Nie myślę. A tyle mi się śni. Lubię sny, ale nie jestem do takiej ilości przyzwyczajona. Czuję się więc przytłoczona, a nawet dziwnie niespokojna.
Siąpi deszcz. Siedzimy w domu. Skakanki leżą przy drzwiach.
Już ostatni tydzień lipca, a mnie wciąż nie opuszcza „twórcza” niemoc. Tylko niepotrzebne maile znowu mam ochotę pisać i wysyłać je za kurtynę czasu.