Siedzę w fotelu w sypialni i piję kawę. Fotel stoi naprzeciwko okna. Gdy patrzę przed siebie widzę więc poziome i pionowe pasy pól, ścianę lasu i niebo. Mam przed sobą przestrzeń więc mogę puścić wolno swoje myśli, przyda im się to.

Niezbyt często siedzę w tym fotelu. To fotel mojego Męża. Ja mam swoje miejsce na kanapie w salonie. Ale Męża teraz nie ma to wykorzystuję sytuację 😉 Dziś WOŚP, dla mnie w tym roku z biernym udziałem. Ale oczywiście udziałem, ponieważ nie sposób nie dorzucić się do puszki. Z licytacji mam kilka gadżetów. Mężu wystawił książkę, która też swojego nabywcę znalazła. Otwierając któregoś dnia allegro zobaczyłam też licytację założoną przez mojego kuzyna, ale kwota wynosiła już 5200 (no cóż, nie gramy w tej samej lidze finansowej). A wracając na fotel z widokiem to mogę się nim rozkoszować dlatego, że Małżu i jego grupa Morsów właśnie aktywnie działają nad jeziorem na rzecz WOŚP (może nawet za aktywnie jak na ten czas i policja już sprawdzała co jest grane).

I tak, póki co, powoli toczy się niedziela. Gdzie Salmiaki zrobiła mi dzień pewną piosenką i teraz właśnie pielęgnuję swoją chwilę na fotelu z widokiem 😉



