Na jakimś portalu kobiecym trafiłam na artykuł o 9 fazach przez które przechodzi małżeństwo.
- Optymistyczna panna młoda
- Żona idealna
- Dziecko w centrum uwagi (w tej fazie wiele par już się rozstaje)
- Jedno łóżko, dwa marzenia (w tą fazę się wchodzi około 9 lat po ślubie)
- Dwa pokoje, dwa łóżka
- Kryzys wieku średniego (w okolicach 20 rocznicy ślubu. A co jeżeli metrykalnie to my tak jakoś w wieku średnim już teraz, a nasze małżeństwo przechodzi dopiero z fazy 3 do 4? Będzie gorzej i będą dwa kryzysy wieku średniego? 😉 )
- Druga szansa
- Balsam
- Dojrzała, partnerska miłość
A na artykuł zerknęłam ponieważ nie tak dawno sama zastanawiałam się nad naszym związkiem od bycia parą po dzień dzisiejszy. Niezaprzeczalnie żaden związek nie jest jednostajny i przechodzi różne fazy. I tak pierwsze 5 lat to były różowe okulary. Kolejne 5 lat to czas, w którym okulary opadły. A ogólnie pozbawiony różowego filtra świat zaczął różnie oddziaływać na to, co w małżeństwie. Czas, w którym pojawiło się wiele różnic, sprzeciwów, wątpliwości, a nawet pewne wzajemne oddalenie. Teraz? Teraz mam wrażenie, że wchodzimy w kolejną fazę, może nie koniecznie z tej listy, ale widoczna jest pewna zmiana jakości. To jakaś próba uchwycenia balansu pomiędzy tym, co w nas różne (a jest tego dużo) i ponownym zbliżeniem. I o to chyba w małżeństwie chodzi, o właściwy balans. Czy go osiągniemy? Zobaczymy…