Póki jest

Choć śnieg na razie nie pada, a nawet się topi (jutro ma być u mnie +7 stopni), ale jest nadal czas by wspomnieć o piosence z lat szkolnych, której słowa znam na pamięć i śpiewam ją każdego roku gdy widzę jak „tak cicho spływa w dół”

Z bałwanimi pozdrowieniami dla Skowrona bo Pan Andersen nadal cieszy się 😉

Dzień Śniegu

Kalendarz jest pełny mniej lub bardziej dziwnych świąt. Dziś na ten przykład mamy Dzień Śniegu, który można w tym roku należycie świętować, choć włoski w nosie trochę przymarzają 😉 Przez ferie zrobiłam trochę śnieżnych zdjęć swojego najbliższego świata. I oto produkt finalny:

A jutro Blue Monday. Nigdy mnie nie dopadł, ale… jak się wraca do pracy po 3 tygodniach wolnego to wszystko zdarzyć się może 😉 W razie jakby mnie niebieska chandra dopadła to mam przecież swoje odstresowujące malowanie. Zaczęłam w piątek. Po otworzeniu pudełka przeżyłam szok, ile jest tych numerków i pól i jakie potrafią być małe. Na razie nałożyłam 3 kolory/odcienie z 20 więc efekt końcowy nieprędko 😉

Zimne, jak za dawnych lat

Kupowanie spodni to, obok butów, największe dla mnie wyzwanie. Z zakupem nowych jeansów nosiłam się prawie 3 miesiące. Mierząc w sklepach zawsze miałam problem z doborem rozmiaru, a co dopiero kupując przez net. Przekonałam się też, że jeansy z większą zawartością elastanu powinnam brać w mniejszym rozmiarze. Rzecz jednak w tym, że nie znoszę elastanu w jeansach. Czarne mam już takie jak lubię. Teraz przyszło na niebieskie. Znalazłam fason, który ma 98% bawełny i tylko 2 elastanu. Długo nie mogłam zdecydować się co do rozmiaru, ale w końcu zaryzykowałam. Przyszły i wydaje się, że będą dobre. Przeszło dobę leżały w paczkomacie więc jak je mierzyłam były bardzooo wyziębione. Od razu przypomniały mi się odległe czasy kiedy jeansy kupowało się na rynku (czyli w nieogrzewanych budkach na placu pod gołym niebem), przymierzanie w takich warunkach już jesienią było wyzwaniem 😉 Ze spodniami kupiłam też bluzę, na gwałt oczywiście nie była mi potrzebna, ale jak zobaczyłam mój rok na nadruku to po prostu musiałam 😉

Za oknem też tak bardziej jak za dawnych lat. Biało i mrozi, a ma mrozić jeszcze lepiej. W taką pogodę oczywiście z przyjemnością słucham „Zimy”. Lubię „Cztery pory roku”w całości, ale „L’Inverno” to majstersztyk, tu autentycznie mróz skrzypi 😉

Odrealnione i rzeczywiste

Wolę kursy i szkolenia w formie webinarów czy samokształcenia udostępniane na różnych platformach. Jeszcze przed pandemią wybierałam takie formy przede wszystkim, choć było ich znacznie mniej niż teraz. Pasuje mi taka forma dokształcania i zawsze byłam zadowolona. Do przedwczoraj, kiedy to zabrałam się za okresowe bhp. I choć poprzednich szkoleń z tego zakresu w wersji stacjonarnej szczerze nie lubiłam, to tym razem jednak doszłam do wniosku, że były zawsze lepiej przygotowane i przeprowadzone niż to on-line’owe. 160 stron materiału w 3 modułach, żywcem przeniesionego z podręczników i zero odniesień do realnych sytuacji. Chciałam zaliczyć wszystkie 3 testy jednego dnia, żeby nie tracić prawdziwie feryjnych dni więc się zawzięłam. Klęłam i psioczyłam. A po stwierdzeniu Juniorki: „jeszcze siedzisz w tym internecie!?!” miałam ochotę rzucić laptopem o ścianę. Ale skończyłam i mam nadzieję zapomnieć o tym szaleństwie na kolejne 5 lat.

