Wakacje w toku, choć w zasadzie zaczęłam je dopiero wczoraj (pierwsze 3 dni i tak pochłonęły sprawy szkolne: inwentaryzacja, rada, sprzątanie i dopinanie papierów). Budzik każdego dnia dzwoni o 7:10 i za każdym razem mam ochotę zignorować to ustrojstwo (ja to śpioch jestem), ale dziecko do przedszkola trzeba wyprawić i tak przez lipiec bo w jej przypadku zbyt długa przerwa w chodzeniu nie jest wskazana, bo ona w zasadzie dopiero teraz ma koleżankę… Ostatnie dwa tygodnie roku szkolnego były koszmarne, ale o tym lepiej zapomnieć i tyle. Były też i fajne dni w tym czasie bo udało się spotkać z koleżankami i pojechać do opery na przezabawną „Zemstę nietoperza”. Juniorka w tym czasie miała wyjazd do ogrodu zoo-botanicznego i było też zakończenie przedszkolnego roku. Popołudnia spędzamy na rysowaniu kredą wokół domu (panie w przedszkolu pokazały im takie cuda i trzeba było zakupić własne, na szczęście w Pepco kubełek 20szt. kredy był po 7 zł i już żałuję, że nie wzięłam dwóch bo dziś już ich nie było). Zaczęło się również zbieractwo… padło na kucyki pony (chociaż bajki nie ogląda) i smoki safirasy… (bez komentarza ;P). Wakacje jak to u nas zawsze na spontanie, ale plany są i realizacja (mam nadzieję) się uda. Wszak Juniorka już na plażę wyposażona w stroje kąpielowe z konikami pony i Elsą z Krainy Lodu, kółko do pływania z głową flaminga i opaską na rękę (jakby wędrowniczka gdzieś wywędrowała, chociaż przecież pilnujemy jak oka w głowie). Czytam „Początek” Dana Browna i, o ile wcześniejsze powieści czytało się dobrze od początku, to teraz stwierdzam, że pierwszych 100 stron mogło by nie być…
Znowu są
<p style="text-align: …