Jeszcze w ubiegłym tygodniu pełnia lata i po prawie 30 stopni. A w tym już mocno przewiewa kurtkę jesiennym chłodem. Żadnego czasu na adaptację… Brrr! Nawet stopom niewygodnie od razu w tak pełnych butach. Chodzę i ciągle mi zimno. W pracy ogrzewanie włączono połowicznie, na razie tylko w części, w której są młodsze dzieci. Ale ja tam niestety nie mam swojego lokum. Na pytanie: dlaczego tak?, nie uzyskałam odpowiedzi. W domu też na razie średnio. Opał dopiero w fazie zakupu. Na wiosnę było szumnie w Gminie o dotacjach na wymianę pieców. Z tą większą się nie udało, nie zostaliśmy wylosowani. Składaliśmy też wniosek na mniejszą, ale jakoś sprawa przycichła… A wymiana pieca na ekologiczny to ładnych kilka tysięcy złotych. Tymczasem w mieście już ruszyli z ogrzewaniem, a u nas rano bez włączenia farelki w łazience po prostu się nie da. Do czego zmierzam? Chyba do tego, że pomimo przepięknych kolorów liści to chyba jednak nie lubię jesieni, a następującej po niej zimy to już w ogóle 😉
Z wysokiego C
<p style="text-align: …