Pranie, pakowanie, ogarnianie… o mamunciu… pakowanie małego dziecka na tygodniowy wyjazd… o rety! Jak dorosły czegoś nie weźmie, to trudno, jakoś przetrwa. Pamiętam jak moja Mama pakowała nas na wyjazd to zawsze moich rzeczy było najwięcej, gdy widziałam te wszystkie torby (z których wiele rzeczy się nie przydawało) to myślałam, że jak zwykle przesadziła i tylko taszczyć to trzeba. A sama robię to samo pakując Juniorkę. Ale co, przecież pogoda nie może mnie, to znaczy Jej zaskoczyć i stąd w torbie cały przegląd małej szafy. Do tego coś do zabawy, ulubiony kocyk bo inaczej się nie zaśnie, łóżeczko turystyczne, wózek i to ten większy (Juniorka lubi chodzić i generalnie to wózka na co dzień nie używamy, ale w planach wyprawa do ZOO więc będzie miała prawo się zmęczyć, a poza tym ileż to rzeczy na plażę zataszczyć trzeba, a tak się zawiezie). Nasze rzeczy już bardziej przemyślane bo wolne miejsce na wagę złota. I to wszystko potem trzeba upchnąć w moim, niestety, samochodzie, znaczy małym szkrabie, ponieważ w kombiaku blokada przed otwieraniem drzwi przez dziecko tak skutecznie zadziałała, że nie otwierają się wcale. Ale chyba damy radę… kiedyś ludzie maluchem do Bułgarii jeździli i jakoś się mieścili 🙂
ps. rozmowyzm pomachamy Wam z trasy 🙂