Smutno

<p style="text-align: …

W dzień jakoś się człowiek trzyma. Praca, dziecko, codzienne obowiązki. Ale wieczorem, gdy czekam aż Mała zaśnie, rozklejam się. Tyle myśli i pytań. Potem śnią mi się koszmary. Mąż wczoraj pojechał po części przeszło 200 km. W nocy śniło mi się, że nie wraca i nie odbiera telefonów, a ja dzwonię i dzwonię. Obudziłam się przerażona. Do Cioci też dzwonili, a Ona nie odbierała bo już nie żyła. Na Juniorkę choć jest mała to chyba też ma jakiś wpływ. Krótko po zaśnięciu coś jej się śniło, obudziła się przestraszona. A gdy ja wybudziłam się ze swojego koszmaru, Ona po chwili też wołała: „Tata, tuu”. Mąż jej odpowiedział, ale Ona spała, tylko coś jeszcze zakwiliła i się uspokoiła. Wczoraj gdy przyjechała siostra Mamy, Juniorka biegła radośnie wołając „Tota, Tota”, ale spodziewała się innej Cioci, bo gdy Ją zobaczyła to stanęła pełna konsternacji, dopiero po chwili wyciągnęła rączkę i zabrała Ciocię do swoich zabawek. Strasznie boli mnie fakt, że Juniorka z każdym dniem będzie zapominać o tych dwóch nieżyjących siostrach Mamy. I choć tą jedną uwielbiała to jednak jest za mała by pozostały jej jakieś wspomnienia. Będzie znała je z opowieści, ale to nie to samo co wspomnienie.To tak samo jak siostry mojej Babci, mogę coś o nich powiedzieć, ale są dla mnie w pewien sposób abstrakcyjne bo nie mam z nimi własnych wspomnień.

 

Po wakacjach

<p style="text-align: …

Piątkowa Rada mi przepadła. Ale od dziś już na dobre powrót do pracy. I o ile do dziś nie myślałam o pracy, tak już teraz w głowie układa się wygląd gazetki (muszę wydrukować kilka rzeczy i parę zdjęć), zarysowuje się ewentualny pomysł na projekt gimnazjalny, zamówiłam wreszcie kalendarz. A, że zamawiałam na Aros to zamówiłam też „Krótką historię czasu” Hawkinga dla Męża bo prosił, a dla siebie „Hardą”. Jakaś przyjemność po tych ostatnich dniach nam się należy. A jutro za biurko, bo ledwo mnie widać zza stosu podręczników, ogarnąć (mam nadzieję, że przydzielony mi zespół do pomocy się mimo wszystko spisze, jakoś tak dziś nie było chęci), wydać wychowawcom i będzie można „odetchnąć”.

Nie znasz dnia, ani godziny

<p style="text-align: …

I znowu świat się zawalił. Wczoraj zmarła nagle siostra mojej Mamy, a przecież trzy miesiące temu zmarła ich najstarsza siostra. Było ich pięciu, a zostały już tylko dwie. Nie mogłam zasnąć, nie mogłam dospać. Nie chcę płakać, ale też nie chce popaść w odrętwienie. Tyle myśli i emocji galopuje po głowie. Ból, rozpacz, strach, egoizm. Ukochania Ciocia wszystkich naszych dzieciaków. Choć nie miała własnych dzieci to nasze kochała jak własne wnuki. Bawiła się z nimi na całego, grała w piłkę, kulała się po podłodze. Nawet nasz dwuletni człowieczek gdy wsiadał do samochodu pytał czy jedziemy do Toty, jak widziała Babcię rozmawiającą przez telefon pytała czy to Tota i rozmawiała wtedy nieskładnie swoimi kilkoma wyrazami albo się tylko uśmiechała na dźwięk jej głosu, sama też udawała że dzwoni do Toty i z nią rozmawia. I już tego nie zrobi. Odeszło kolejne spoiwo tej naszej szerzej pojętej rodziny. Już nie będzie tak jak było. Od czasu gdy nie ma już Dziadków dzielimy się na podgrupy. Wielkie DLACZEGO krzyczy mi w głowie dziesiątkiem kontekstów. Nie umiem się modlić, ja tylko czasami po swojemu rozmawiam z Bogiem.

