie. Ale nie dla nas, dla nas to mały promyk, że idzie ku zdrowiu.

Uf

Takie, małe, krótkie, ale zawsze, uf. Przynajmniej zadanie zawodowe, choć po kilku turbulencjach, ale udało się zakończyć. Teraz już tylko to opisać. Jednak po dzisiejszym dniu jestem zmęczona psychicznie i fizycznie – stres schodzi. Ale przynajmniej przez najbliższe 4 dni mogę nie myśleć o pracy.

Próbowałam dziś zarejestrować Juniorkę na kontrolę, którą zaleciła pediatra. Od rejestracji jednak odbiłam się jak piłka. Nie ważne, że takie było zalecenie lekarza… Juniorka ma 6 lat skończone więc w pierwszej kolejności teleporada.. Mam dzwonić jutro w godzinach pracy lekarki i jak potwierdzi swoje zalecenie to wtedy zarejestrują Juniorkę na wizytę…

Sunia obrażona na nas. Dopiero dziś mogła dostać jedzenie, ale niestety jest nim słabo zainteresowana, co u niej jest bardzo dziwne bo to łakomczuch. Pies też nie chce jeść, jest zasmucony widokiem towarzyszki. A mój wicememister śmie twierdzić, że nie ma czegoś takiego jak prawa zwierząt. A ja panu (celowo z małej litery) powiem, że zwierzęta nie tylko mają swoje prawa, one mają UCZUCIA.