Nadmorskie klimaty

Po raz drugi …

Po raz drugi trafiliśmy do Rewy, chociaż na inną kwaterę niż 2 lata temu. Do morza trochę dalej niż poprzednio, ale między budynkami jeszcze je z okna widzimy. Jest to nowy dom wypoczynkowy więc ładnie i czysto. Na gości, jak w hotelu, czekają cukierki, woda, herbata, kawa, a nawet butelka wina. Dla małych gości całkiem fajny plac zabaw. Wakacje na całego 🙂

…a na tym kafelku jeszcze jeden kafel…

<p style="text-align: …

Buszując po Arosie i wrzucając kolejne pozycje do koszyka przypomniał mi się tekst o kafelku 😉 z tą różnicą, że u mnie to powinno być: książka na książce, na książce książka, a na tej książce jeszcze jedna książka 😉 wszak z czasem na czytanie bardzo różnie u mnie bywa… choć wakacyjnie ruszyło do przodu. A, że w wakacje zawsze nachodzi mnie chęć na powieści ulokowane w pachnących słońcem i zielenią traw zakątkach to już w środę do tytułów związanych z: Italią, Grecją, Turcją, Majorką, Chorwacją dołączy: Rzym, Hiszpania i Prowansja. A jakby stos nadal wydawał się mały to dołożę do niego jeszcze powieści poruszające temat macierzyństwa i małżeństwa. Kiedy to wszystko przeczytam? Nie mam zielonego pojęcia 😉 bo cudowny układ z wolnymi przedpołudniami wkrótce pójdzie w niepamięć ;P Tymczasem słońce za oknem więc po obiedzie kapelusik na małą główkę, flaminga pod pachę i nad jezioro.

Na luzie

<p style="text-align: …

Jak ja lubię wakacje 🙂 Co prawda nadal budzę się o 7! ale gdy Juniorka pojedzie do przedszkola jest luz. Juniorka ma się dobrze, po niby kleszczu nie ma śladu i nic się nie dzieje (ale obserwuję nadal bo to ponoć i 30 dni może trwać), za to w przedszkolu ospa, ale to nam już nie straszne. Porządki w domu? Teraz nie trzeba robić wszystkiego naraz, teraz jednego dnia łazienka, innego odkurzanie…  czyli nie przemęczam się. Wykorzystując okienka pogodowe piorę by móc suszyć na zewnątrz (przy tej wilgotności w domu nic nie schnie). Pijąc kawę mogę napisać coś tutaj lub poobserwować Filemona i Bonifacego w wersji psiej. 7miesięczny szczeniak (ważący 30kg) i 10letni stary wyga idealnie odwzorowują relacje z bajki. Nasz filemoniasty psiak oczywiście sprawia kłopoty: notorycznie obrywa wszystkie kwiatki (czasami doszczętnie razem z liśćmi), pranie na linkach i on wypuszczony = wielka katastrofa. Bonifacy bywa oazą spokoju pozwalając sobie skakać na łeb, ale też czasami zdyscyplinuje młodego warknięciem. Wykorzystując czas (znaczy spokój) do powrotu Małej mogę swobodnie poczytać. Teraz „Chorwacka przystań”, chciałam poczytać o Chorwacji a głównie „siedzę” w Warszawie dziwiąc się głównej bohaterce, może druga połowa będzie bardziej klimatyczna. Tymczasem na horyzoncie nieśmiało pojawia się szansa na kilkudniowy wyjazd nad morze… co prawda woda nie tak ciepła jak na Makarskiej Riwierze, ale nad Bałtykiem też pięknie 🙂

Coś na kształt

<p style="text-align: …

Wczoraj przy kąpieli zauważyłam na ciele Juniorki dziwne coś. Kropka wielkości łebka od szpilki na wysokości mostka tuż nad brzuszkiem. Kropka dziwna, ni to strupek ni… kleszcz albo jakaś nimfa kleszcza (choć wg Internetów te atakują wiosną…). Juniorka w krzyk, że ona nie chce tego mieć. My za oglądanie i podglądanie. W końcu wyjęliśmy TO za pomocą pensety jak kleszcza bo to tak jakby było wczepione u góry w skórę, a dół jakby „latał” wolno. Szkoda, że nie mamy lupy, bo było to tak małe, że nie mogliśmy dojść czy to ma jakieś nóżki itp. Czy może gdy kulała się po podłodze (na podłodze może przecież robić wszystko) podciągnęła jej się bluzeczka i jakiś paproch jej się wbił?? Zrobiliśmy zdjęcie, ale w powiększeniu było już tak rozmazane, że i tak jednoznacznie nie dało rady stwierdzić co to. We wtorek z przedszkolem byli na terenie Szkoły Leśnej… ale gdy wtedy specjalnie oglądałam ją pod kątem kleszczy to nic nie zauważyłam i w środę rano w tym miejscu też nic nie było. Wczoraj z kolei nie była nigdzie, gdzie mogłyby być kleszcze (chyba). Może przesadzamy, ale z odkleszczowymi chorobami nie ma żartów więc będziemy obserwowali to miejsce czy nie robi się żaden rumień. Stres jest. Oby było w porządku.