Tymczasem przez wtorek śniegu jeszcze trochę dopadało, co prawda ilość nie jest zawrotna, ale i tak cieszy i małych i dużych (o, dziwo). Sanki w ciągłym użyciu, choć ciągniecie 24 kg po naszych wertepach do najłatwiejszych nie należy, ale się jeździ to znaczy ciągnie 😉 Ze śnieżnych babek powstał fort, jest też nowy bałwan (postawiony w niedostępnym dla psów miejscu). Rękawiczki schną na kaloryferach. A kurtkę Juniorki to wczoraj od razu jedynie można było wyprać 😉 lepiąc bałwana gdy już zmierzchało dokopała się do błota 😉 na szczęście kurtka powieszona nad kaloryferem na dzisiejsze wyjście już była gotowa. Teraz odsapka, obiad i powrót do krainy śniegu 😉

Podgląd

Krótko przed Świętami w aplikacji firmy kurierskiej pojawiła mi się nie moja przesyłka. Gdy była gotowa do odebrania nawet kontaktowałam się z firmą w tej sprawie. Nie wiedziałam czy właściwa osoba ma informacje o swojej przesyłce, a sądziłam, że może to być prezent pod choinkę. Gdy przesyłka została odebrana odczytałam odpowiednią informację w aplikacji… Trochę to dziwne, ale może gdzieś ktoś zrobił czeski błąd wpisując numer telefonu. Jeszcze przed nowym rokiem dostałam SMS z wiadomością, że przesyłka (ta sama) wyruszyła w drogę powrotną do nadawcy. W aplikacji tym razem już nic nie było. Kolejny SMS był już z wiadomością od firmy sprzedającej o zarejestrowaniu reklamacji. Potem przyszedł jeszcze jeden z informacją o uznaniu reklamacji i zwrocie kosztów. Nie wiem dlaczego te informacje do mnie docierały? Nie wiem czy ta właściwa osoba też dostawała SMSy czy informacje o swoim zakupie sprawdzała np. w mailu? Trochę mnie to zastanowiło i doszukałam się na przykład artykułu sprzed roku, że u dwóch operatorów funkcjonował ten sam numer telefonu. Co prawda nie przydarzają mi się historie połączeń w nim opisane (poza pomyłkami najczęściej z samochodowych ogłoszeń raz na jakiś czas), ale na telefonie to ja też nie wiszę…

Tydzień z głowy

I całkiem niepostrzeżenie przeleciał tydzień ferii. Juniorka pilnie pracuje i po śniadaniu siada do swoich kart pracy. Zostało Jej 6 do zrobienia. W sumie to podziwiam, bo nie marudzi i zawsze 3 uzupełnia, tak jak Pani mówiła 😉 Ale też bawi się i odpoczywa. Ja miałam szkolenie on-line, w piątek musiałam pojechać do pracy i zliczyć dane do sprawozdania, jeszcze bhp mi „wyszło” (ale i tu jest opcja zaliczenia go on line). Dom trochę przejrzał bo systematycznie (nie przepracowując się 😉 ) można to czy tamto ogarnąć. Jest też dużo czasu na przyjemności, bo w końcu po to ma się wolne 😉 Zainstalowałam sobie apkę z nauką włoskiego i bawię się nią przed snem 😉 Wczoraj wieczorem poleciałam na falach do Szczecina na koncert „Lata dwudzieste, lata trzydzieste”. Dziś rozpieściłam nasze podniebienia prawdziwą gorącą czekoladą z mleka, śmietany kremówki i dwóch tabliczek deserówki. A „pasja” malowania 😉 no cóż po wsparciu z komentarzy z poprzedniego wpisu, raz kozie śmierć 😉 bzy zamówione, a żeby skorzystać z darmowej dostawy 😉 to zamówiłam też pandę do Juniorkowego pokoju 🙂 i to od niej zacznę swoją przygodę z malowaniem po numerach.

Kupić, nie kupić?