Ostatni dzwonek

<p style="text-align: …

Odstawiłam auto do mechanika. Po drodze „napadłam” listonosza bo wiedziałam, że może mieć dla mnie paczkę. I miał. Dotarł mój nowy budzik. Ze względu na jakieś tam fale krążące w powietrzu nie lubię spać z telefonem na szafce nocnej, jak nie muszę korzystać z budzika w telefonie to na noc zostawiam go w innym pokoju. Ale gdy nastała era telefonów mających wszystko z kupnem budzika nie jest tak łatwo. A wymagania się jeszcze ma. Przede wszystkim narastający dźwięk alarmu, podświetlana tarcza, zwykły na baterię a nie sterowany radiowo, a i jeszcze ma nie kosztować 200 zł bo to ma tylko budzić a nie kawę parzyć. Po wcześniejszych nieudanych zakupach mam nadzieję, że ten będzie trafiony. Oby! Budzik zakupiony na ostatni dzwonek przed wrześniem i koniecznością korzystania z takiego sprzętu, a kalendarza na nowy rok jakoś nawet szukać mi się nie chce :-/

Gra w kości

<p style="text-align: …

O zręczności Cherezińskiej w pisaniu powieści historycznych czytałam w recenzjach, polecała też kotimyszkot, teraz i na mnie przyszła pora. I nie zawiodłam się. To nie tylko powieść osadzona w epoce, ale także mała lekcja historii ponieważ fikcja literacka pięknie splata się z faktami potwierdzonymi archeologicznie (pieczę nad historycznym aspektem sprawował profesor Przemysław Urbańczyk, autor ponad 240 tekstów z zakresu historii i archeologii wczesnego średniowiecza Polski, Europy Środkowo-Wschodniej, Skandynawii i wysp północnego Atlantyku). Chętnie sięgnę po inne książki pióra Elżbiety Cherezińskiej, może po „Hardą” żeby zostać w świecie aktualnym Bolesławowi Chrobremu i „Grze w kości”. A i na Tatową kolekcję powieści Bunscha mam chrapkę.

Po lekturze mam też ochotę wrócić do Gniezna. Byłam tam tylko raz i to przejazdem. Przeszliśmy się po mieście, zrobiliśmy kilka zdjęć i to, co zostało, to wspomnienie urokliwego miasteczka. A teraz chciałabym się bardziej wgryźć w ten klimat, poczuć to miasto jako to, w którym rodziła się historia naszego kraju.

„Bolesław nie musiał długo myśleć, by ułożyć nazwę swego kraju. Nosił ją w sobie od dziecka. Nie pozwoli, by to było obce miano, tak jak przydarzyło się to Rusinom, do których przylgnęło Skandynawskie „Rus” i już go z siebie nie zedrą. On znalazł słowo, które każdemu będzie się kojarzyć dobrze – z jasnością, z odpoczynkiem po pracy, wytchnieniem po długiej drodze, radością dojścia do celu. Polana. Nazwie swój lud Polanami, da im to jasne, dobre imię, by używali go z radością i ochotą. Będą Polanie Pomorza, Polanie Śląska, Polanie Kujaw, Mazowsza i ziemi krakowskiej. A jeśli spełni swoje największe marzenie, będą i Polanie Połabia, Zaolzia, Moraw, Polanie Czerwińscy!… Mieszko mówił: „Nie szczuj ludzi na siebie”.”

Dziadzia

<p style="text-align: …

W jednej z książeczek jest wierszyk o małpce, która przyjeżdża w odwiedziny do dziadka. Wczoraj Juniorka otworzyła na tym wierszyku i powiedziała „dziadzia”. Pierwszy raz użyła tego słowa więc chcąc się upewnić wskazałam palcem na rysunek i zapytałam kto to, w odpowiedzi usłyszałam „dziadzia, dziadia”. W pewnej panice powiedziałam: ale ty już nie masz żadnego dziadka. Co Juniorka skwitowała „dziadzia, ja nie”, odłożyła książkę i wróciła do zabawek. A mnie popłynęły łzy. Kiedyś, i to już całkiem niedługo, przyjdzie dzień, w którym Juniorka zorientuje się, że większość dzieci ma dwie babcie i dwóch dziadków, a Ona ma już tylko jedną Babcię. I pojawią się pytania i trudna rozmowa o trudnych sprawach.

