Tydzień zawodowo i prywatnie obfitował w wydarzenia kulturalne. Najpierw spektakl profilaktyczny na podstawie „My, dzieci z dworca ZOO”. Fajnie przygotowane przedstawienie bez odniesienia do konkretnego czasu i przestrzeni. Dopiero w pogadance wykorzystane fotosy z książki i uświadomienie o realności tej historii. Dało do myślenia. Dwa dni później przeniosłam się w magiczny świat baśni o 12 miesiącach. Klasycznie przedstawiona baśń, z pięknymi dekoracjami. Mimo, że widziałam ją już po raz trzeci to nie odebrało jej to uroku. Wczorajszy wieczór to przezabawna operetka „Hrabina Marica”, śpiew, muzyka, gra aktorska, sekcja baletowa – wszystko rewelacyjne (na scenie pojawiły się nawet dwa konie zaprzężone do powozu i automobil z epoki). Następny wyjazd do opery już w styczniu na „Halkę”. A dziś nie dość, że szaro i ponuro to i pękła struna naprężona stresami. Polały się łzy mimo imieninowego dnia. Albo inaczej, imieninowe zamieszanie w oczach innych wzięło na siebie powód łez…
Spektakle
<p style="text-align: …