Dla tych z aspiracjami, a pozbawionych talentu jest malowanie po numerach. Dostaje się płótno na blejtramie z konturami do wypełnienia według numerów, farby, pędzle, a nawet mocowanie do ściany. Pozostaje mieć trochę chęci, cierpliwości i czasu. Podobno działa odstresowująco, a na końcu ma się satysfakcję. Ten by mi pasował do dużego pokoju

Ale chciałabym i waham się. Bo jak nie starczy mi cierpliwości, albo jednak nie wyjdzie tak jak myślę? A jak się wciągnę i przepadnę to znowu będą przytyki, że zajmuje się nie tym czym powinnam 😉 Może poczekać do lata? Tylko wzór znika z ofert… A korci bardzo 😉

Odmierzany czas

Lubię mierzyć czas. Zegary prawie wszędzie. Bez zegarka z domu nie wychodzę i to nie, że mam zegar w telefonie, ja zegarek muszę mieć na ręce. Jak zegary to i kalendarz. W końcu jest i nawet udało mi się dostać te polskie zamki i pałace. Układ kalendarium może być. Spore zdjęcia obiektu i, co fajne, jest też krótki jego opis. Myślałam, że będzie Krzyżtopór, ale jednak nie ma, szkoda. Jest za to „nasz” (piszę nasz 😉 bo przecież flaga wujka wielkiego mistrza od lat wisi w sypialni) zamek w Malborku. Cztery mamy zwiedzone wspólnie: Książ, Ogrodzieniec, Mirów i Bobolice. W Malborku jedynie Juniorka nie była, ale i to nadrobimy. A i reszta może wpadnie na listę „do zwiedzenia” bo lubię zamkowe klimaty.

I tak sobie czas upływa. A jak upłynie go jeszcze blisko dwie dekady to przyjdzie czas na emeryturę. I tu się trochę znowu zmartwiłam. Przy okazji szkolenia z PPK (budżetówka dopiero od 1 stycznia w nie wchodzi) i wykresów Pana Prowadzącego dopatrzyłam się, że gdy będę przechodzić na emeryturę, to ta będzie wynosiła około 37% pensji… czyli słabo mówiąc oględnie. Środki z PPK to pewnie na margarynę i może lek na depresję starczą? Oj, na serio coś trzeba kombinować, żeby na stare lata z zębami w ścianie nie skończyć… może faktycznie trzeba rozważyć jeden z ostatnich pomysłów Męża na poświęcenie kilku hektarów na farmę fotowoltaiczną…

Szczypta statystyki

Podsumowań końcoworocznych nie robię. I tak analizuję wszystko na bieżąco i po latach też (introwertykalni tak miewają). Postanowienia noworoczne? No cóż… jak naprawdę chce się coś zmienić, zakończyć, rozpocząć to nie trzeba z tym czekać do nowego roku. Z postanowień noworocznych to tylko blue monday się zrodził i przynajmniej nigdy ta chandra mnie nie dopada 😉 Pod statyczną lupę mogę wziąć bloga. 2020 rok to 278 wpisów i 38 846 słów, co daje średnio 140 słów na wpis (nie lubię by te były zbyt długie). Nieźle, w końcu zawsze szereguję swój blog w pamiętnikach osobistych, a jak pamiętnik to zapisy powinny być regularne.

W statystykach środy wygrają zakupy 😉 bo zaliczyłam sklep akwarystyczny i ubrania z nowego rozmiaru dla Juniorki i jeszcze coś dla Małża. Małżu popisał się wielce wychowawczym podejściem przez co znowu jestem ta zła… no cóż, taka widać moja rola i się może nawet przyzwyczaiłam. Śnieg trochę wymieszany z błotem, ale generalnie się utrzymuje, a opady jeszcze mają się pojawić. Bałwany nie przetrwały, ale nie do końca jestem pewna czy to wina temperatury czy wielkiego, ciekawskiego nochala Luśki… następnego bałwana dla pewności lepiej postawić w oddzielonym ogrodzie, a nie przed domem 😉

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij