Moje zakupy w pandemii

Przez 2 miesiące nie robiłam żadnych zakupów poza spożywczymi i podstawowymi drogeryjnymi. Nie zamawiałam też nic w paczkach. Kolejna bluzka wcale nie była potrzebna. Z czego na pewno cieszył się mój portfel. Jedyne co, to Juniorkowe kapcie w zeszłym tygodniu niestety były już dziurawe. Dziecięce obuwie to dosyć trudny w kupowaniu temat nawet w normalnych czasach. Zrobiłam więc z patyczka miarkę długości i udałam się do sklepu by zaopatrzyć Młodą w spektrum wiosenno – letniego obuwia. Na miejscu czekało mnie trochę rozczarowań, kapcie w jej rozmiarze były tylko w wersji chłopięcej (całe szczęście nie przeszkadza Jej to, a nawet się cieszy bo nigdy zielonych nie miała), trampek nie było – wzięłam coś na podobę i też będzie git, kupiłam już też sandałki. Jednak patyczek to nie stópka i przy mierzeniu nie wszystko zagrało tak jak powinno. A, że w sklepie była promocja i każda rzecz była powiązana z poprzednią kolejnym rabatem to od razu byłam poinformowana, że w razie reklamacji lub wymiany do sklepu muszę przynieść każdą rzecz z paragonu. W naszym przypadku to: kapcie, slip-ony, crocsy, sandałki i wkładki do butów

ło
ło! 😉

Już mi się nie chciało tam wracać. Inaczej problem rozwiązałam 😉 Co też jest moim wkładem w odmrażanie gospodarki 😉 😉 😉