Oj

W pracy kolejny dzień wklepywania danych na wyścigi. Na wyścigi również jem i korzystam z toalety.

Juniorka przychodzi do nas praktycznie każdej nocy. Nie na umówione 10 minut czy pół godziny, tylko na średnio 4 godziny. Nie mam serca Jej wyrzucać więc śpię na boku i na baczność tak żeby Mężowi miejsca nie brakowało.

A tu jeszcze nos mi się dziś zatkał, głowa boli i spać się chce. A tu dwa weekendy z komuniami na horyzoncie.

Życie jest stresujące

W sobotę na chwilę wsunęłam się pod kołdrę w ubraniu i na pół siedząco zasnęłam i spałam tak do północy. W niedzielę obudziłam się już z myślą o poniedziałku czyli stresik bo to ciągłe na cenzurowanym i z monitorowaniem ile się zrobiło wiedząc, że to i tak będzie mało jest… wyczerpujące.

A tu Mężu nagle wyjeżdża z hasłem, że On potrzebuje urlopu. To może pojedzie na jakiś weekend motocyklem do Kościeliska, bo może motocykl by potem sprzedał, a przecież taką podróż planuje od jakiegoś czasu tylko towarzyszy nie udaje mu się zgrać czasowo.

Rozumiem, że i on jest zestresowany bo rzepak zgłoszony do wyceny po przemarznięciu. Dopiero co wyrośnięte buraki ogryza jakiś insekt i do tego doszły przymrozki weekendowe więc zobaczymy jak będzie… Ale czy Jego zmęczenie jest większe niż moje? Jakoś mnie to stwierdzenie o potrzebie urlopu ubodło. Może niesłusznie ale jednak.

Na tapczanie

Tydzień był trudny. Dobrze, że jestem w terapii bo chyba bez tabletek bym tego w ogóle nie ogarnęła. Wczorajszy dzień jeszcze spędziłam jako opiekun na wycieczce. I faktycznie gdy wróciłam i zjadłam obiad to usiadłam bez sił na kanapie. Nie zwlokłam się by Juniorce zrobić kolację, czy załadować zmywarkę. Cały wieczór było mi zimno. Zwlokłam się o 22 gdy Juniorka prosiła już by iść spać. Pomogłam Jej jak zwykle przy kąpaniu. Sama też się położyłam i szybko zasnęłam. Wstałam około 9. Załadowałam zmywarkę bo w szafkach już niewiele było, a przecież nikt tego jak widać nie zrobi. Ogarnęłam 3 prania. Pojechaliśmy na zakupy. Jeszcze podłogami by się trzeba było zająć i więcej dziś nie robię.

10 lat

Jest taka piosenka, którą Ania Wyszkoni napisała z myślą o swoich dzieciach. Na koncercie też o tym mówiła. Piosenka, która w swoich słowach przekazuje to, co i ja Juniorce chciałabym przekazać. I nawet gdy Ania śpiewała to na koncercie to mnie ciekły łzy, szczególnie, że nie najlepsza ze mnie matka, wiecznie krzycząca i mało czuła.

Dziś też, w dzień Jej urodzin nie popisaliśmy się jako rodzice. Miała plan wyjazdowy do Młyna Wiedzy i na obiad. A musiała wykazać się kompromisem. Do kościoła z Nią nie pojechałam bo miałam gorszy dzień. Ojcu wypadło sianie kukurydzy więc pracował od 5 rano. Świeczki zdmuchnęła kiedy wrócił z pola. Zamiast na obiad do miasta zamówiliśmy jedzenie na wynos i zabierając resztę tortu pojechaliśmy ze wszystkim do mojej Chrzestnej i jej męża. I takie Juniorka miała 10 urodziny. Mówi, że fajne… ale co ma powiedzieć.

Rozmowa

Gdy na wyświetlaczu zobaczyłam to nazwisko to poczułam na ciele coś, czego nigdy nie czułam. Bardzo nieprzyjemne uczucie. Wiedziałam już czego rozmowa będzie dotyczyć i że będzie trudna. I taka była. I chociaż zakończyła się neutralnie to ogromny ciężar ciąży mi na piersi. Ciężar własnego zaniedbania i poczucia winy. A mogłam się prędzej ogarnąć, to w ogóle by tego teraz nie było.

Ten, który osiada cicho na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy

30 lat temu zmarł mój Tata. To dwa razy więcej lat, niż ja wtedy miałam. Było już tyle rocznic, ale ta trzydziesta (chyba przez tą swoją trzydziestość) jakaś taka znowu bardziej melancholijna…

A dziś rano zmarł kuzyn mojej Mamy. Był z tego samego rocznika co moja Mama. I gdy wróciłam z pracy powiedziała, że tak sobie uświadomiła, że teraz to i na nich pora. Nie to żeby się wybierała na tamten świat, ale taka refleksja, że tyle ich było, kuzynostwa od rodzeństwa mojej Babci, a teraz.. a teraz nawet z czwórki rodzeństwa mojej Mamy została tylko moja Chrzestna…

Na podstawie zdjęcia

Kiedy szukam lekarza czy specjalisty to oprócz opinii lubię zobaczyć zdjęcie. Patrzę na wyraz twarzy, oczy, uśmiech i czekam czy pojawi się we mnie uczucie sympatii. Dopiero wtedy mogę się do takiej osoby zapisać. Psychiatrę tym bardziej według tych kryteriów wybierałam. Mam zaburzenia lękowo – depresyjne. Leczenie farmakologiczne w toku. Teraz jeszcze terapeutę sobie oblukać. To będzie dosyć trudne bo blisko 30 lat temu z różnymi psychologami miałam do czynienia, ale albo nie potrafili mi pomóc, albo ja skutecznie im to utrudniałam. Jedną psycholożkę tylko dobrze wspominam, ale sposób jej pracy też doceniłam dopiero po latach. Teraz chciałabym faktycznie naprostować to co się pokrzywiło i uładzić to, co zmierzwione.

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij