W dzień jakoś się człowiek trzyma. Praca, dziecko, codzienne obowiązki. Ale wieczorem, gdy czekam aż Mała zaśnie, rozklejam się. Tyle myśli i pytań. Potem śnią mi się koszmary. Mąż wczoraj pojechał po części przeszło 200 km. W nocy śniło mi się, że nie wraca i nie odbiera telefonów, a ja dzwonię i dzwonię. Obudziłam się przerażona. Do Cioci też dzwonili, a Ona nie odbierała bo już nie żyła. Na Juniorkę choć jest mała to chyba też ma jakiś wpływ. Krótko po zaśnięciu coś jej się śniło, obudziła się przestraszona. A gdy ja wybudziłam się ze swojego koszmaru, Ona po chwili też wołała: „Tata, tuu”. Mąż jej odpowiedział, ale Ona spała, tylko coś jeszcze zakwiliła i się uspokoiła. Wczoraj gdy przyjechała siostra Mamy, Juniorka biegła radośnie wołając „Tota, Tota”, ale spodziewała się innej Cioci, bo gdy Ją zobaczyła to stanęła pełna konsternacji, dopiero po chwili wyciągnęła rączkę i zabrała Ciocię do swoich zabawek. Strasznie boli mnie fakt, że Juniorka z każdym dniem będzie zapominać o tych dwóch nieżyjących siostrach Mamy. I choć tą jedną uwielbiała to jednak jest za mała by pozostały jej jakieś wspomnienia. Będzie znała je z opowieści, ale to nie to samo co wspomnienie.To tak samo jak siostry mojej Babci, mogę coś o nich powiedzieć, ale są dla mnie w pewien sposób abstrakcyjne bo nie mam z nimi własnych wspomnień.