31 maja w zeszłym roku wypadł w piątek. Jeszcze nie wróciłam z pracy jak Mąż zaczął mnie bombardować smsami, że znalazł szczeniaka i że chyba warto po niego pojechać. Pana B nie było już tydzień, a Igi robił się coraz smutniejszy. W pierwszej chwili ten nagły pomysł wyjazdu mnie denerwował. Ale po obiedzie zdecydowaliśmy, że Juniorka zostanie z Babcią, a my we dwoje pojedziemy. Lubię w sumie tak jeździć w celu czy bez celu 😉 i jak tylko mogłam to jeździłam z Mężem w jego sprawach i tak na przykład przy okazji zwiedzaliśmy trochę Słowacji czy Gniezno. Koniec końców przejechaliśmy ładny, umajony kawałek Polski. Poczułam luz, którego już dawno nie czułam bo ostatnio przy takich okazjach „poszwendania” się to jednak zostawałam z Juniorką w domu. Wróciliśmy tuż przed północą z puchatą kluchą

Teraz ma 14 miesięcy. I uwielbia zaglądać przez okno, przez co szyby w kuchni ciągle wybrudzone z jednej strony przez Juniorkę nawołującą psy, a z drugiej przez psi nochal i łapy

Nadal wykopuje wszystkie rośliny, z donic też 😉 a donice gryzie. Kurę, która przypadkiem wydostała się przez ogrodzenie też już trzeba było ratować. A któregoś ranka z wielką dumą przyniosła jeża w pysku. A co 😉 No jeszcze z pół roku i już będzie lepiej 😉 Poza tym miłości potrzebuje 3 razy tyle ile sama mierzy. Została nam też znajomość z hodowcami, z którymi kontakt utrzymujemy cały czas.













