Odmierzany czas

Lubię mierzyć czas. Zegary prawie wszędzie. Bez zegarka z domu nie wychodzę i to nie, że mam zegar w telefonie, ja zegarek muszę mieć na ręce. Jak zegary to i kalendarz. W końcu jest i nawet udało mi się dostać te polskie zamki i pałace. Układ kalendarium może być. Spore zdjęcia obiektu i, co fajne, jest też krótki jego opis. Myślałam, że będzie Krzyżtopór, ale jednak nie ma, szkoda. Jest za to „nasz” (piszę nasz 😉 bo przecież flaga wujka wielkiego mistrza od lat wisi w sypialni) zamek w Malborku. Cztery mamy zwiedzone wspólnie: Książ, Ogrodzieniec, Mirów i Bobolice. W Malborku jedynie Juniorka nie była, ale i to nadrobimy. A i reszta może wpadnie na listę „do zwiedzenia” bo lubię zamkowe klimaty.

I tak sobie czas upływa. A jak upłynie go jeszcze blisko dwie dekady to przyjdzie czas na emeryturę. I tu się trochę znowu zmartwiłam. Przy okazji szkolenia z PPK (budżetówka dopiero od 1 stycznia w nie wchodzi) i wykresów Pana Prowadzącego dopatrzyłam się, że gdy będę przechodzić na emeryturę, to ta będzie wynosiła około 37% pensji… czyli słabo mówiąc oględnie. Środki z PPK to pewnie na margarynę i może lek na depresję starczą? Oj, na serio coś trzeba kombinować, żeby na stare lata z zębami w ścianie nie skończyć… może faktycznie trzeba rozważyć jeden z ostatnich pomysłów Męża na poświęcenie kilku hektarów na farmę fotowoltaiczną…