W Polsce pod Londynem

Mgła. Mleczna i bajeczna (do pewnego momentu) towarzyszyła nam non stop przez prawie pięć dni. Zaczęło się w środowe popołudnie 30 grudnia, kiedy to wyruszaliśmy na spacer świąteczną starówką. Lubię mgłę więc nie przeszkadzało mi, że w ciągu dnia nie opada, a jedynie odrobinę się rozrzedza. Potem przyszedł mleczny Sylwester. Juniorka się zawzięła i doczekała północy. Wie dlaczego nie powinno się odpalać fajerwerków, ale jest tylko dzieckiem, i sztuczne ognie po prostu ją zachwycają i to był jej główny cel czekania do północy. Domy u nas stoją w oddaleniu od siebie, a że mgła była gęsta to słychać było, że strzelają, ewentualnie niebo jakby nabierało innego koloru… i tyle. Fajerwerków nie było widać i dziecko poszło spać zawiedzione. W tym momencie już mniej tą mgłę lubiłam. Ale dalej był pewien plus, mgła wraz z delikatnym mrozem sprawiła, że świat nabrał bajkowego wyglądu. Mgła pozamarzała na gałązkach, trawie itp.

Z soboty na niedzielę zaczął wiać dość silny wiatr. Przy samym domu rosną brzozy. Pod wpływem wiatru lód z długich i wiotkich gałęzi brzozowych zaczął się wykruszać i opadać na dach. Efekt był taki jakby jakieś zwierzaki po dachu biegały, nawet Mężu w nocy na balkon z latarką wyszedł żeby sprawdzić czy to przypadkiem kuna nie wróciła (no i się właśnie okazało, że to lód z gałązek). Do południa też jeszcze się strząsał, uderzając o dach i szyby w oknach… I tu już miałam dość tej mgły… I tak nadszedł poniedziałek, dziś już mgły nie ma. Co prawda jest pochmurno i biel miesza się dalej z szarością. Ale to inna biel, pierwszym widokiem poranka był pierwszy tej zimy śnieg. Czy się utrzyma? Wątpliwe, gdy patrzę na prognozę. Ale przynajmniej trochę zabawy jest.

Tymczasem rzucił mi się w oczy post portalu miejskiego. A tam o armagedonie(?) piszą, o 11 kolizjach, o zalegających śniegu – a spadło go raptem 2 cm i oczywiście krzykach: „gdzie są drogowcy”. Ludziom się nie dogodzi 😉

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij