Wczoraj zamieszczony cytat i komentarz Aspazji skłoniły mnie do przemyślenia sprawy. Codziennie rano gdy podnoszę roletę widzę przestrzeń pól i nieba, które zmieniają się wraz z porami roku i dnia. Niekiedy widok zapiera dech w piersi, ale na ogół patrzę i nie widzę bo chciałabym zobaczyć coś innego. Widok na morze, tak to jest to! W odwiedzonym nie dawno Rzucewie widziałam domy (nie wille wypoczynkowe, a takie zwykłe, małe bloki z PRL-u) które od brzegu oddziela tylko polna droga, dosłownie kilka metrów. Wystawia się leżak na próg i już jest się nad morzem, przez okno słychać szum fal… po prostu WOW. Czy mieszkańcy tych domów też myślą WOW gdy sztormowy huk nie daje spać w nocy? Nasza Gaździna okno kuchni ma usytuowane na Giewont. Gdy zobaczyłam ten widok pierwszy raz, mnie która do gór podchodzi z dystansem, spadła szczęka z wrażenia. Ale gdy jest okazja na urlop to nasi Górale jeżdżą nad morze. Każdy potrzebuje odmiany? Łatwiej dostrzec piękno tam, gdzie jesteśmy rzadko? Czy może potrzebujemy tego momentu rozmarzenia na temat miejsca idealnego?
Zieleń trawy po drugiej stronie rzeki
<p style="text-align: …
