Generalnie to mamy suszę (w naszym regionie to częsty problem). Popadało trochę na początku wakacji, ale tak faktycznie była to kropla w morzu potrzeb. Ogórki usychają, fasolka usycha, wiśnie (choć dużo ich na drzewie) malutkie bo za sucho. W Gminie już nawet można było składać pierwsze wnioski, bo jeżeli uznany będzie stan klęski suszy to będą wypłacane odszkodowania – oczywiście to już nie o warzywniaki chodzi, a o zboża. Do naszego warzywniaka zakupiliśmy dziś konkretną podlewaczkę (z konewką to można się po grządkach jedynie nabiegać), postawi się takie coś, podłączy wąż i będziemy udawać, że pada… przynajmniej może coś się jeszcze uratuje i na zimę będzie. Co prawda na jutro czy pojutrze zapowiadają deszcz, ale od zapowiedzi do efektywnego opadu jeszcze daleko… Dziś nawet w sklepie dwóch panów rozmawiało o tym jak słabe zbiory zbóż i rzepaku u nas będą. I rzeczywiście jak patrzę na pola to zboża niskie, a już od dawna wysychają i się złocą. Rzepak Męża już odpowiednio suchy i do cięcia dobry. Może nawet jeszcze dziś będzie wykoszony bo jak twierdzi Mąż: gdy popada to rzepak zacznie się już otwierać i wysypywać czyli strata będzie większa… Bo najwięcej deszcze powinno wiosną padać…
edit: popadało już dziś, niestety zaczęło na kilka chwil przed tym jak kombajn miał wjechać w rzepak. No trudno… Ale przynajmniej przedszkolaki wróciły z wycieczki do Szkoły Leśnej przed deszczem.