Chwyt marketingowy

<p style="text-align: …

Producent zmywarek z producentem tabletek zrobili promocję. Gdy kupi się zmywarkę określonej marki i ów zakup zarejestruje się na odpowiedniej stronie to otrzyma się w gratisie zapas tabletek na PÓŁ ROKU. Taka to informacja rzuca się w oczy klientowi z naklejki na zmywarce oraz z reklamy telewizyjnej. Ale jak się człowiek wczyta w inną ulotkę (na stronę rejestracyjną jeszcze nie wchodziłam i w sumie nie wiem czy skorzystam) to czytając mały druczek dowiemy się, że: owszem tabletki otrzymamy, ale dwa kartoniki po 45 sztuk co przy zużywaniu 3-4 tabletek tygodniowa ma nam dać wytłuszczone gdzie indziej pół roku. To my chyba jesteśmy brudasami bo zmywarkę włączamy codziennie, no chyba, że obiad jedliśmy poza domem. Czyli jak łatwo policzyć nam tych tabletek nie starczy na pół roku ze względu na zbyt częstą eksploatację zmywarki 😉

Mała cha

<p style="text-align: …

Zdarza się, że dopada mnie chandra. Chandra, o której nie powiem nikomu bo wątpię by ktoś zrozumiał zasadność mojego przygnębienia. Ba, nawet sama wiem, że powód taki jak dzisiejszy to na pewno nie powód do jakiegokolwiek smutku. Pokręcone to… jak ja… Ale co zrobię, że mam ochotę zaszyć się w cichym kącie i przetrawić te wszystkie myśli po swojemu.

Jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale… :-)

<p style="text-align: …

Juniorka i spanie od zawsze równało się bliskiej obecności drugiej osoby. Wieczorem kładłyśmy się do łóżka i po serii wygłupów Juniorka albo sama się we mnie wtulała albo moja potrzeba snu ją do tego zmuszała. I zasypiała, znaczy najczęściej zasypiałyśmy obie bo odejść mogłam jak już dobrze spała. Budziłam się około północy (w ciągu roku szkolnego Mąż był zobowiązany obudzić mnie o 22) i przekładałam Małą do łóżeczka. Ale od kilku dni Juniorka wchodziła wieczorem kontrolnie do siebie, a potem zasypiała koło mnie jak zawsze. Natomiast wczoraj postanowiła w łóżeczku zostać, a ja miałam usiąść na krześle obok. Po serii zwyczajowych wygłupów i mojego ponaglania, że już wszyscy śpią, ułożyła się na boczku i ZASNĘŁA. Już nie musiałam czekać, aż dobrze zaśnie żeby nie poczuła, że wstaję. Gdy już byłam pewna, że śpi, wstałam i na palcach podreptałam do drugiego pokoju, do Męża na chwilę wspólnego czasu. Wiem, że może to być incydentalny przypadek, ale może akurat… A wszystko chyba dzięki temu, że z kuzynką zbudowały sobie domek z koca i krzeseł i ta zabawa bardzo jej się podobała, a nad łóżeczkiem ma tiulową moskitierę, która tenże dom przypomina. I była bardzo dumna, że ona ma taki DOM, a my mamy takie zwykłe łóżko 😉

Dziedzic

<p style="text-align: …

Czy w XXI wieku w zachodniej cywilizacji syn nadal znaczy więcej niż córka? Natknęłam się na słowa przyszłego ojca, który stwierdził „nie ważne co, ważne, żeby był zdrowy syn”. Przyszły ojciec oczekuje syna więc może nie myśli tak do końca, ale może właśnie tak myśli…? Będąc w ciąży też chciałam syna, gdy na usg pojawiła się dziewczynka byłam rozczarowana. Nie raz słyszałam „nie martwcie się, drugi będzie syn”, szwagierce wtedy mówiono „syn, gratulacje, no tak, przecież tak ładnie wyglądasz”. Mój Mąż niby to w żartach, bo potem dodaje się słynne „nie ważne co, ważny by było zdrowe”, usłyszał „jak żeś robił?”. Wtedy te słowa bolały i boli ich wspomnienie. Nasza córka jest wspaniałym dzieckiem i mam wrażenie, że da sobie radę w życiu lepiej niż nie jeden chłopiec. Popatrzmy na Świat, za chwilę prezydentem USA może zostać kobieta (czego Pani Clinton życzę bo to Trump jest gorszym kandydatem). A gdybym miała mieć drugie dziecko to chciałabym następną córeczkę. I nie ważne, że nazwisko nie ma spadkobiercy (kuzyni Męża też mają córki) bo wolałabym, żeby Juniorka miała siostrę. Ale gdy ma się już dziecko, które rozwija się normalnie, a gdzieś obok widzi się, że coś idzie nie tak, to jednak wie się, że płeć nie jest ważna, ważne jest zdrowe DZIECKO/CZŁOWIEK.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij