Święta i po

<p style="text-align: …

Święta spędziliśmy w domu. Poza tradycyjnym wyjściem na kolację wigilijną do siostry Męża. Mama znowu z migreną, nie tak silną jak ta z początku miesiąca, ale i tak utrudniającą funkcjonowanie od 3 dni. Małżu ostro kaszlący. Dobrze było w tak wąskim gronie, ale jeszcze lepiej by było w pełni zdrowia. Juniorka zadowolona z prezentów, ja przytłoczona ich ilością (nie sądziłam, że dostanie tyle od chrzestnego, siostry Męża, cioci męża, nawet od dziewczyny chrzestnego, bo przecież po powrocie do domu pod naszą choinką też znalazła paczki). Niestety taka ilość nie wpływa dobrze na jej rosnącą chęć posiadania… a w pierwszy noworoczny weekend jeszcze świąteczne spotkanie z siostrą mojej Mamy, jej mężem i dziećmi (czyli prezenty np. od chrzestnej Juniorki).  Pogoda nie sprzyjała aktywności, jedynie jakiś krótki spacer z hulajnogą, nawet wyjazd na świątecznie przystrojoną starówkę odłożony. Za to bawiliśmy się nowymi zabawkami, zapełnialiśmy kolorem wodne malowanki i oglądaliśmy świąteczne kreskówki (Juniorce najbardziej podobał się: „Uczeń Świętego Mikołaja” i „Albert. Wielkie marzenie małej choinki”). Jeszcze wczoraj, pozostając w konwencji świątecznej, ale korzystając z dzisiejszego powrotu banków do dokonywania przelewów zamówiłam prezenty na urodziny przedszkolnej koleżanki, na które Juniorka idzie w przyszłym tygodniu. I strój na bal karnawałowy, który w przedszkolu już 10 stycznia.

No i już

Doczekałam  się …

Doczekałam  się przerwy świątecznej. Co prawda biomet niekorzystny, głowa boli i przygotowania idą jak po grudzie. Ale, że wielkich planów świątecznych w tym roku nie mamy więc jakoś to będzie. Jedyne czego nie mogę się doczekać to pakowanie prezentów, które mam zaplanowane na jutrzejszy późny wieczór. A najzabawniejsze, że wypatrzyłam dla Juniorki kolejny idealny prezent więc zaraz po Bożym Narodzeniu robię zakup na Wielkanoc 😉

Wesołych Świąt 

Wącham

<p style="text-align: …

Już od pierwszych chwil połączy was kusząca woń jeżyn, przełamana subtelną ostrością różowego pieprzu. Za moment fascynujące, intensywne nuty piżma i czarnej orchidei wzmocnią to uczucie, rozgrzewając wasze zmysły. W kulminacyjnym momencie pojawi się aromatyczna waniliowa ambra, nadając całej kompozycji wyjątkowej głębi.

Niech dźwięczy

<p style="text-align: …

Do Wigilii dwa tygodnie, a mnie jakoś za mało świątecznego klimatu. Zazwyczaj marudzę, że co za dużo i za szybko to niezdrowo, ale w tym roku mam odwrotnie. Niby nic takiego się nie dzieje, ale jednocześnie dzieje się dużo i dlatego potrzebuję tego grudniowego blasku, błogości i cudu np w postaci radiowych wspomagaczy piosenkowych (a jakoś nadal ich malutko). My wprawiając się w nastrój obejrzeliśmy „Grinch’a”, było to pierwsze wyjście Juniorki do kina i choć wątpiłam to dała radę i mało się wierciła i wyprawę na zwiedzanie toalety też tylko raz zaliczyła. Od poniedziałku jest trochę przeziębiona więc wczoraj produkowała z Babcią aniołki na choinkę. Babcia też nie do końca w formie z powodu ataku migreny, ale już wczoraj czuła się lepiej i mogła zając się wnuczką bez pomocy zięcia. Bo mój Mąż miał wczoraj inną lataninę z powodu ataku hakerskiego, dostał maila (jakby ze swojego adresu), że ma zapłacić ileś tam dolarów bo inaczej straci hasła, kontakty itp. Człowiek w sieci korzysta z wielu rzeczy, z banku też… Już i tak wystarczy, że w niedzielę zgubił 200 zł. Dziś rolnicy protestują na autostradzie, dla większości ludzi pewnie to denerwujące, ale ja widzę sprawę inaczej… Czytając jeden z komentarzy do wydarzenia ktoś słusznie zauważył, że przed Sejmem zostaliby w zasadzie zignorowani. A prawda taka, że to dzięki pracy rolników mamy co jeść i niech mają z tego zysk, a niestety zysk mają głównie wszelkiej maści pośrednicy. Natomiast na papierze dochód z 1ha ziemi rośnie, a plony co rok gorsze (bo susze bo inne przypadłości klimatyczne), bo owoców to nie ma komu zbierać (bo pracować sezonowo się nie chce). Ziemia też droga, Mąż właśnie zbiera się do kupna 6ha, pieniądze takie, że oczy mi z orbit wyszły, także kredyt, sprzedawanie tego co na ten moment nie jest niezbędne, a potem na kilka miesięcy (do żniw, oby dobrych) utrata płynności finansowej. Ale na ten moment to inwestycja w przyszłość, oby się wszystko ułożyło tak jak należy.

Niech zatem dźwięczy świątecznie…