Juniorka i spanie od zawsze równało się bliskiej obecności drugiej osoby. Wieczorem kładłyśmy się do łóżka i po serii wygłupów Juniorka albo sama się we mnie wtulała albo moja potrzeba snu ją do tego zmuszała. I zasypiała, znaczy najczęściej zasypiałyśmy obie bo odejść mogłam jak już dobrze spała. Budziłam się około północy (w ciągu roku szkolnego Mąż był zobowiązany obudzić mnie o 22) i przekładałam Małą do łóżeczka. Ale od kilku dni Juniorka wchodziła wieczorem kontrolnie do siebie, a potem zasypiała koło mnie jak zawsze. Natomiast wczoraj postanowiła w łóżeczku zostać, a ja miałam usiąść na krześle obok. Po serii zwyczajowych wygłupów i mojego ponaglania, że już wszyscy śpią, ułożyła się na boczku i ZASNĘŁA. Już nie musiałam czekać, aż dobrze zaśnie żeby nie poczuła, że wstaję. Gdy już byłam pewna, że śpi, wstałam i na palcach podreptałam do drugiego pokoju, do Męża na chwilę wspólnego czasu. Wiem, że może to być incydentalny przypadek, ale może akurat… A wszystko chyba dzięki temu, że z kuzynką zbudowały sobie domek z koca i krzeseł i ta zabawa bardzo jej się podobała, a nad łóżeczkiem ma tiulową moskitierę, która tenże dom przypomina. I była bardzo dumna, że ona ma taki DOM, a my mamy takie zwykłe łóżko 😉
Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale… :-)
<p style="text-align: …