Jedzie człowiek na urodziny dwóch małych Bąbli. Patrzy na atmosferę pełną dziecięcej radości, śmiechu, zabawy… aż staje się jej częścią. Ma nawet wrażenie, że ta fala chillout’u przeniesie się na kolejne dni. Potem wraca do domu i dowiaduje się, że ktoś, kto też jest mu bliski, zawiózł do szpitala swojego brata bo stan się pogorszył. Facet jest tylko 14 lat starszy ode mnie, ma nieoperacyjnego guza na płucu, teraz dołączyły problemy z sercem i zaszwankowały nerki. I już człowiek nie surfuje na fali, już siedzi na piasku…
Nic, tylko życie
<span …