Dotyk przeszłości

<p style="text-align: …

Usłyszałam wczoraj w radiu piosenkę „Angels” Morandi. I nagle boom, olśnienie, przecież ta piosenka była popularna 10 lat temu… dziesięć lat… dekada… O rany, taki szmat czasu… przecież ja nie czuję, że minęło już tyyle lat… W zasadzie wspomnienia z tamtego okresu nie są istotne na tym etapie mojego życia, które poukładało się zupełnie inaczej niż zakładałam wtedy i dobrze. Jednak to co działo się wtedy było ważne, chyba wtedy zaczęłam żyć naprawdę… i stąd ten sentyment…

p.s. po wczorajszym edytowaniu notki jeszcze jedna dygresja na temat suszy, dziś patrzyłam na drzewa i z niedowierzaniem zauważyłam spadające żółte liście, a to dopiero 11 lipca… smutne…

W kwestii deszczu

<p style="text-align: …

Generalnie to mamy suszę (w naszym regionie to częsty problem). Popadało trochę na początku wakacji, ale tak faktycznie była to kropla w morzu potrzeb. Ogórki usychają, fasolka usycha, wiśnie (choć dużo ich na drzewie) malutkie bo za sucho. W Gminie już nawet można było składać pierwsze wnioski, bo jeżeli uznany będzie stan klęski suszy to będą wypłacane odszkodowania – oczywiście to już nie o warzywniaki chodzi, a o zboża. Do naszego warzywniaka zakupiliśmy dziś konkretną podlewaczkę (z konewką to można się po grządkach jedynie nabiegać), postawi się takie coś, podłączy wąż i będziemy udawać, że pada… przynajmniej może coś się jeszcze uratuje i na zimę będzie. Co prawda na jutro czy pojutrze zapowiadają deszcz, ale od zapowiedzi do efektywnego opadu jeszcze daleko… Dziś nawet w sklepie dwóch panów rozmawiało o tym jak słabe zbiory zbóż i rzepaku u nas będą. I rzeczywiście jak patrzę na pola to zboża niskie, a już od dawna wysychają i się złocą. Rzepak Męża już odpowiednio suchy i do cięcia dobry. Może nawet jeszcze dziś będzie wykoszony bo jak twierdzi Mąż: gdy popada to rzepak zacznie się już otwierać i wysypywać czyli strata będzie większa… Bo najwięcej deszcze powinno wiosną padać…

edit: popadało już dziś, niestety zaczęło na kilka chwil przed tym jak kombajn miał wjechać w rzepak. No trudno… Ale przynajmniej przedszkolaki wróciły z wycieczki do Szkoły Leśnej przed deszczem. 

Wodne szaleństwo

Pogoda dopisała to …

Pogoda dopisała to można było wybrać się nad jezioro. Juniorka w wodzie czuje się coraz lepiej, w zasadzie mogła by z niej nie wychodzić. Lodowatą trzeba było na siłę wyciągać, by już po chwili pod ręcznikiem biegła z powrotem do wody. Próbuje uczyć się pływać. Tak się wyszalała, że zasnęła w sekundę po przyłożeniu głowy do poduszki. Co w jej przypadku jest rzadkością 😉 

 

Znowu wieje

<p style="text-align: …

Przez ostatni weekend wiało tak, że mało głów nie pourywało. Na środę i czwartek wróciło lato, ale dziś już znowu wieje i jest na tyle chłodno, że chodzę w jeansach (udało mi się kupić takie z małą ilością stretchu i od razu lepiej się w nich czuję niż w tych, które kupiłam poprzednio po tak długich poszukiwaniach). Wykorzystując wczorajszą pogodę popołudnie spędziliśmy nad jeziorem. Juniorka miała okazję wypróbować swoje flamingowe kółko do pływania, z czego była mega zadowolona. Właściwe wakacje nadal w fazie projektów 😉 i jak tam czasami sobie myślę to może fajnie by było w jakimś domku… tylko, że my to jedynie we trójkę możemy jechać… bo z nikim pracującym się nie zgramy, nasze wyjazdy w lato muszą być dopasowane do tempa dojrzewania zboża czy rzepaku co oznacza, żei od znalezienia lokum do wyjazdu zwykle upływa jedynie 3,4 dni…

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij